Polskie seriale, już od kilku lat, zyskują na prestiżu, o czym świadczy między innymi obecność rodzimych produkcji serialowych na festiwalu Nowe Horyzonty we Wrocławiu. W tym roku, na pełnej sali kinowej obejrzeć można było dwa odcinki dwóch polskich seriali, które pojawią się w serwisie Netflix pod koniec roku. Cieszy bardzo gatunkowa różnorodność prezentowanych treści.
"Matki Pingwinów": Lekki obyczaj odczarowujący rodzicielstwo
"Matki pingwinów" to naprawdę dobrze zrobiony komediodramat, który wciąga w historię bohaterów, głównie dzięki naprawdę świetnie poprowadzonej historii i zaskakująco dobrej grze aktorskiej. Masza Wągrocka (serialowa Kama) jest aktorką o zjawiskowej urodzie i kamera ją kocha. Jest naturalna, wiarygodna i zupełnie nie irytuje, co często ma miejsce w przypadku silnych kobiecych bohaterek. Magdalena Różczka z kolei pojawia się na ekranie w bardzo realistycznej roli zmęczonej matki, z którą wielu widzów i widzek z pewnością się utożsami. Barbara Wypych (znana z "Camera Cafe. Nowe Parzenie" oraz serialu "Stulecie Winnych") świetnie wciela się w wymagającą rolę nadgorliwej matki, która z pozoru irytuje, ale dzięki naprawdę dobrej kreacji aktorskiej czuć, że w dalszym przebiegu fabuły bohaterka nas zaskoczy. Bohaterów, z pozoru bardzo różnych, łączy szkoła integracyjna, do której uczęszczają ich dzieci. I to właśnie one są motorem napędowym tej historii, która opowiada o bardzo uniwersalnych rzeczach, czyli relacjach między ludźmi, rodzicielstwie i godzeniu się z życiem takim jakie jest.
Kim są tytułowe pingwiny?
Zobacz również:
Klara Kochańska Bajon, pomysłodawczyni serialu, jedna z reżyserek i współautorka scenariusza, wyjaśnia skąd tajemniczy tytuł:
"Pingwiny to zwierzęta, które żyją w bardzo trudnych warunkach, a ich małe są kompletnie bezbronne - mogą przetrwać jedynie dzięki współpracy rodziców, którzy zbierają się w zwartą grupę dookoła swojego potomstwa, ogrzewając je i chroniąc przed czyhającymi niebezpieczeństwami. W takim szyku się przemieszczają, przesuwając się w jednym tempie, jednocześnie ogrzewając swoje małe będące w środku kręgu. Dzięki temu mają szanse przetrwać. Podobna solidarność widoczna jest w historii naszych bohaterów, która pokazuje, że czasem nie da się inaczej niż razem."
Jednak ta wspólnotowość nie powstaje od razu. Swoją wioskę trzeba sobie znaleźć, a nawet o nią walczyć. W tej lekkiej, czasem nawet humorystycznej historii, widzimy rodziców jakimi są w prawdziwym życiu - czasem się złoszczą, popełniają błędy i starają się wyciągać z nich konstruktywne wnioski. Mamy też bardzo empatyczne portrety dzieci, z całym inwentarzem ich typowych zachowań, takich jak ataki złości, bezkompromisowa szczerość i unikalna umiejętność rujnowania planów ich rodziców.

Serial pełni też ważną społecznie funkcję - mianowicie niektóre postacie dziecięce są osobami neuroatypowymi lub osobami z niepełnosprawnością, przez co serial włącza do dyskursu przedstawicieli grup społecznie wykluczanych w kulturze popularnej, robiąc to zaskakująco bezpretensjonalnie. Serial z pewnością normalizuje posiadanie dzieci ze wszystkimi tego konsekwencjami i z racji tego wpisuje się we współczesny paradygmat rodzicielstwa bliskości. Każdy rodzic po obejrzeniu serialu odetchnie z ulgą, i może nawet pomyśli o swoim rodzicielstwie z większą czułością i zrozumieniem. Serial trafi z pewnością do szerokiego grona odbiorców, o czym zapewnia, współreżyserka serialu, Jagoda Szelc:
"Nasz serial jest dla dzieciatych, ale też dla każdego kto chce się przyjrzeć swojej relacji z rodzicami. Szczególnie w kontekście ich oczekiwań wobec nas i ich samozwańczych "diagnoz naszego życia"... W tym sensie nasz serial jest szalenie uniwersalny. Dla mnie jednak najciekawszym wątkiem "Matek pingwinów" jest przyjaźń ludzi, który bardzo się od siebie różnią. Ciągle bardzo mało mówimy o zdrowej dorosłej przyjaźni."
Serial "Matki pingwinów" został przyjęty gromkimi brawami, także można spodziewać się wielkiego jesiennego hitu.
"Idź przodem, bracie": Serial akcji w amerykańskim stylu
Druga serialowa propozycja Netflixa z jesiennej oferty prezentowana na Nowych Horyzontach to klasyczna opowieść, która sięga do sprawdzanych wzorców kina akcji. Mamy tu zatem byłego policjanta z problemami osobistymi i rodzinnymi, gangsterów, jest i wątek miłosny oraz problematyczna przyjaźń między kolegami z policyjnego oddziału specjalnego. Certyfikatem jakości jest tutaj nazwisko producenta - Łukasz Dzięcioł ma na swoim koncie wiele jakościowych tytułów: "Klangor", "Kruk" i bardzo niedoceniony serial "Pewnego razu na krajowej jedynce".
"Idź przodem, bracie" przypomina stylem i warstwą wizualną wyżej wymienione produkcje. Kolory, kadrowanie oraz wykorzystane efekty wizualne fabularnie budują historię idącą w parze ze scenariuszem. Niestandardowe wybory kadrów i płytka głębia ostrości potrafią przekazać wiele o stanie emocjonalnym bohaterów. Można odnieść wrażenie, że obraz jest równie "brudny" co sama historia, co świetnie pozycjonuje go w gatunku serialu akcji.
Kontekst powstania "Idź przodem, bracie" jest intrygujący - mianowicie pomysł na serial narodził się na planie "Klangora", a scenariusz został napisany specjalnie z myślą o Piotrze Witkowskim i Konradzie Eleryku, którzy wcielają się w dwie główne postacie męskie. Obydwaj aktorzy są w świetnej formie, zachwycają fizycznym przygotowaniem do roli. Również pod względem aktorskim, są to ich najlepsze warsztatowo role. Szczególnie zachwyca Konrad Eleryk, którego dotychczas widzieliśmy w serialu TVN "Pati" i filmie "Horror Story". Eleryk nigdy nie wyglądał lepiej niż w "Idź przodem, bracie" i w sumie to jego postać ma najciekawszy rys psychologiczny - to on targany jest wątpliwościami czy wspierać i chronić przyjaciela, jednocześnie łamiąc prawo i narażając siebie i żonę na zemstę gangsterów.
"Idź przodem, bracie": Jesienna propozycja serialowa dla mężczyzn
Można powiedzieć, że jest to serial idealnie skrojony dla męskiej części widowni, za którym stoją bardzo utalentowani twórcy - reżyser Maciej Pieprzyca (seria "Kruk", "Prokurator", "Kryminalni") oraz pomysłodawca i autor scenariusza Kacper Wysocki ("Klangor", "Królowa", "Informacja zwrotna", "Belfer 3"), który tak oto opisuje serial:
"Co mogę powiedzieć o "Idź przodem, bracie"? Po pierwsze, to moje wielkie szczęście, że mogłem opowiedzieć tę historię, której źródłem była niezobowiązująca rozmowa z Łukaszem Dzięciołem o serialach, które kochamy, ale też o tych, których nie widzieliśmy a chcielibyśmy zobaczyć. I o wspaniałych aktorach, oraz reżyserze i operatorze, z którymi chcielibyśmy znowu pracować. Netflix szybko dostrzegł, że "Idź przodem, bracie" to projekt zrodzony z pasji i dał nam wszystko, czego potrzebowaliśmy, żeby tą pasją podzielić się z innymi. Co nam z tego wyszło? Mam nadzieję, że serial, który trudno zaszufladkować. Opowieść z jednej strony pełną akcji, z drugiej - bliską postaci historię o dumie, osadzoną w świecie, który sam w sobie jest bohaterem."
Sceny operacji specjalnych wyglądają wiarygodnie, a postacie w licznych sekwencjach kaskaderskich są autentyczne, nawet w bardzo trudnych choreograficznie scenach walki. Można powiedzieć, że pod kątem sekwencji akcji, polski serial nie odstaje od amerykańskich produkcji z tego gatunku. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów dobrej sensacji.
Zobacz też: To najlepszy kawaler sezonu. Poznaliśmy bohatera czwartej części "Bridgertonów"





