Justyna Miś, "Margo jest spłukana"
Justyna Miś: Apple TV w 2026 roku nie zwalnia tempa. Niemal każda kolejna serialowa premiera okazuje się produkcją wysokiej jakości i błyskawicznie zdobywa uznanie widzów. Wybór najlepszego tytułu pierwszego półrocza nie był więc łatwy. Targał mną poważny dylemat pomiędzy "Wdowią zatoką" a "Margo jest spłukana". Ostatecznie postawiłam jednak na ten drugi tytuł.
Margo (Elle Fanning) jest dziewczyną u progu dorosłości. Dopiero zaczęła studia, a jej wielkim marzeniem jest zostać cenioną pisarką. Zostaje dostrzeżona przez profesora (Michael Angarano), który - jak szybko się okazuje - ma wobec niej nie do końca czyste intencje. Margo wikła się w romans, zachodzi w ciążę i z dnia na dzień zostaje z tym wszystkim sama. Profesor ma bowiem własną rodzinę, a ona - bez studiów, bez pracy, za to z niemowlakiem na rękach - musi błyskawicznie znaleźć sposób na utrzymanie. Ostatecznie decyduje się na rozpoczęcie działalności na tak zwanej "niebieskiej platformie".
Siłą "Margo jest spłukana" jest ucieczka od stereotypowego ukazywania macierzyństwa. Serial w pewnym sensie odczarowuje obraz bycia matką, w tym przypadku samotną. Oczywiście nie brakuje momentów skrajnie trudnych, chwil, w których Margo zdaje się być w sytuacji bez wyjścia. Jednocześnie twórcy zostawiają przestrzeń na to, co w macierzyństwie najprostsze i najprawdziwsze: uśmiech dziecka, obserwowanie jak rośnie, po prostu jego obecność. Największe wrażenie robi jednak to, że udaje się tu uchwycić coś właściwie nienamacalnego - głęboką, instynktowną więź matki z dzieckiem.
Seans "Margo jest spłukana" to jednocześnie śmiech i łzy. Dużo śmiechu i dużo łez. Sporo tutaj słodko-gorzkich momentów, autentyczności, szczerości. Nie znajdziemy za to pochopnego oceniania głównej bohaterki i narzucania publiczności, co ma myśleć. Margo podejmuje decyzje, które dla wielu widzów mogą być trudne do zaakceptowania, czasem wręcz kontrowersyjne. A jednak serial prowadzi tę historię w taki sposób, że mimo wszystko jesteśmy w stanie zrozumieć jej desperacką walkę o dziecko.
Zobacz też: Ulubiony twardziel telewizji wraca na ekrany! Czwarty sezon "Reachera" z datą premiery

Jakub Izdebski, "Wonder Man"
Jakub Izdebski: Marvel potrafi czasem zaskoczyć. "Avengers: Doomsday" budzi moje ogromne obawy, ale na szczęście wytwórnia potrafi jeszcze zaryzykować. "Wonder Man" nie jest kolejnym superbohaterskim widowiskiem. To satyra na Hollywood połączona z komedią kumpelską o aktorze z przerostem ambicji i nieokiełznanymi supermocami oraz przebrzmiałym gwiazdorze, który kiedyś znalazł się w centrum awantury z Iron Manem, a teraz stara się odkupić dawne winy.
"Wonder Man" to tour de force dwóch wykonawców. Yahya Abdul-Mateen II jako Simon Williams to koktajl sprzeczny emocji. Pragnie poklasku, a jednocześnie izoluje się od ludzi. Brak mu wiary we własne możliwości, ale w każdej roli jest tak precyzyjny, że aż irytujący. Z kolei Ben Kingsley po raz czwarty wciela się w Trevora Slattery'ego i w końcu ma szansę zrobić z niego pełnokrwistą postać, a nie powtarzający się dowcip. Jego próba odkupienia dawnych win jest naprawdę poruszająca. Szczególnie kilka momentów w finałowym odcinku trafia w czułe miejsce. Obsadę uzupełnia jak zawsze fenomenalny Zlatko Burić jako reżyser Von Kovak - wszyscy autorzy kina zebrani w jedną osobę.
Produkcja nie jest pozbawiona wad. Potwierdza jednak, że filmy i seriale na podstawie komiksów Marvela były najlepsze, gdy czerpały z innych gatunków i pozwalały sobie twórczo traktować papierowy oryginał. Liczę, że wytwórnia pozwoli sobie na taką odwagę twórczą także przy okazji zbliżających się wysokobudżetowych produkcji.
Paulina Gandor, "Wszyscy się tu staramy"
Paulina Gandor: Zapewne większość osób czytających ten artykuł z tytułem "Wszyscy się tu staramy" zetknie się po raz pierwszy. I niestety - nie będzie to wielkim zaskoczeniem. Kto mnie zna, ten wie, że staram się być na bieżąco ze wszystkimi koreańskimi produkcjami, które pojawiają się w streamingu. Choć regularnie karmię algorytmy określonymi treściami, nadal zdarza im się zataić przede mną produkcje, które okazują się prawdziwymi perełkami. Tak było właśnie w przypadku omawianego serialu Netfliksa, o którym prawdopodobnie nigdy bym się nie dowiedziała, gdyby nie obejrzana przypadkowo rolka w mediach społecznościowych.
Fabuła skupia się na grupie przyjaciół, którzy przed laty wspólnie ukończyli studia filmowe, a obecnie starają się rozwijać karierę. Wśród nich jest Hwang Dong-man (Koo Kyo-hwan), aspirujący scenarzysta i reżyser, który jako jedyny z nich nie miał jeszcze szansy zadebiutować. Choć to przede wszystkim on znajduje się w centrum historii, zdecydowanie nie jest bohaterem, który zdobywa sympatię widza od pierwszego wejrzenia. Nim będzie nam dane poznać jego prawdziwą twarz, musimy zmierzyć się z nieznośną, przesadnie pewną siebie maską, którą zakłada w towarzystwie. To celowy i przemyślany zabieg znakomitej scenarzystki Park Hae-young, która uzmysławia nam, jak łatwo przychodzi nam ocenianie kogoś po pozorach.
Dong-man irytuje niemal wszystkich - jest pośmiewiskiem w branży, wśród znajomych i choć zdaje sobie z tego sprawę, nie ugina się pod żadnymi naciskami. Mimo ciągłych niepowodzeń jego ratunkiem i ostoją jest świat opowieści, w tym kino, którym żyje każdego dnia. Choć nie do końca zdaje sobie z tego sprawę, jego codzienne losy i doświadczenia są gotowym materiałem na nietuzinkowy scenariusz. Dostrzec to i zrozumieć pomaga mu dopiero nowa znajoma, Byeon Eun-a (Go Youn-jung), oraz pokazujący emocje zegarek, który oboje nabyli w ramach społecznego eksperymentu.
Życie Dong-mana i jego intrygująca osobowość to tylko fragment tej dwunastoodcinkowej historii. Wszyscy bohaterowie zostali ukazani w sposób niezwykle wiarygodny, ludzki - z wadami, zaletami, pragnieniami i bolączkami, których nie widać na pierwszy rzut oka. Widz bez większego problemu może się utożsamić z ich doświadczeniami, gdyż poruszane tematy są uniwersalne i dotykają wszystkich niezależnie statusu czy pochodzenia.
"Wszyscy się tu staramy" to słodko-gorzka produkcja, która uświadamia, że każdy z nas czasem może poczuć się bezsilny, przygnębiony i samotny. Najważniejsze jest jednak, by nie poddać się tym uczuciom i... po prostu nadal się starać. Nigdy bowiem nie jest za późno, by spełniać marzenia i żyć tak, jak pragniemy, nawet jeśli cały świat próbuje nam to wmówić. Mam ogromną nadzieję, że ten urokliwy serial zdoła jeszcze w jakiś sposób trafić do nowych odbiorców. Czy algorytmy oszukały nas wszystkich?
Zobacz też: Pokochali go za rolę legendarnego wampira. "Hipnotyzujący"

Katarzyna Ulman, "Legenda Vox Machiny"
Katarzyna Ulman: "Czasami znajdziemy w naszym świecie odrobinę magii. Nie magię zaklęć, choć taka byłaby niesamowita (...), ale chemię między ludźmi. Taką, która przychodzi bez trudu i zachwyca tak, że nie możesz oderwać wzroku. To właśnie dla wielu ludzi uosabia Critical Role" - tak pisała o dorobku grupy aktorka Felicia Day ("Supernatural") we wstępie do książki "The World of Critical Role: The History Behind the Epic Fantasy".
Już ponad dekadę temu, w 2015 roku, Matthew Mercer, aktor głosowy i jeden z filarów zespołu Critical Role, zebrał po raz pierwszy grupę przyjaciół dokoła stołu, aby rozegrać w miarę krótką, zamkniętą grę w świecie Dungeons & Dragons. Zupełnie się nie spodziewał, że za kilka lat wraz ze swoją fenomenalną drużyną zbuduje imperium, a seriale na podstawie kampanii, w których grały ikony świata dubbingu (Ashley Johnson, Laura Bailey, Liam O'Brien, Sam Riegel, Marisha Ray, Travis Willingham) staną się animowanymi hitami Prime Video.
Wszystko zaczęło się od pierwszego serialu o przychodach Vox Machiny, grupy nieudaczników, którzy zrządzeniem losu zostają wciągnięci w wir wydarzeń i koniec końców stają się bohaterami królestwa. Kolejna produkcja, oparta na drugiej kampanii D&D, to z kolei "Potężna dziewiątka" - mroczniejsza, poważniejsza opowieść, ale również z dużą dozą specyficznego humoru. Obecnie Critical Role rozgrywa czwartą kampanię, a fani trzymają kciuki, że niedługo Prime da zielone światło na realizację serialu na podstawie trzeciej historii stworzonej przez Critical Role zatytułowanej "Bells Hells".
Tymczasem na początku czerwca na Prime Video zadebiutował czwarty sezon "Legendy Vox Machiny". Po wydarzeniach z trzeciej serii nasza grupa rozdzieliła się i poszła swoimi ścieżkami, poszukując miłości, rodziny i celu. Kiedy Exandrii zaczyna zagrażać nowe niebezpieczeństwo muszą znowu zjednoczyć siły, aby ochronić krainę. Tym razem jednak ich podróż nie jest już tak do końca prosta. Nie tylko mierzą się z trudnymi pytaniami, konsekwencjami swoich wyborów oraz najniebezpieczniejszym przeciwnikiem, z jakim do tej pory mieli do czynienia.
Najnowszy sezon "Legendy Vox Machiny" to nie tylko humor, zwroty akcji i wartka przygoda, ale przede wszystkim emocjonująca podróż, która w finałowym odcinku potrafi wielokrotnie złamać widzom serca. To najlepiej skonstruowany sezon, genialnie poprowadzony i obfitujący w niespodzianki, jak np. wprowadzenie w jednym z epizodów na krótko postaci, która w "Bells Hells" odegra jedną z najważniejszych ról. Obok "Arcane" to najlepszy serial animowany (dla bardziej dorosłych widzów) ostatnich lat.

Patrycja Otfinowska, "Dam ci lekcję"
Patrycja Otfinowska: "Dam ci lekcję" to dla mnie jeden z najbardziej niespodziewanych i absolutnie zachwycających faworytów tego roku! Zupełnie nie spodziewałam się, że włączając ten niepozornie wyglądający serial, zostanę tak totalnie pochłonięta szkolną tematyką. To była miłość od pierwszego odcinka.
Niestety, w dzisiejszych czasach coraz częściej brakuje wzajemnego szacunku - zarówno między uczniami, jak i na linii uczniowie - nauczyciele czy rodzice - nauczyciele. To często skomplikowane, wręcz patowe sytuacje, w których osiągnięcie jakiegokolwiek porozumienia wydaje się praktycznie niemożliwe. I właśnie w takich momentach do gry wchodzi Biuro Ochrony Edukacji - instytucja powołana ze śmiałą misją udzielania prawdziwych lekcji, które zdecydowanie nie należą do tych konwencjonalnych. Działając niekiedy na granicy prawa, ten niezwykły zespół zrobi absolutnie wszystko, aby przywrócić w szkole upragniony porządek i sprawiedliwość.
Każdy odcinek to zupełnie nowa historia innej szkoły zmagającej się z własnymi problemami, jednak całość genialnie spina klamra prywatnej historii jednego z głównych bohaterów, co tylko podkręca ciekawość widza.
Produkcja jest wyważona w sposób wręcz idealny. Nie brakuje w niej poważnych, a chwilami wręcz szokujących momentów - pierwszy odcinek potrafił mną naprawdę wstrząsnąć! Jednak wszystko to jest mistrzowsko przeplatane lżejszymi akcentami, zabawnymi rozmowami i scenami, w których z czystą przyjemnością obserwujemy zawiązującą się między inspektorami przyjaźń oraz budowane z trudem zaufanie.
Najmocniejszą stroną serialu jest jednak fenomenalne ukazanie ludzkich dramatów. Produkcja pochyla się nie tylko nad losem uczniów doświadczających przemocy, ale także nad osobami, które wpadły w sidła bezdusznego systemu, który za wszelką cenę nie chce ich wypuścić. Choć metody rozwiązywania konfliktów stosowane przez bohaterów wydają się dość skrajne, to z ogromną satysfakcją oglądamy, jak ostatecznie sprawiedliwość bierze górę nad niesprawiedliwością. Jestem totalnie zauroczona tą historią i z niecierpliwością trzymam kciuki za kolejny sezon!
Zobacz też: Serialowe arcydzieło wbija w fotel. "Silos" to science fiction z najwyższej półki













