"Czarny charakter? To mi się podoba"

Małgorzata Kożuchowska znana jest przede wszystkim jako Hanka z najpopularniejszego w Polsce serialu "M jak Miłość". Fani mogli ją także podziwiać już w wielu kinowych produkcjach. Zagrała w obu częściach "Kilera", we "Wtorku", w "Zróbmy sobie wnuka", a także w "Komorniku". W 2007 r. zobaczymy ją także w filmie Janusza Kamińskiego, "Hania".

Małgorzata Kożuchowska z okazji premiery jej najnowszego filmu "Dlaczego nie!", w którym gra jedną z głównych ról, opowiada w rozmowie z Emilią Chmielińską, jak się gra czarny charakter, ile jej samej jest w granych przez nią postaciach, czy lubi komedie i jakie wyzwania stoją przed nią w najbliższym czasie.

Reklama

"Dlaczego nie!" to film, w którym wcieliła się pani w postać przebojowej Renaty. To trochę taki czarny charakter tego obrazu. Czy pani odpowiada granie czarnych charakterów?

Małgorzata Kożuchowska: Tak, to mi się podoba. Poza tym ja gram bardzo dużo różnych ról, nie tylko czarnych charakterów. W teatrze gram bez przerwy w co najmniej pięciu tytułach bardzo różne postaci. W związku z czym dla mnie rola Renaty to taki zdrowy płodozmian.

Od czasu do czasu zdarza się taka negatywna rola, która dobrze mi przełamuje inne role, bardziej szlachetne, czy pozytywne, które gram na co dzień.

Jednak większość widzów kojarzy panią z ról telewizyjnych, przede wszystkim jako Hankę Mostowiak, która dosyć długo była czarnym charakterem. Sama pani wybiera takie czarne charaktery, czy je pani proponują?

Małgorzata Kożuchowska: Aktor to taki zawód, w którym nie do końca można być sobie sterem i żeglarzem. To zawód, który zależy od wielu innych osób - od producentów, reżyserów i od tego, jaki na ciebie taki reżyser albo producent ma pomysł. Aktor oczywiście może odrzucać propozycje albo je przyjmować.

Żyjemy jednak w takim kraju, gdzie aktor nie siedzi w domu i nie zajmuje się przebieraniem w propozycjach i kapryszeniem. Żeby chcieć i móc w ogóle uprawiać ten zawód, muszę grać. W związku z czym przyjmuję te propozycje, które do mnie przychodzą, a uważam je na tyle interesujące, żeby poświęcić im swój czas, wysiłek i talent.

Wracając do "Dlaczego nie!" - co w Renacie jest z Małgorzaty Kożuchowskiej?

Małgorzata Kożuchowska: Szczerze mówiąc ja się nigdy nie zastanawiałam nad tym, ile jest mnie w granych przeze mnie postaciach. Raczej staram się budować każdą postać, każdą rolę, która do mnie przychodzi, nie na podstawie siebie i jakichś podobieństw, jakie są pomiędzy mną a tą postacią, tylko stworzyć oddzielną zupełnie od mnie, ale bardzo wiarygodną postać.

I nie doszukuję się w postaciach przeze mnie kreowanych ani moich cech, ani cech postaci we mnie. To są zawsze dwie zupełnie różne osoby.

Czy kreując Renatę wzorowała się pani na kimś?

Małgorzata Kożuchowska: Nie. Ta rola była bardzo wyraziście napisana. Jednak starałam się uciec od takiego szablonu, który gdzieś był w tę postać wpisany. Taki szablon atrakcyjnej trzydziestolatki, która świetnie spełnia się zawodowo, ale nie bardzo wyszło jej zorganizowanie sobie życia prywatnego. I to jest pewien stereotyp.

Starałam się, żeby Renata nie do końca była taka zła, żeby pokazać w niej takie bardzo ludzkie cechy i pokazać to, że ona właściwie jest nieszczęśliwą, samotną kobietą. Brakowało mi trochę takich scen, w których moglibyśmy nagle obejrzeć Renatę przez dziurkę od klucza - kiedy ona jest sama i nie musi niczego przed nikim udawać, ani nikomu niczego udowadniać.

Niestety, takiej sceny nie było, więc starałam się to zrobić na tym materiale, który został mi dany.

Dlaczego warto obejrzeć "Dlaczego nie!"?

Małgorzata Kożuchowska: Myślę, że ten film jest właśnie taką bajką, która pozwala przyjemnie spędzić jakieś dwie godziny i zapomnieć o szarej rzeczywistości. Bo i nawet aura jest mało optymistyczna. Myślę, że dobrze jest zafundować sobie odrobinę słońca i takiej pozytywnej energii. Uważam, że w tym filmie jest jej sporo.

Które sceny w "Dlaczego nie!" najmilej pani wspomina, które są dla pani szczególne?

Małgorzata Kożuchowska: Ja chyba nie miałam takich scen, które jakoś szczególnie by mnie ujęły.

A samba?

Małgorzata Kożuchowska: No tak. Zafundowałam sobie taki wstęp do "Tańca z Gwiazdami". Scenarzyści i i reżyser chcieli, abym zobaczyła, jak to jest (śmiech). Faktycznie, ta scena była dosyć zabawna. Prywatnie na coś takiego nigdy bym się nie odważyła. Taki rodzaj uwodzenia, taki rodzaj desperacji, jest mi całkowicie obcy i daleki. Wiem jednak, że są kobiety, które stawiają wszystko na jedną kartę.

Zawsze trudno było mi je zrozumieć, ale wiem, że istnieją i nawet dobrze sobie radzą. Więc coś w tym jest. Aczkolwiek trzeba uważać, jak daleko można się posunąć, bo zazwyczaj mężczyźni boją się takich kobiet, które emanują jakąś siłą i mają w sobie taki pierwiastek dominacji. Chyba jednak faceci wolą bardziej potulne, ciche kobietki.

Nie wiem, czy Renata już to zrozumiała. Mam nadzieję, że jednak po scenie samby i odrzuceniu przez Janka, w końcu doszło to do niej. (śmiech)

A jak się pracowało z Ryszardem Zatorskim? To nie pierwsze pani spotkanie z tym reżyserem.

Małgorzata Kożuchowska: Tak, to prawda. Ryszarda Zatorskiego znam jeszcze z czasów kręcenia pierwszego "Kilera", więc to już prawie 10 lat - spory kawał czasu. Ryszard Zatorski  jest dla mnie taką osobą, do której miałam pełne zaufanie. Często się go radziłam podejmując swoje zawodowe decyzje. Także grając w jednym i w drugim "Kilerze", kiedy nie byłam pewna, czy dana scena była zagrana dostatecznie śmiesznie, albo za bardzo śmiesznie, to Ryszard był jedyną osobą, po reżyserze - któremu nie chciałam zawracać już głowy pytaniami - którego o to pytałam.

Zawsze mi dawał bardzo trafne wskazówki, i bardzo życzliwie do tych moich debiutanckich pytań podchodził. Ponownie spotkałam się z nim na planie "M jak miłość", teraz zaproponował mi film, więc ja z tej propozycji mogłam się tylko ucieszyć.

Jak się pani odnajduje w komedii?

Małgorzata Kożuchowska: "Dlaczego nie!" to już moja kolejna komedia w życiu. Ja to lubię, dobrze czuję w komedii, w takich charakterystycznych postaciach. Był nawet taki moment na mojej drodze zawodowej, kiedy myślałam, że za chwilę już zostanę zamknięta w szufladzie pt. komedia i aktorka charakterystyczna.

Starałam się zrobić wszystko, żeby się od tego wizerunku uwolnić i wydaje mi się, że to się udało.

Lubi pani komedie romantyczne?

Małgorzata Kożuchowska: Lubię, chociaż nie jest to mój ulubiony gatunek w kinie. Natomiast to takie filmy,  które oglądam, kiedy mam chwilę wolnego czasu, jeśli jestem bardzo zmęczona albo znużona tym, co robię . Właśnie komedia romantyczna to jest coś takiego, co mnie relaksuje, co  daje mi jakiś oddech i powoduje, że zapominam o nawale obowiązków, które mam na głowie. Najbardziej lubię angielskie komedie romantyczne.

A który tytuł lubi pani najbardziej?

Małgorzata Kożuchowska: Ostatnio oglądałam kilka razy "To właśnie miłość", z Emmą Thomson i Hugh Grantem. Uważam, że jest to rewelacyjny film. On chyba nie do końca był doceniony w Polsce, ale jest świetny. I to, co oni robią, robią naprawdę świetnie. Oprócz takiej umiejętności żonglowania emocjami, co sprawia, że te filmy są i wzruszając i śmieszne, te obrazy są także mądre.

Wszystkie postaci, które tam są zbudowane, to tacy prawdziwi ludzie, ze wszystkimi niedoskonałościami, wadami, ale przedstawieni z taką sympatią i życzliwością, że bardzo dobrze się to ogląda. Zazdroszczę im takich ról.

Jakie wyzwania zawodowe stoją przed panią w najbliższym czasie?

Małgorzata Kożuchowska: Szczerze mówiąc teraz mam taki etap podsumowania tego, nad czym pracowałam przez parę ostatnich miesięcy. W połowie stycznia miałam premierę w teatrze, której poświęciłam bardzo dużo uwagi i czasu. Cieszę się, że przedstawienie doprowadziliśmy do finału i że mogłam wziąć w tym przedsięwzięciu udział.

Muszę także nadrobić swoje zaległości w "M jak miłość", więc czeka mnie dużo pracy. Oprócz pracy na planie serialu, będę codziennie przez najbliższe dwa miesiące grać w teatrze. Będzie to właściwie taki sprawdzian mojej kondycji psychicznej i fizycznej .

Ma pani jakieś postanowienia na 2007 rok?

Małgorzata Kożuchowska: Tak, żeby więcej dbać o siebie. Żeby trochę siebie porozpieszczać, trochę mniej pracować, a mieć więcej czasu dla siebie, dla bliskich. W ostatnich miesiącach praktycznie ciągle pracowałam i teraz uważam, że już sobie zapracowałam na to, by trochę tego czasu dla siebie mieć.

Dziękuję za rozmowę.

swiatseriali.pl

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje