Sięgając po kolejny sezon serialu Netfliksa, byłam pełna obaw. Oryginalna animowana seria zajmuje szczególne miejsce w moim sercu, a postać Aanga zawsze poprawiała mi humor. Doskonale wiemy, że filmowa adaptacja sprzed lat nie udźwignęła ciężaru tej opowieści, jednak pierwszy sezon wersji live action dał nam ogromną nadzieję. Po ponad dwóch latach w końcu otrzymaliśmy drugi sezon. Jak najnowsze siedem odcinków poradziło sobie z opowieściami skupionymi wokół magii ziemi?
"Awatar: Ostatni Władca Wiatru", ale nie ostatni bohater
Przypomnijmy: to opowieść o czterech nacjach, które przez długi czas żyły w harmonii, a dbał o to Awatar - wysłannik duchów władający wszystkimi żywiołami. Świat zmienił się bezpowrotnie, gdy Naród Ognia, pragnąc absolutnej władzy, zgładził Nomadów Powietrza. Awatar, wówczas zaledwie 12-letni Aang, zaginął, zostawiając świat w chaosie.
W pierwszym sezonie śledziliśmy losy Aanga i jego drużyny. Dzięki przyjaźni z Katarą, młody mag poczynił ogromne postępy w tajnikach magii wody, jednak to wciąż za mało, by pokonać Władcę Ognia Ozaia. By stać się pełnoprawnym Awatarem, musi opanować magię ziemi, a jego przewodniczką zostaje legendarna "Niewidoma Bandytka" - Toph.
Toph to postać absolutnie wyjątkowa. Nie tylko potrafi uczynić ze swoich braków ogromną zaletę, ale też z ogromnym dystansem podchodzi do własnej niepełnosprawności. Zastanawiałam się, na ile twórcy serialu pozwolą sobie na zachowanie jej zadziornego charakteru. Choć mam wrażenie, że jej cięty język jest nieco bardziej stonowany niż w animacji, to wciąż jest to świetne puszczenie oczka w stronę fanów pierwowzoru.

Więcej niż tylko walka
Twórcy po raz kolejny udowodnili, że nie boją się skomplikowanych sekwencji walki, jednak tym razem większy nacisk położono na relacje między bohaterami i ich wewnętrzne przemiany. Aang zaczyna dojrzewać, dostrzegając w Katarze kogoś więcej niż tylko towarzyszkę podróży. Sokka, choć wciąż rozdarty po stracie ukochanej, otwiera się na relację z pewną wygadaną wojowniczką z wyspy Kyoshi.
Najciekawiej wypada jednak ścieżka Zuko. Książę zaczyna rozumieć, że odzyskanie honoru za wszelką cenę to ślepa uliczka. Powoli przyjmuje nauki wuja Iroha, który - mimo mrocznej przeszłości - porzucił sianie zniszczenia na rzecz prowadzenia spokojnej herbaciarni. Muszę przyznać, że niezmiennie, zarówno w animacji, jak i w wersji live action, Iroh jest jedną z najlepiej napisanych postaci. Nikt nie serwuje tak trafnych życiowych rad, jak on.
Czy warto wrócić do świata Awatara?
Zdecydowanie tak! Jeśli po pierwszym sezonie czekaliście na dalsze przygody Aanga, to najnowsze odcinki was nie zawiodą. Przenoszenie animacji na grunt live action to niebezpieczny sport, ale twórcy po raz kolejny wyszli z tego starcia zwycięsko. Udało im się zachować najważniejsze elementy opowieści, przemycając przy tym masę smaczków dla widzów od lat związanych z oryginałem.
To wciąż ciekawy, pełen emocji serial, który udowadnia, że adaptacje kultowych historii mogą być udane i satysfakcjonujące. I pamiętajcie: nie ma wojny w Ba Sing Se.
7/10










