Finn Little urodził się 9 czerwca 2006 roku w Brisbane w Australii. Międzynarodową rozpoznawalność zdobył dzięki roli Cartera w serialu "Yellowstone", do którego dołączył w czwartym sezonie. Wcześniej wystąpił m.in. w filmie "Chłopiec z burzy", za który otrzymał nominację do australijskiej nagrody AACTA, a także w thrillerze "Ci, którzy życzą mi śmierci" Taylora Sheridana. Oglądaliśmy go również w "Surferze" u boku Nicolasa Cage'a. Obecnie jest jednym z głównych członków obsady spin-offu "Yellowstone".
Serial "Ranczo Duttonów" śledzi losy Beth Dutton i Ripa Wheelera, którzy po opuszczeniu Montany próbują rozpocząć nowe życie w Teksasie. Bohaterowie budują nowe ranczo i walczą o ziemię, władzę oraz wpływy. Finn Little ponownie wciela się w Cartera - nastolatka przygarniętego przez Beth i Ripa. Serial można oglądać na platformie SkyShowtime.
Finn Little dla Interii o serialu "Ranczo Duttonów". "Jest jeszcze wiele historii do opowiedzenia"
Justyna Miś, Interia: Jaka jest droga Cartera od finałowego sezonu "Yellowstone" do "Rancza Duttonów"? Co przeszedł? Kim jest dzisiaj? I jak wyglądał rozwój tej postaci z twojej perspektywy?
Finn Little: - Wcielam się w postać Cartera właściwie od czternastego roku życia. Myślę, że Carter pomiędzy ostatnim sezonem "Yellowstone" a "Ranczem Duttonów" prawdopodobnie spędzał dużo czasu pracując u boku Ripa. Widzieliśmy to zresztą w finale "Yellowstone", gdy Carter i Rip jeździli konno po swojej nowej posiadłości. Myślę więc, że po prostu żyli swoim życiem w Montanie. Później jednak zostaje im ono odebrane i muszą rozpocząć nowy rozdział, budując wszystko od zera w Teksasie.
Jak wygląda dziś relacja Cartera z Beth i Ripem?
- Od ostatniego sezonu "Yellowstone" Carter trochę dorósł. Zaczyna patrzeć na świat inaczej, nie tylko przez pryzmat rzeczywistości, którą przez lata kształtowali dla niego Beth i Rip. Staje się coraz bardziej niezależny, a to naturalnie oznacza również kwestionowanie autorytetów. Wydaje mi się, że dynamika relacji między Carterem, Beth i Ripem będzie dla fanów nieco inna niż ta, do której przyzwyczaił ich "Yellowstone". Obserwowanie, dokąd zaprowadzi go ta droga jest bardzo interesujące.

Czy było coś, co cię zaskoczyło, gdy przeczytałeś scenariusz i zobaczyłeś, kim Carter stał się w "Ranczu Duttonów"? Mnie na przykład zaskoczyło, że możemy zobaczyć jego wrażliwszą stronę.
- Zaskoczeniem było samo pójście do szkoły. Wcześniej nigdy nie kręciłem scen w szkolnym otoczeniu, więc było to dla mnie nowe doświadczenie i bardzo interesujące przeżycie. W tym sezonie dzieje się naprawdę dużo. Carter przechodzi wiele zmian i jego życie diametralnie się zmienia. Widzowie zobaczą wiele nowych aspektów tej postaci w kolejnych odcinkach.
Czy dostrzegasz jakieś podobieństwa między sobą a Carterem?
- Tak, myślę, że całkiem sporo mnie samego można odnaleźć w Carterze. Nie mówię oczywiście, że mamy podobne historie życiowe. On przeszedł w swoim życiu naprawdę wiele. Widzę jednak między nami pewne podobieństwa i staram się z nich czerpać, aby jak najlepiej zagrać tę postać.
Czy chciałbyś kiedyś zagrać bohatera, który byłby całkowitym przeciwieństwem ciebie?
- Tak, zdecydowanie. Bardzo bym tego chciał. Gram Cartera już od wielu lat i jest to postać, która zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Jako aktor zawsze jednak chcę się rozwijać i wychodzić poza swoją strefę komfortu. Dlatego z przyjemnością zagrałbym kiedyś kogoś, kto byłby całkowitym przeciwieństwem Cartera.
Możesz opowiedzieć o chemii między tobą a Natalie Alyn Lind, która gra Oreanę? Jak budowaliście ją na ekranie i poza nim?
- To przyszło całkiem naturalnie. Spędzaliśmy trochę czasu razem poza planem, rozmawialiśmy również podczas zdjęć. Natalie jest naprawdę wspaniałą osobą. Szczerze mówiąc, kiedy poznałem ją po raz pierwszy, nie wiedziałem do końca, co o niej myśleć. Była tak niesamowicie miła, że pomyślałem sobie: "To chyba tylko poza, za tydzień albo dwa zobaczę, jaka jest naprawdę". Ale przez cały czas pozostała dokładnie taka sama. Jestem pod wrażeniem. To po prostu bardzo serdeczna i autentycznie dobra osoba. Myślę, że właśnie dlatego nasza ekranowa chemia działa tak dobrze. Bardzo komfortowo czuję się w jej towarzystwie.
Jakie reakcje otrzymujesz od fanów? Czy czytasz komentarze, wiadomości, śledzisz opinie na temat siebie i serialu?
- Nie jestem zbyt aktywny w mediach społecznościowych. Moje konta są prowadzone przez inne osoby, ale od czasu do czasu widzę różne opinie i interesuje mnie, co ludzie myślą o serialu. Z drugiej strony wszyscy powtarzają, żeby nie czytać komentarzy, bo można tam znaleźć wiele nieprzyjemnych rzeczy. Uważam jednak, że trzeba być wobec siebie szczerym. To właśnie ci ludzie oglądają serial i jeśli duża grupa widzów zwraca uwagę na to samo, może to być pomocne i pozwolić się rozwijać. Nie czytam jednak komentarzy zbyt często i nie mam wielu bezpośrednich kontaktów z fanami. Chociaż dzisiaj ktoś rozpoznał mnie na ulicy i podszedł, żeby się przywitać. To było bardzo miłe. Generalnie mam wrażenie, że reakcje są głównie pozytywne. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Lubisz oglądać siebie na ekranie? Wielu aktorów przyznaje, że nie przepada za oglądaniem własnych występów i ocenianiem siebie. Jak jest w twoim przypadku?
- To bywa trudne. Kiedy byłem młodszy, wręcz nie znosiłem oglądania siebie na ekranie. Teraz zdarza mi się oglądać niektóre swoje projekty, zwłaszcza że ostatnim sezonie ["Yellowstone"] włożyłem bardzo dużo pracy w tę postać i chciałem zobaczyć efekt końcowy. Wciąż jednak nie jest to dla mnie całkowicie naturalne. Oglądanie samego siebie podczas gry aktorskiej jest dziwne, ponieważ pamiętam dokładnie, co myślałem w danym momencie. Pamiętam, kto stał za kamerą, jak wyglądał plan i co działo się podczas kręcenia konkretnej sceny. To sprawia, że często wracam myślami do dnia zdjęciowego i trochę przeszkadza mi to w odbiorze. Mimo wszystko staram się oglądać swoje występy właśnie pod kątem samej gry aktorskiej i tego, jak wypadła dana scena.

Jak myślisz, jaka jest największa siła uniwersum "Yellowstone"? W Polsce również jest wielu fanów, którzy uwielbiają i regularnie oglądają wszystkie produkcje. Co twoim zdaniem sprawia, że te historie wciąż przyciągają widzów na całym świecie?
- Myślę, że w tym uniwersum jest jeszcze wiele historii do opowiedzenia. To jego ogromna siła. Te postacie są niezwykle złożone i wielowymiarowe. Wystarczy spojrzeć na Beth i Ripa - jest w nich tyle różnych warstw, które można odkrywać. Mam też wrażenie, że twórcy będą nadal rozwijać zarówno ich historie, jak i losy nowych bohaterów, którzy pojawili się w tym sezonie. Dlatego najbardziej ekscytujące jest dla mnie to, dokąd ten świat może nas jeszcze zaprowadzić.
Czy byłbyś zainteresowany spin-offem o Carterze, gdyby kiedyś pojawiła się taka możliwość?
- Może. To raczej mało prawdopodobny scenariusz, ale gdyby taka okazja się pojawiła, a ja miałbym poczucie, że jestem w stanie autentycznie przedstawić jego historię, byłbym otwarty na taki pomysł. Zobaczymy. Nigdy nic nie wiadomo.











