"Morfeusz" to historia Piotra Leyera, młodego prawnika i przykładnego ojca, który po brutalnym zabójstwie brata zostaje wciągnięty w świat rodzinnego gangu, od którego całe życie próbował się odciąć. Zbieg nieprzewidzianych okoliczności stawia go na czele organizacji, którą wcześniej kierował jego brat, a jeszcze wcześniej - ojciec. Ku zaskoczeniu wszystkich, Piotr doskonale odnajduje się w półświatku, a jego skuteczność i bezwzględność szybko przynoszą mu szacunek i władzę.
W głównych rolach występują m.in. Andrzej Grabowski, Kamil Szeptycki, Mateusz Kmiecik i Sylwia Gola. Reżyserem serialu jest Maciej Migas, a scenariusz napisał Michał Wawrzecki.
Serial "Morfeusz" debiutuje 2 czerwca na SkyShowtime.
Andrzej Grabowski dla Interii. "O ludziach w ogóle można powiedzieć, że są niejednoznaczni"
Justyna Miś, Interia: Co jest dla pana najważniejsze przy wyborze ról i dlaczego akurat padło na "Morfeusza"?
Andrzej Grabowski: - To, że padł wybór na rolę taką, jaką dostałem, to nie ja wybierałem, tylko produkcja, reżyser. Podstawową rzeczą, którą aktor ma do dyspozycji, jest scenariusz. Czasem zna też reżysera i coś o nim wie, a czasem nic nie wie i dopiero ma się dowiedzieć. Przede wszystkim scenariusz jest podstawą. Aktorzy często pytają też, kto jeszcze będzie grał, kto będzie partnerował, kto reżyseruje, kto robi scenografię i tak dalej. To są wszystko rzeczy, które mogą powodować, że rolę się bierze albo mówi: "Dziękuję, nie mam czasu".
A gatunek ma znaczenie?
- Jednego, czego bym unikał, to takiego ostrego sitcomu. Nie wiem, czy bym jeszcze potrafił. Znaczy, może bym potrafił, ale własny ogon już trochę zjadłem.

A co musi mieć scenariusz, żeby chciał się pan całkowicie zanurzyć w roli?
- Musi mnie zainteresować. Jeżeli czytam scenariusz i odkładam go co piętnaście minut, mówiąc sobie: "Potem dokończę", to wiem, że jest sygnał, że nie bardzo. A jeśli czytam jednym ciągiem, to wiem, że to może być ciekawe. Szczególnie w serialu sensacyjno-kryminalnym liczy się ciekawość zakończenia, ciekawość losów bohatera i tak dalej. Jeśli to komedia, to albo się uśmiecham, albo śmieję podczas czytania, albo mi bardzo smutno i wtedy mówię, że nie mam czasu.
Jeśli chodzi o pana bohatera w "Morfeuszu", to z jednej strony jest kochającym ojcem i dziadkiem, a z drugiej ma gangsterską przeszłość. Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy jest dobry, czy zły.
- O ludziach w ogóle można powiedzieć, że są niejednoznaczni. Ci, którzy wydają się bardzo dobrymi, czasami okazują się oszustami i ludźmi bardzo niedobrymi, a ci, którzy są tak zwani niedobrzy, okazują się mieć większe serce od tych dobrych. To oczywiście nie jest żadna nowa prawda. To, że gangster potrafi kochać swoje wnuki i doskonale się z nimi dogadywać, że chce ochronić swojego syna przed złą drogą, której sam doświadczył, wydaje się całkowicie możliwe.
W serialu syn próbuje uciec od losu, który wydaje się mu przeznaczony. Ostatecznie ten świat gangsterski go dopada. Czy według pana tak bywa również w rzeczywistości?
- Wie pani co, nigdy nie byłem gangsterem, więc nie wiem. Grałem kilku gangsterów, ale tylko ich grałem. Można powiedzieć: gangster to też człowiek. On również może mieć uczucia wobec własnych dzieci, wnuków, rodziny czy żony. W przypadku mojej postaci w "Morfeuszu" wszystko jest możliwe. A w scenariuszach filmowych i powieściach możliwe bywają nawet rzeczy niewiarygodne.

Jak wspomina pan współpracę z Kamilem Szeptyckim? Relacja waszych bohaterów jest kluczowa dla tej historii. Czy znaliście się wcześniej?
- Nie, nie znałem Kamila. Poznaliśmy się dopiero na próbach czytanych. Ale próby czytane to jest coś okropnego, bo człowiek nic jeszcze nie wie, szczególnie jeśli nie zna swoich partnerów. A w "Morfeuszu" w większości tak właśnie było, bo wcześniej nie mieliśmy okazji razem grywać. Dopiero w trakcie grania człowiek się dogrywa, dostraja.
Jak wygląda pana współpraca z młodymi aktorami? Czy proszą pana o rady?
- Nie proszą mnie. A nawet jakby mnie poprosili, to nie udzieliłbym rad. Co ja mogę młodemu aktorowi poradzić? To trochę tak, jak ludzie pytają mnie, czy doradzam moim córkom, które też są aktorkami. Jak ja mam dziewczynom radzić, jak mają grać dziewczyny?
Każdy musi się chyba nauczyć na własnych błędach.
- Otóż to.
Czy istnieje przepis na udany serial, zwłaszcza sensacyjno-kryminalny? Jak dziś zainteresować widza, który ma tak ogromny wybór produkcji?
- To będzie truizm, ale: dobry scenariusz, dobrzy aktorzy, dobry reżyser, dobry scenograf, dużo pieniędzy na produkcję - bo to też jest bardzo ważne - i pogoda, która dopisze. A najlepszy przepis na dobry film czy serial jest taki, jak powiedział pewien amerykański reżyser: żeby zrobić dobry film, należy go nakręcić, obejrzeć, a potem nakręcić jeszcze raz.











