"Stuart nie ratuje wszechświata": spin-off "Teorii wielkiego podrywu". Nowe przygody uwielbianych postaci
Właściciel sklepu z komiksami, Stuart Bloom (Kevin Sussman), musi przywrócić rzeczywistość po tym, jak zepsuł urządzenie skonstruowane przez Sheldona (Jim Parsons) i Leonarda (Johnny Galecki), przypadkowo wywołując armagedon w multiwersum. W tej misji Stuartowi pomagają jego dziewczyna Denise (Lauren Lapkus), przyjaciel-geolog Bert (Brian Posehn) oraz fizyk kwantowy i ogólnie rzecz biorąc nieznośny typ, Barry Kripke (John Ross Bowie). Po drodze spotykają postacie z alternatywnych wszechświatów, które znamy i kochamy z serialu "Teoria wielkiego podrywu". Jak sugeruje tytuł, sprawy nie układają się najlepiej.
"To nie są ludzie, którzy powinni znaleźć się w serialu. I o to właśnie chodzi" - zauważył współtwórca produkcji, Zak Penn, który nad odcinkami pracował z Billem Pradym oraz Chuckiem Lorrem.
Nowy serial HBO Max zaskakuje na każdym kroku. Przyjemna mieszanka komedii i sci-fi
"Stuart nie ratuje wszechświata" to trzeci, ale jednocześnie najbardziej pomysłowy spin-off "Teorii wielkiego podrywu". Nowa produkcja pozwala na eksplorację psychiki znanych, nieco fajtłapowatych bohaterów, którzy niespodziewanie muszą stawić czoła ekstremalnym wydarzeniom. Ich szalone podróże przez nieskończone multiwersum są źródłem unikalnej i wciągającej rozrywki.
Każdy odcinek przenosi nas do innych światów, w których główni bohaterowie spotykają dawnych przyjaciół w odmienionym wydaniu. Choć znajomość fabuły i postaci z "Teorii wielkiego podrywu" pozwala na czerpanie większej radości z oglądania (w gościnnych rolach powróciło wiele gwiazd), serial przypadnie do gustu także fanom niebanalnych komedii i science fiction. Część widzów zwróciła uwagę, że klimat i forma nowej produkcji nawiązuje do kultowego "Doktora Who". Twórcy nie kryją swoich popkulturowych inspiracji, przemycając na ekranie wiele przyjemnych do odkrywania akcentów. Dużo satysfakcji daje nawet oglądanie czołówek, którym również poświęcono sporo uwagi. W każdej początkowej sekwencji dochodzi do próby przełamania czwartej ściany oraz można dostrzec kilka podpowiedzi dotyczących fabuły odcinka. Co więcej, motyw przewodni, który pojawia się w serialu w różnych wariacjach, został skomponowany przez niezwykle utalentowanego Danny'ego Elfmana, który tworzył muzykę do takich dzieł jak "Edward Nożycoręki", "Sok z żuka" czy "Miasteczko Halloween".
Początkowo nie brakowało wątpliwości, czy drugoplanowi bohaterowie kultowego sitcomu poradzą sobie, stając na czele tej niekonwencjonalnej opowieści. Dzięki niczym nieograniczonej wyobraźni twórców oraz ich charakterystycznemu humorowi nieufność znika już po kilku pierwszych scenach. Za jedyny minus można uznać dość nietypową długość odcinków, ponieważ połowa z nich trwa mniej niż 20 minut. Trzeba jednak przyznać, że pomysłodawcom udało się wypełnić każdą z nich wartą i wciągającą akcją. To idealna propozycja dla osób o ograniczonym czasie, które marzą o lekkiej, nieco zwariowanej rozrywce.
"Stuart nie ratuje wszechświata" będzie liczyć 10 odcinków. 7 sierpnia w serwisie HBO Max pojawił się już trzeci epizod. Pozostałe trafią do streamingu w nadchodzących tygodniach.
Zobacz też:
Świetne wieści w sprawie kultowego serialu. Twórcy oficjalnie potwierdzili










