"Strażnik Teksasu" od kuchni

Serialowy debiut Chucka Norrisa - gwiazdy kina akcji lat 80. "Strażnik..." dołączył do grona telewizyjnych hitów wszech czasów, a Chuck wykreował postać jednego z najpopularniejszych obrońców prawa.


Reklama


Wiosna 1983 r. Do kin wchodzi najnowszy film "Samotny wilk McQuade" z Chuckiem Norrisem w roli teksańskiego stróża prawa. Ten bohater tak bardzo spodobał się producentom Leslie Greifowi i Paulowi Haggisowi, że wpadli na pomysł zrobienia serialu o prawym i odważnym funkcjonariuszu.

Dobry moment

Oczywiście w głównej roli widzieli jedynie gwiazdę filmów akcji. I to właśnie Chuck jako pierwszy dostał atrakcyjną propozycję. Greif jednak nie ukrywał, że mieli plan B polegający na szukaniu nowych kandydatów, bo Norris był znany z tego, że nie przyjmował ról telewizyjnych. Na szczęście, jak się później okazało, propozycja trafiła do niego w odpowiednim momencie.

- W mojej karierze dostałem mnóstwo serialowych ofert. Niczym się od siebie nie różniły. Zakładałem, że szybko się znudzę. Film powstaje około 10 tygodni, zmienia się lokację, a serial to rutyna. Jeszcze jakiś czas temu nawet nie brałem takiej opcji pod uwagę, ale przed dwoma laty pomyślałem, że w ciągu 17 lat nakręciłem 21 filmów. Byłem już chyba w każdym zakątku. Poczułem się zmęczony. Gdybym znalazł odpowiedni serial, w ciekawym miejscu, może bym się zgodził - wyznał Norris w 1993 r. I przyjął rolę w "Strażniku...". 

- Takiej produkcji jeszcze nie było w tv. Zdjęcia powstawały w Dallas, dwadzieścia kilometrów od mojego rancza - mówił wyjaśniając, dlaczego zgodził się zagrać Cordella Walkera.

Ruszyła produkcja, która na początku trwała krótko, bo stacja CBS zabezpieczyła się i poprosiła o trzyodcinkowego pilota. Premiera "Strażnika Teksasu" odbyła się 21 kwietnia 1993 r. Serial spodobał się widzom, a władze stacji zamówiły kompletną serię na jesień. Po krótkiej nieobecności Walker wrócił na antenę CBS i przyciągnął przed ekrany miliony Amerykanów, co wcale nie było prostym zadaniem.

Trudne wyzwanie

- Zagwarantowanie "Strażnikowi..." miejsca w czołówce od początku było moim celem i czymś, o czym szefowie stacji nawet nie śnili. W końcu sobotnie pasmo wieczorne zawsze uznawano za "martwą strefę". Nie byłbym sobą, gdybym nie chciał walczyć. Był taki moment, gdy władze myślały o zmianach w ramówce, ale oznajmiłem: zostanę tutaj i udowodnię, że potrafię ożywić sobotnie wieczory. Uwielbiam rywalizację. Gdyby nie to, nigdy nie zdobyłbym mistrzowskich tytułów w karate. Najbardziej w życiu boję się porażek i przegranej - zdradził Chuck w 1996 roku, kiedy był już nie tylko gwiazdą, ale też producentem serialu. 

Zła pora, to nie jedyna przeszkoda, jaką napotkał "Strażnik...". Na początku lat 90. rząd USA działał na rzecz ograniczenia przemocy w mediach. - Nie chcę być adwokatem diabła, ale nie pokazujemy bezsensownej przemocy. Walker walczy z niesprawiedliwością, a dobro, jak w bajce, zawsze na końcu wygrywa - bronił się Norris i zapewniając, że serial stawia także na wartości rodzinne.

Pożegnanie króla

Przez osiem lat "Strażnik..." miał rewelacyjną oglądalność. Trafił na listę najlepszych i najpopularniejszych seriali sensacyjnych. Jednak 19 maja 2001 r., po 203 odcinkach, jego historia dobiegła końca.

- Role producenta i głównego bohatera w serialu nie pozostawiają zbyt wiele miejsca na normalne życie. Czas iść dalej. Nadszedł moment, by wrócić na duży ekran. Co do "Strażnika..." - warto zejść ze sceny niepokonanym - wyznał na początku 2001 r. Norris. Na otarcie łez fani doczekali się filmu "Strażnik Teksasu - Próba ognia" (2005 r.).

MG

Dowiedz się więcej na temat: Strażnik Teksasu | Chuck Norris

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje