Reklama

Mistrz "Gry..."

Kiedy HBO ogłosiło, że przenosi na mały ekran gigantyczną i epicką "Pieśń Lodu i Ognia" George'a R. R. Martina, wielu wiernym fanom tej serii pojawił się przed oczami jeden obraz - Peter Dinklage jako Tyrion Lannister.

Reklama

Mogli znać go z serialów "Bez skazy" i "Threshold" lub z takich filmów jak "Opowieści z Narnii: Książę Kaspian", "Uznajcie mnie za winnego" czy z rewelacyjnego "Dróżnika", a może nawet z lżejszych filmów jak "Elf" czy "Śmierć na pogrzebie". Ale jeśli chociaż raz natknęli się na niego i zapamietali jego twarz, to odkryli w niej swoistą tyrionowatość.

Wielu czytelników wymienia Tyriona Lannistera (nazywanego "Półmężczyzną" przez Górskie Plemiona) jako jedną z ulubionych postaci w całej sadze. Wielu widzów wymienia go jako ulubionego bohatera w serialu. Wielka zasługa w tym nie tylko świetnie napianej postaci, ale też genialnego jej zagrania.

Tyrion w wykonaniu Dinklage'a potrafi być zarówno żartownisiem, jak i poważnym graczem wśród zamkowych i rodowych intryg. Szybko przekonuje do siebie ludzi, potrafi pochylić się nad krzywdzonymi i zrobi wszystko dla swojej rodziny. Jest ciekaw świata, stara się chłonąć wszystko, co widzi i co przekazują mu księgi i nauki. W opresji używa nie tylko siły umysłu, ale także gotów jest ruszyć do walki. Jest kopalnią zarówno świńskich żartów, jak i życiowych rad. Jest także kłamcą i wprawnym manipulatorem. Tak samo, jak zaskarbia sobie przychylność innych, potrafi ją stracić i robić to celowo. Nienawiść ludzi względem swojej osoby obraca na korzyść. Nie bawi się w półśrodki, grozi i krzywdzi, ale nigdy własnymi rękami. Jest pijakiem, lubi damskie towarzystwo i, w przeciwieństwie do innych przedstawicieli szanowanych rodów, nie kryje się z tym. I, jak to prawdziwy Lannister, zawsze płaci swoje długi.

Karłowatość Tyriona niejako zawężała grono aktorów, którzy mogli się w niego wcielić. Ale z drugiej strony - dzięki temu do obsady dołączył jeden z jej najbardziej utalentowanych członków. I to jako jeden z głównych bohaterów!

Kiedy Dinklage w 2011 roku otrzymał swoją pierwszą nagrodę Emmy za rolę Tyriona, pojawiły się syki, że to wszystko przez poprawność polityczną. Najwyraźniej głupio jest nominować karła i nie dać mu statuetki. Złoty Glob, druga Emmy oraz Satelita (tytuł Mężczyzny Roku 2011 magazynu GQ można liczyć jako bonus), zdobyte za tę samą rolę rok później chyba zamknęły usta tym, którzy wygłaszali takie opinie.

Sam 44-letni aktor pozostaje skromnym i dowcipnym facetem, dla którego żona Erica Schmidt oraz dwuletnia córeczka Zelig, są najważniejsze. Rzadko pokazuje się na galach i wielkich imprezach. Nieprzyzwyczajony do tak wielkiej sławy ma względem niej mieszane odczucia: Fani "Gry o tron" to najmilsi ludzie na świecie, ale tysiące miłych ludzi naraz przyprawiają mnie o klaustrofobię. Niestety, nie mogę tak jak inni aktorzy włożyć ciemnych okularów, naciągnąć na nos czapki i po prostu wtopić się w tłum. Mam metr trzydzieści pięć wzrostu i wbrew pozorom trudno mnie nie zauważyć.

Peter Dinklage występuje na scenie, na dużym i małym ekranie już przeszło 20 lat, ale dopiero rola Tyriona najbardziej pomogła jego karierze. Ze Złotym Globem w ręce już niedługo może trafić do aktorskiej czołówki, dostając już teraz nowe propozycje (nie będące głupimi komediami, ani filmami z Siedmioma Krasnoludkami w tle). Może nie wszystkich aktorów "Gry o tron" to czeka (ale jest sporo powaznych kandydatów), ale o przyszłość Dinklage'a możemy być raczej spokojni.

Zapytany kiedyś o swój wzrost powiedział "dawniej pozwalałem, by mnie to dotykało; jednak im człowiek jest starszy, tym bardziej przekonuje się, że nie on ma z tym problem, ale ludzie, którzy mu to wytykają". I uczynił ze swojego wzrostu wielki atut, zgodnie z tym, co powiedział kiedyś Tyrion Lannister: "nigdy nie zapominaj o swojej słabości, bo świat nigdy jej nie zapomni."

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje