Michał Sikorski urodził się 5 września 1995 roku w Wadowicach. Jest absolwentem studiów aktorskich na Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie. Zachwycił publiczność główną rolą w filmie "Sonata", który powstał na podstawie prawdziwych wydarzeń. Wcielił się w postać Grzegorza Płonki i zgarnął za nią liczne wyróżnienia, w tym nagrodę za debiut aktorski na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.
W kolejnych latach regularnie występował w popularnych polskich produkcjach. Mogliśmy go oglądać w filmach: "Czarna owca", "Masz ci los!" oraz netfliksowym "Freestyle". Pojawiał się także w serialach: "Otwórz oczy" i "Pewnego razu na krajowej jedynce".
W 2023 roku Sikorski dał się poznać szerokiej publiczności jako Ojciec Jakub w hicie Netfliksa - "1670".
Michał Sikorski w nowej edycji "LOL: Kto Się Śmieje Ostatni"
W piątek 10 lipca na platformie Prime Video debiutuje czwarty sezon słynnego programu komediowego - "LOL: Kto Się Śmieje Ostatni". Jednym z uczestników jest właśnie Michał Sikorski. Z tej okazji porozmawialiśmy z aktorem.
Justyna Miś, Interia: Dlaczego zdecydowałeś się wziąć udział w programie "LOL: Kto Się Śmieje Ostatni"?
Michał Sikorski: - Po obejrzeniu trzeciego sezonu byłem pod ogromnym wrażeniem tego, co robili niektórzy uczestnicy, zwłaszcza aktorzy. Pomyślałem, że to świetna okazja, żeby sprawdzić własne granice. Wydawało mi się, że pomysły bardzo szybko się wyczerpują i trzeba nie tylko umieć improwizować, ale też mieć ogromną "aktorską wydolność", by przez cały czas proponować coś nowego. Byłem pod wrażeniem Michała Czarneckiego czy Rafała Rutkowskiego i sam chciałem przekonać się, jak poradziłbym sobie w takiej sytuacji. To okazało się znacznie trudniejsze, niż przypuszczałem, a cała przygoda przerosła moje oczekiwania. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że że była to przygoda życia.
Czy możesz zdradzić, na ile program jest reżyserowany?
- Kiedy oglądałem poprzednie edycje, wydawało mi się, że ingerencja produkcji jest dużo większa. Nie do końca wierzyłem, że uczestnicy naprawdę spotykają się dopiero w momencie włączenia kamer. A jednak dokładnie tak jest. Każdy przyjeżdża osobnym samochodem, obowiązuje specjalny system wprowadzania, żeby nikt nie spotkał się nawet na korytarzu. Dlatego moment, w którym otwierają się drzwi windy i po raz pierwszy widzi się pozostałych uczestników, jest prawdziwy. To właśnie zaskoczyło mnie najbardziej - nie ma tu żadnego udawania czy puszczania oka do widza, bo naprawdę widzimy się pierwszy raz.
- Oczywiście można wcześniej przygotować własne numery, ale wydaje mi się, że to tylko część programu. Kiedy ktoś prezentuje skecz, pozostali wiedzą, że właśnie trwa "atak" i trzeba go przeczekać. Najciekawsze rzeczy dzieją się jednak pomiędzy - podczas spontanicznych improwizacji i nieprzewidzianych sytuacji. To właśnie wtedy najtrudniej zachować powagę.
Czego obawiałeś się najbardziej przed wejściem do programu?
- Najbardziej bałem się, że trafię na osoby, których nie znam albo z którymi nie będę nadawał na tych samych falach. Tymczasem skład tej edycji bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Było wielu aktorów i aktorek, dzięki czemu każdy miał zupełnie inne podejście do improwizacji. Z kolei osoby spoza środowiska aktorskiego to ludzie, których od dawna śledzę i którzy naprawdę mnie bawią. Mówię choćby o Jano, którego uwielbiam, czy o Mariuszu Kałamadze - już praktycznie ikonie polskiej komedii. To był fantastyczny skład.
A który z uczestników cię najbardziej zaskoczył?
- Kiedy zobaczyłem Vanessę Aleksander, pierwsze, co pomyślałem, to: "Kto wpadł na pomysł, żeby ona była w tym programie? Przecież ja nie znam jej bez uśmiechu!". Trochę podziałało mi to na ambicję - uznałem, że nie mogę odpaść przed Vanessą. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie - była niesamowicie skupiona, wkładała w udział w programie bardzo dużo energii, była bardzo zabawna i wytrzymała naprawdę długo. Utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że jest jedną z najlepszych aktorek swojego pokolenia.
- Podobnie zaskoczyła mnie Klaudia Halejcio. Nie spodziewałem się, że będzie aż tak kreatywna. Bez przerwy wymyślała nowe pomysły, zmieniała taktykę i dosłownie produkowała kolejne sytuacje komediowe, do których później dołączała cała grupa. Umiejętność generowania nowych pomysłów wtedy, gdy sto poprzednich skończyło się już kilka godzin wcześniej, naprawdę robi ogromne wrażenie.
Czy przygotowywałeś sobie jakieś taktyki, by się nie śmiać?
- Przed programem jeszcze raz obejrzałem trzeci sezon i postawiłem sobie wyzwanie, żeby nie zaśmiać się przed telewizorem. Oczywiście poległem bardzo szybko. W "LOLu" liczy się jednak każdy, nawet najmniejszy uśmiech, więc podczas nagrań musiałem zakładać swoistą maskę i kontrolować mimikę. Jednocześnie starałem się nie uciekać od śmiesznych sytuacji. Wręcz przeciwnie - konfrontować się z nimi, bo wydaje mi się, że właśnie to jest dla widza najciekawsze. Emocje są prawdziwe wtedy, kiedy naprawdę walczysz ze śmiechem, a nie wtedy, gdy po prostu odchodzisz od grupy albo unikasz kolejnych improwizacji.
To też jest tak, że kiedy widzi się kogoś, kto bardzo stara się nie roześmiać, to tym bardziej zaczyna to bawić. Miałeś tak w programie?
- Tak. W takich momentach pojawiała się też sportowa ambicja. Czuło się, że dana osoba jest już blisko i naprawdę niewiele brakuje, żeby pękła. Oczywiście wszyscy próbowali to wykorzystać.
Przechodząc do tematów związanych z twoją karierą - zastanawiam się, jakie stereotypy towarzyszą aktorom komediowym? Z jakimi najczęściej się spotykasz?
- Mam wrażenie, że polska komedia przeżywa dziś bardzo dobry moment. Jeszcze kilkanaście lat temu granie w komedii bywało traktowane jak coś mniej ambitnego. Dzisiaj jest zupełnie inaczej - powstaje coraz więcej świetnych produkcji i nikt nie uważa już komedii za gatunek gorszej kategorii, a wręcz przeciwnie, wszyscy chcą w nich grać. Mam ogromne szczęście, że ten gatunek się mnie trzyma i że widzowie chcą oglądać mnie właśnie w takich rolach. Ale komedia, jak choćby w "1670", opiera się przede wszystkim na świetnym scenariuszu. W "LOLu" chciałem sprawdzić coś zupełnie innego - zobaczyć, na co mnie stać bez gotowego tekstu. Przez kilka godzin trzeba nieustannie proponować coś nowego. To zupełnie inne doświadczenie i cieszę się, że mogłem się z nim zmierzyć.

A czy według ciebie trudniej jest być aktorem komediowym czy dramatycznym? Które role są dla ciebie większym wyzwaniem?
- Myślę, że każda rola ma swoje wyzwania i trudno je porównywać. Są role, które są nam bliższe i nie wymagają aż tyle pracy, ale są też takie, które wymagają jej bardzo dużo. W komedii kluczowe jest wyczucie rytmu, które często wypracowuje się z reżyserem przez długi czas. Z kolei w rolach dramatycznych często trzeba poświęcić sporo czasu na zrozumienie psychologii postaci. Dlatego nie powiedziałbym, że któryś z tych gatunków jest trudniejszy. Każda rola jest wyzwaniem i do każdej podchodzi się indywidualnie.
Jak myślisz, z czego my, Polacy, lubimy śmiać się najbardziej? Mam wrażenie, że często śmiejemy się z ciężarów życia codziennego, bo wtedy jest nam trochę łatwiej.
- Absolutnie się z tym zgadzam. Mam wrażenie, że otuchy dodaje nam świadomość, że inni przeżywają dokładnie to samo. Często wydaje nam się, że tylko nas spotykają jakieś absurdalne sytuacje, a później okazuje się, że wszyscy mają podobne doświadczenia, ktoś mówi: "Mam to samo" i nagle wszyscy podnoszą rękę w geście porozumienia. To bardzo trafia w nasze, upraszczając, narodowe poczucie humoru. Dobrym przykładem są liczne internetowe konta memiarskie, które często opierają się właśnie na zwykłej codzienności. To rzeczy, które mogłyby stać się tematem smutnego, przygnębiającego filmu np. Krzysztofa Kieślowskiego, a jednocześnie potrafimy się z nich śmiać. Bo taka jest nasza rzeczywistość. Coraz częściej dostrzegamy absurd w tym, co spotyka nas na co dzień, i chyba właśnie to najbardziej nas bawi.
A co ciebie prywatnie najbardziej bawi? Jaki rodzaj humoru jest ci najbliższy?
- Mam raczej abstrakcyjne poczucie humoru, ale najbardziej bawią mnie rzeczy, które na co dzień próbujemy ukrywać i udawać, że się nie wydarzyły, choć tak naprawdę są doświadczeniem większości z nas. To właśnie takie drobne sytuacje potrafią najbardziej zaskoczyć i rozbawić. Jest ich wokół mnóstwo, dlatego mogę powiedzieć, że jestem pogodnym człowiekiem - rzeczywistość sama dostarcza naprawdę wielu powodów do śmiechu.
Tak jeszcze podsumowując najnowszą edycję "LOL: Kto Się Śmieje Ostatni". Co wyniosłeś z tego programu? Jak podsumowałbyś to doświadczenie i jak dziś patrzysz na nie z perspektywy czasu?
- Niedawno spotkałem się z Vanessą Aleksander i rozmawialiśmy o "LOLu". Oboje już przebieramy nogami, czekając na premierę. Myślę, że wyniosłem z tego programu przede wszystkim kilka naprawdę wartościowych znajomości. Bardzo się cieszę, że mogłem poznać jednego ze swoich idoli - Tomasza Kota, który był tam absolutnie rozbrajający. To program, w którym bardzo szybko przełamuje się lody. Paradoksalnie dzieje się tak dlatego, że wszyscy wzajemnie się przed sobą kompromitujemy. Mam wrażenie, że każdy choć raz dotknął dna żenady. I właśnie to jest jego największą siłą - zarówno dla uczestników, jak i dla widzów. Oglądaliśmy siebie w momentach, kiedy ktoś bardzo się starał, ale kompletnie mu nie wychodziło. Sam wielokrotnie miałem poczucie, że totalnie się skompromitowałem.
- Jednocześnie narodziło się między nami ogromne zaufanie i poczucie, że możemy sobie na to pozwolić. Zostanie mi po tym programie wiele wspomnień, które - jestem o tym przekonany - będę nosił w sobie do końca życia. Trudno opowiedzieć, jak intensywna i niezwykła była to przygoda. Jedno wiem na pewno - na długo zostanie w moim sercu. W trakcie nagrań wielokrotnie miałem poczucie, że naprawdę cieszę się, iż jestem właśnie tu i teraz.

Czwarty sezon programu "LOL: Kto Się Śmieje Ostatni"
4. sezon "LOL: Kto Się Śmieje Ostatni" jest dostępny od 10 lipca na Prime Video. Na start pojawią się pierwsze trzy odcinki, a finałowe trzy trafią do serwisu tydzień później.
Cezary Pazura zaprasza dziesięć gwiazd komedii i osobowości ze świata rozrywki do udziału w wyjątkowym eksperymencie - przez sześć godzin nie można się zaśmiać, próbując rozśmieszyć siebie nawzajem. Ten, kto dotrwa do końca, wygra 100 tysięcy złotych na wybrany cel charytatywny.
W 4. sezonie "LOLa" do komediowego pojedynku staną: Tomasz Kot, Tomasz Karolak, Ewa Kasprzyk, Katarzyna Bujakiewicz, Klaudia Halejcio, Michał Sikorski, Vanessa Aleksander, Kacper Ruciński, Mariusz Kałamaga oraz Jano. Nad przebiegiem rywalizacji ponownie czuwać będzie gospodarz programu - legenda polskiej komedii, Cezary Pazura.











