True Blood

Czysta krew

Ocena
serialu
7,4
Dobry
Ocen: 316
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Przeżywamy złotą erę telewizji" - wywiad z Alanem Ballem

Z okazji premiery DVD trzeciego sezonu serialu HBO "Czysta krew" prezentujemy wywiad z producentem i scenarzystą tego serialu - Alanem Ballem.

Akcja serialu opartego na powieściach Charlaine Harris, rozgrywa się w fikcyjnym miasteczku Bon Temps w Luizjanie, gdzie wampiry, zmiennokształtni, wilkołaki i telepaci żyją tuż obok ludzi. Serial jest nie tylko seksowny, przerażający i zabawny, ale swoją wartką, przykuwającą uwagę fabułą, odważnie dotyka tematów takich jak prawa człowieka, czy religia.

Reklama

Ball urodził się w Georgii i pragnął zostać aktorem. Ukończył tamtejszy Uniwersytet na kierunku sztuk teatralnych, ale zniechęcony brakiem możliwości gry aktorskiej zaczął pisać krótkie skecze z przyjaciółmi, między innymi z Nancy Olivier, która należy do jego aktualnego zespołu zaufanych, wybranych scenarzystów "Czystej krwi".

W 2000 roku odebrał Oscara za najlepszy scenariusz za film "American beauty". Większość obserwatorów zakładała, że odda się on sztuce filmowej, jednak Ball przyjął zaproszenie od HBO i stworzył scenariusz do serialu "Sześć stóp pod ziemią", wspaniały dramatyczny obraz dysfunkcyjnej rodziny prowadzącej dom pogrzebowy. Przez ponad pięć życzliwie przyjętych serii, wygrywał on mnóstwo nagród.

Czego możemy się spodziewać po trzeciej serii "Czystej krwi"?

Alan Ball: - Myślę, że dokonujemy całkiem ciekawych odkryć jeśli chodzi o politykę wampirów, której znaczną część stanowią wilki. Pojawiają się dwie grupy wilkołaków - ta, która nie stwarza problemów i zachowuje się grzecznie oraz wilki pracujące dla Russella Edgingtona, Króla Mississippi. Każdy bohater stawia czoło problemom związanym z tożsamością, a niektórzy z nich - jak na przykład Sookie - mierzy się z pytaniem 'Czym jestem?'. Inni sięgają granic i zadają sobie pytanie 'Do czego jestem zdolny? Co zrobię, żeby przetrwać?' Inni mocują się z bardziej przyziemnymi zagadnieniami, aczkolwiek dość ciekawymi, jak na przykład 'Kim chcę zostać? Czym chcę zostać?'. Myślę, że to są najważniejsze, kluczowe tematy.

Jeśli chodzi o dokonywanie odkryć, to zawsze stanowiło ono ważny element tego serialu, prawda? A to pozwala Ci na różne zagrywki, jako scenarzyście…

- Zdecydowanie. Książki Charlaine są tak wspaniałe, ponieważ każda kolejna zrywa następną warstwę i odkrywasz, że istnieje jeszcze inna nadzwyczajna istota, albo inna struktura w wampirzej hierarchii, a my po prostu idziemy jej śladem.

Jak dokładnie opieracie się na książkach?

- We wszystkich książkach narratorem jest Sookie, więc książki opowiadają przede wszystkim jej historię i tutaj trzymamy się oryginału dosyć mocno, ale tworzymy też dużo na innych planach.

To dlatego, że waszym zadaniem jest tworzenie obrazu?

- Cóż, także dlatego, że serial jest bardziej złożoną strukturą, podczas gdy książki są bardzo skoncentrowane na jednej centralnej postaci. I jeśli byśmy jedynie odtwarzali książki dosłownie, biedna Anna Paquin musiałaby pracować 12 godzin dziennie przez pięć dni w tygodniu, a większość innych ciekawych postaci widzielibyśmy tylko raz, lub dwa razy w trakcie całej serii.

Więc niektóre postaci stworzyłeś dla własnych celów, dla swojej narracji…

- Zdecydowanie.

Które z nich są najbardziej uwydatnione?

- Jason, Tara, Sam - Jessica w ogóle nie istnieje w książkach, a Lafayette umiera w pierwszej części. My zagłębiliśmy się w te postaci i staraliśmy się przyciągnąć zainteresowanie nimi i ich historiami, które mogłyby współistnieć z historią Sookie.

Jak bardzo wybiegacie do przodu tworząc fabułę?

- Tak naprawdę nie wybiegam myślami za bardzo w przyszłość. Szczęśliwie mamy dostęp do książek i, gdy dostaliśmy zielone światło na serię czwartą, powiedziałem wszystkim scenarzystom 'przeczytajcie czwartą część'. Wiedziałem, że w czwartej książce jest element, którym byłem bardzo, bardzo podekscytowany. A to, co robimy teraz, skupia się na określeniu głównych uderzeń kolejnej serii, oraz tego, jak ma się ona zakończyć. Tak więc pomysł, jak ukierunkować naszą pracę, mamy tak naprawdę w momencie, gdy zabieramy się za poszczególne odcinki.

Zdecydowanie lubisz dramatyzm w swoich serialach...

- Zdecydowanie, tak.

Co za tym stoi?

- Cóż, wszystko jest związane z książkami. Gdy pierwsza z nich wpadła mi w ręce po raz pierwszy i zacząłem ją czytać, robiłem akurat serial "Sześć stóp pod ziemią". Bardzo ciężko pracowałem i wieczorem, gdy kładłem się spać mówiłem sobie 'Ok. przeczytam tylko jeden rozdział, bo jutro musze wstać o szóstej i mam ustawianie planu i wszystkie te poranne rzeczy do zrobienia.' Więc powtarzałem sobie 'przeczytam tylko jeden rozdział…' i dochodziłem do końca rozdziału i wtedy następowało 'Co? Nie!'. Nie mogłem jej odłożyć i kończyłem dopiero po przeczytaniu sześciu rozdziałów i myślałem sobie, że właśnie tak powinien wyglądać dobry serial.

- Tych książek nie da się po prostu odłożyć na bok i jest w tym dużo zabawy. Trochę nie nadążałem za zjawiskiem jakim był serial "Lost: Zagubieni", ale pamiętam odcinek, w którym bohaterowie znajdują w ziemi dziwny właz, z którego wydobywa się światło. To było właśnie na zasadzie 'co?'. Na szczęście miałem ustawione nagrywanie i natychmiast przeskoczyłem do następnego odcinka. Myślę, że dzisiaj w ten sposób ludzie oglądają telewizję. Uwielbiam to uczucie, gdy nie możesz się doczekać kolejnego odcinka - tak powinien wyglądać dobry serial.

W jaki sposób piszecie scenariusz? Wiem, że pracujesz z grupą scenarzystów, ale jak dochodzi do przełomu?

- Współpracuję z pięcioma naprawdę bystrymi i utalentowanymi pisarzami. Dla mnie numerem jeden jest główny scenarzysta - który nadzoruje powstawanie tych scenariuszy, dba by dotarły do wszystkich kierowników, reżyserów i aktorów, tak aby mieli pełne dwa tygodnie na przygotowanie się przed rozpoczęciem zdjęć. Pracujemy jako zespół - to bardzo demokratyczne rządy, każdy może coś wtrącić, każdy może podrzucać swoje pomysły. Ja jestem osoba z prawem veto, ale poza tym panuje demokracja. I kocham to.

- Uwielbiam fakt, że nie oczekuje się ode mnie, że to ja wymyślę każdy najmniejszy szczegół, bo oznaczałoby to zbyt dużą presję. Przygotowujemy serię jako zespół, jako zespół nakreślamy każdy odcinek, następnie każdy z nas się rozchodzi i tworzy pierwszy szkic. I to działa, bo jest nas szóstka, więc każdy tworzy dwa rocznie. Następnie wracamy i każdy odczytuje swój szkic, a reszta daje swoje uwagi. Gdy używam prawa veto, scenarzyści znowu się rozchodzą i przygotowują drugi szkic, a jeśli to konieczne, wkraczam ja.

Masz więc solidną ekipę…

- Dokładnie. Następnie szkic wędruje do HBO i dostajemy uwagi, które komentujemy, a następnie bierzemy go na warsztat.

Gdy mówisz, że spotykacie się w pracy, to gdzie się mieści główna baza?

- Zachodnie Hollywood.

I jest poniedziałek rano i hasło 'w porządku, popracujmy nad odcinkiem pierwszym,?'

- Tak. Zwykle na początku serii spotykamy się każdego ranka o 10:00, 5 dni w tygodniu, ale gdy zaczynamy kręcić odcinek, jego autor pracuje przy nim jako scenarzysta-producent danego odcinka. Bierze udział w castingach, w ustawianiu planu, jest non stop na planie i jest zaangażowani w postprodukcję. Ja też w tym biorę udział, ale scenarzystom daje to poczucie panowania nad ich odcinkiem i myślę, że bardzo to lubią i czują wtedy, że 'to jest mój odcinek i musze go dopilnować i upewnić się, że obraz jest taki jak ma być.'

Dla amerykańskiej telewizji to bardzo produktywny czas. Co o tym myślisz, jako scenarzysta?

- Cóż, z perspektywy scenarzysty, telewizja jest dużo bardziej przychylnym środowiskiem dla skomplikowanych, dorosłych opowieści. Wybacz, ale jeśli chodzi o filmy, to jest jak fabryka. Ich grupą docelową są 15-letni chłopcy i tworzy się je dla osiągnięcia wielkich zysków przez pierwszy weekend. Nie są w ogóle interesujące jeśli chodzi o złożoność, detale i niuanse. Proponują wyraźne nakreślone postaci czarnych charakterów i bohaterów i w niektórych z nich, które zdarzyło mi się obejrzeć, scenariusz jest zupełnie nieważny; chodzi tylko spektakl.

- A poza tym, gdy masz do dyspozycji 12 godzin zamiast dwóch, żeby opowiedzieć historię, możesz snuć dużo ciekawszą opowieść, dużo bardziej skomplikowaną i szczegółową, która pozwala postaci zrobić kilka kroków do przodu, a potem cofnąć się, podczas gdy w filmach wszystko musi zostać opowiedziane w dwie godziny. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o filmy to ich siłą napędową jest dzisiaj chęć zysku - jak największe pieniądze w jak najkrótszym czasie; podczas gdy motywacja wielu seriali telewizyjnych jest zgoła inna. Oczywiście, ludziom którzy je finansują zależy na zyskach, ale osobom takim jak ja przede wszystkim chodzi o opowiedzenie historii. I musze przyznać, że telewizja niestety jest dużo przychylniejszym środowiskiem dla pisarza, niż przemysł filmowy. Myślę, że przeżywamy złotą erę telewizji.

Czy spotykasz się ze scenarzystami innych seriali?

- Tak. Spotkałem się z Matthew Weinerem z serial "Mad Men", podczas strajku (scenarzystów), razem braliśmy udział w pikiecie i to było wspaniałe, ponieważ jestem jego wielkim fanem i uważam go za wspaniałego pisarza. Na jednej z ceremonii rozdania nagród spotkałem też Vince'a Gilligana i głównego scenarzystę serialu "Breaking Bad" i zaproponowali mi udział w jakimś panelu dyskusyjnym, czy czymś takim. Zwykle tego nie robię, bo czuję się wtedy jak kretyn, ale poznałem tam kilku naprawdę interesujących ludzi. Między innymi Seana Ryana, który w tym czasie kręcił serial "The Shield".

Jakie tematy chciałbyś poruszyć w "Czystej krwi"?

- To ciekawe, bo przechodząc z serialu "Sześć stóp pod ziemią", myślę, że to co mnie pociągało w "Czystej krwi" , to fakt, że chciałem robić coś zabawnego, soczystego i rozrywkowego, ale oczywiście pod spodem kryją się też ważne kwestie. Myślę, że jednym z nich jest terror intymności. To przerażający aspekt przekraczania barier i wpuszczania drugiej osoby do środka - niebezpieczeństwo jakie wiąże się z wiedzą, że nawet jeśli to wzbogaci twoje życie, czyni Cię niezwykle podatnym na zranienie. Pojawia się pytanie 'co jeśli stracę tę osobę?' I stracisz, w taki, czy inny sposób - ona może Cię opuścić, może zostać zabita, może umrzeć, może stać się cokolwiek, na pewno ją stracisz.

- I to jest naprawdę delikatny, przerażający aspekt prawdziwej miłości. Ale, gdy mówię o prawdziwej miłości, to nie mam na myśli romansu filmowego, chodzi mi o fakt, że tak otwieram się na Ciebie. Myślę, że tyle razy opowiadano nam jasną wersję tej historii - szczególnie kobietom, szczególnie historie z bajek i mitologii, które odnoszą się do kobiet. Wszystko kręci się wokół gościa, który pojawia się na koniu, a potem żyje się długo i szczęśliwie. Cóż, nie jest tak, nie żyje się długo i szczęśliwie. (śmiech) Jest ciężko i niebezpiecznie i ktoś może zostać zraniony, bo to stanowi część tej historii.

- Ale ja nigdy nie zastanawiam się nad tematami, gdy piszę i czasami jest mi ciężko je wyartykułować. Ale myślę, że ważną kwestią jest tu świadomość bycia odmiennym, bycia outsiderem, bycia przerażonym. Uważam także, że ważną kwestią jest to, że nawet z całym naszym komfortowym i sterylnym życiem, nadal istnieje w nas cząstka, która tęskni do pierwotności, tęskni do mitycznych, przerażających i fantastycznych aspektów natury. Myślę, że ludzie naprawdę są tego spragnieni. Kiedyś religia spełniała te potrzeby, ale rzecz jasna dziś już nie pełni tej funkcji - więc każdy szuka pewnej epickości i mityczności, a "Czysta krew" zapewnia to na wiele sposobów.

A poza tym, ten zew natury jest niezaprzeczalnie seksowny…

- Cóż, była to jedna z tych rzeczy, które pokochałem, gdy przeczytałem książkę i nie byłem wtedy zafascynowany wampirami, nawet nic o nich nie wiedziałem, ale przeczytałem ją i pomyślałem 'Ta książka ma wszystko…' Jest zabawna, straszna, poruszająca, naprawdę seksowna - ma wszystko. I rozumiem zjawisko "Zmierzchu", tyle, że ono jest skierowane do naprawdę bardzo młodych dziewcząt, a ja pomyślałem sobie 'wampiry bez seksu? Jaki to ma sens?'. Wampiry to właściwie sam seks. (śmiech). Dziewczyna ze "Zmierzchu" właściwie niewiele robi, prawda? W "Czystej krwi" Sookie jest bardzo silna. Obdarzona mocą na wiele sposobów jest też ofiarą, ale każdy w tym serialu nią jest, a ona umie o siebie zawalczyć i szczególnie w tej serii dobrze sobie radzi - nie jednemu potrafi skopać tyłek i to jest wspaniałe.

Czy istnieje jakieś tabu w kwestii przemocy, albo podejścia do seksu? Czy kiedykolwiek złapałeś się na reakcji 'nie, tego nie'?

- Cóż, nie mamy zamiaru robić jakiejś rażącej pornografii - pracujemy z aktorami, którzy symuluję sceny seksu, a nie odgrywają je na żywo. Miałem jeden moment przy odcinku, który wysłałem do HBO. Jest w nim dość ostra scena, gdy jedna osoba gryzie drugą i wyrywa jej kawałek szyi i HBO zareagowało 'ooo, to już troszkę za dużo…'. Więc po powrocie wycięliśmy tę scenę, ale w większości o to właśnie tu chodzi, to jak teatr Gran Guignol, jak wezwanie. Wszyscy jesteśmy zafascynowani śmiercią, bo wiemy że kiedyś nas spotka, dlatego myślę, że horrory, albo takie seriale jak "Sześć stóp pod ziemią" zapewniają ujście tym doświadczeniom i emocjom w bezpieczny sposób. Ale uważam też, że w większości stanowią przede wszystkim rozrywkę.

"Sześć stóp pod ziemią", to był serial, który mówił o śmierci. Czy nadal działasz na tym samym obszarze, ale z nieco innym podejściem?

- Tak, to zupełnie inny serial, ale jest kilka podobnych tematów. "Sześć stóp pod ziemią" mniej mówił o pierwotnym i soczystym podejściu do śmierci, bardziej pokazywał przebywanie z nią i życie obok.

Zorganizowany ruch religijny stanowił znaczną część fabuły drugiej serii "Czystej krwi". Czy to było też w książkach?

- Nie.

Więc to była historia, którą uznałeś za godną pogłębienia i mogącą wyznaczyć celne punkty?

- Dokładnie. Ludzie, szczególnie w Stanach, wykorzystują religię do najbardziej niemoralnych celów i tak staje się ona żelaznym młotem faszyzmu. Chodzi o to, że ludzie są tak rażącymi bigotami i faszystami, ale fakt, że chowają się za Jezusem sprawia, że nagle to staje się w porządku.

A Ty jesteś religijny?

-Jestem uduchowiony i wierzę, że jest w nas coś więcej niż tylko czysta biologia. Jeśli chodzi o wyznanie, to jedyną religią, która do mnie przemawia jest buddyzm, ale jestem kiepskim buddystą, nie praktykującym. Czasami medytuję, ale właściwie rzadko kiedy próbuję. (śmiech) Nie jestem tak zdyscyplinowany, jak powinienem. Drugą tradycją religijną, która mnie interesuje i którą trochę odkrywamy w "Czystej krwi", jest mitologia grecka. To, co uwielbiam jeśli o nią chodzi to fakt, że uwzględnia i daje przestrzeń dla ludzkich zachowań, podczas gdy religia, albo przynajmniej sposób w jaki mnie wychowywał kościół Metodystów, skupia się głównie na zakazach: 'nie rób tego, nie rób tego, jeśli tak myślisz, to jesteś złym człowiekiem, jesteś zły…' Więc chcę powiedzieć, że buddyzm zdaje się mieć da mnie najwięcej sensu, a buddyjska filozofia dała mi dużo więcej spokoju wewnętrznego, niż jakakolwiek nauka Judeo-chrześcijańska.

W trzeciej serii masz nowa obsadę. Czy zapamiętujesz aktorów, których oglądasz w innych produkcjach? Czy organizujesz ogromne castingi?

- Gdy oglądam w czymś jakiegoś aktora, dodaję go do bazy. Jednak mam też okazję pracować od lat ze wspaniałym kierownikiem castingu, Libby Goldstein i wiem, że gdy mamy casting, ona sprowadzi naprawdę świetnych aktorów i znajdę tego, kogo szukam.

- Ciągnie mnie do aktorów z wykształceniem, dlatego pewnie tyle współpracuję z Brytyjczykami i Australijczykami. To dlatego, że uważam, że plan działania w telewizji jest tak szybki, że potrzebuję kogoś, kto będzie wiedział jak zagrać scenę - kogoś, kto wchodzi i wie jak zaznaczyć swoją postać, jak zagrać scenę i kto jest do tego przygotowany, zna tekst i jest zdyscyplinowany. A istnieje wiele osób, uważanych za aktorów, którzy są nikim więcej jak fotogenicznymi i charyzmatycznymi osobowościami telewizyjnymi. I pewnie, że gdy masz nagrać trzy strony dziennie, to możesz stworzyć fantastyczną scenę powtarzając ujęcie w nieskończoność, aż osiągniesz pożądany efekt.

- Ale my nie mamy tyle czasu i takiego luksusu, więc mi zależy na tym, żeby aktorzy wchodzili, grali, chcę dawać im wskazówki i sprawdzić, czy się do nich zastosują, bo zwyczajnie nie mam czasu na dopieszczanie każdej sceny charyzmatycznej, ale nieprzeszkolonej osoby.

Muszą być zdolni wykonywać swoją pracę…

- Muszą potrafić wykonywać swoją pracę, a praca jest bardzo ciężka, zwłaszcza w tym serialu. Nie polega na przebywaniu na planie i wygłaszaniu kwestii, albo jesteś podwieszony na podnośniku, który za moment wywinduje Cię pod sam sufit, albo musisz udawać, że kochasz się ze sztucznym rekwizytem, który za moment wybuchnie, (śmiech) więc zawsze ciągnie mnie do ludzi po szkole. I to naprawdę się sprawdziło. To najlepsza obsada, z jaką kiedykolwiek miałem okazję pracować, naprawdę.

To duży komplement…

- Oni są niesamowici. To znaczy, nie raz pracowałem ze wspaniałą obsadą, obsada serialu "Sześć stóp pod ziemią" też była niesamowita i nie chciałbym, żeby w jakikolwiek sposób poczuli się urażeni, uwielbiałem ich. Ale myślę, że fakt, że podczas kręcenia tego serialu mamy tyle radochy i to jest takie zaraźliwe i też to, że musimy wszyscy robić te różne zwariowane rzeczy, sprawia, że cały czas spodziewam się, że zaraz ktoś wyjdzie zza rogu i powie 'ok., masz rację, to zbyt piękne, żeby było prawdziwe, zabieramy Ci serial. Teraz będziesz pracował w biurze…

Wywiad dzięki uprzejmości dystrybutora "Czystej krwi" - Galapagos Films.

swiatseriali.pl
Dowiedz się więcej na temat: Alan Ball | Czysta krew | Sześć stóp pod ziemią | wywiady

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje