2026 jest fenomenalnym rokiem dla Apple TV pod względem seriali. Platforma regularnie dostarcza subskrybentom wysokiej jakości produkcji. Do moich ulubieńców należą przede wszystkim komediowa "Margo jest spłukana" oraz dreszczowiec "Wdowia zatoka". Przed nami jeszcze kolejne półrocze, więc śmiało można przewidywać, że platforma jeszcze nieraz nas zaskoczy.
Najświeższą propozycją giganta streamingowego jest rasowe kino akcji z Anyą Taylor-Joy w roli głównej. Po pierwszym odcinku "Lucky" byłam przekonana, że platforma zaliczyła potknięcie i tym razem nie uda się utrzymać poziomu poprzednich produkcji. Na szczęście dałam temu serialowi szansę. Ostatecznie okazał się czymś znacznie więcej niż tylko sensacyjną opowieścią. To przede wszystkim historia skomplikowanej relacji córki z ojcem funkcjonującej w środowisku przestępczym, gdzie każda kolejna minuta jest niewiadomą.
Pierwszy odcinek "Lucky" nie napawał optymizmem
Poznajemy Lucky tuż po wydarzeniach związanych z nieudanym skokiem na wielomilionową kwotę. Bohaterka budzi się sama w pokoju hotelowym. Jej mąż zniknął, a ona sama nie ma pojęcia, gdzie podziały się pieniądze. Ojciec, na którym polegała od najmłodszych lat, siedzi w więzieniu. Jednocześnie ścigają ją FBI i bezwzględna szefowa mafii. Lucky musi wykorzystać wszystkie swoje umiejętności, by przeżyć i odzyskać wolność.
Tak jak wspomniałam, pierwszy odcinek nie napawał mnie optymizmem. Przede wszystkim historia powiela dobrze znany schemat kina akcji. Główna bohaterka znajduje się w potrzasku. Musi oddać pieniądze, ale kompletnie nie wie, gdzie się znajdują. Ktoś depcze jej po piętach, a czasu ma coraz mniej. Oprócz gatunkowych klisz w pierwszym odcinku pojawia się też sporo luk logicznych. Lucky w wyjątkowo dogodny sposób trafia we właściwe miejsca, ma pod ręką farbę do włosów, dzięki której lekko zmienia wizerunek, a w dodatku posiada pieniądze, by wsiąść w odpowiedni autobus. Z kolei FBI niemal zawsze jest o krok za nią.
Pierwszy epizod nie zachwyca również stroną wizualną. Wyblakła kolorystyka i kilka fatalnie oświetlonych scen... Obawiałam się, że cały serial będzie utrzymany w takiej stylistyce. Na szczęście tak się nie stało.

Wciągająca opowieść o relacjach rodzinnych
Twórcy nie ustrzegli się takich "głupotek" również w kolejnych epizodach, ale z sukcesem udało im się zaangażować mnie w historię głównej bohaterki. "Lucky" to nie tylko typowa dla gatunku nawalanka, widowiskowe sceny pościgów i walk. To przede wszystkim opowieść o rodzicielstwie w świecie przestępczym.
Na pierwszy plan wysuwa się relacja Lucky z ojcem, Johnem (Timothy Olyphant). Dziewczyna od najmłodszych lat funkcjonowała u jego boku. John uczył ją kraść tak, by nikt się nie zorientował, przekazywał jej kolejne sztuczki i bez skrupułów wykorzystywał jej spryt. Sam jest przekonany, że zapewnił córce szczęśliwe, pełne przygód dzieciństwo. Z perspektywy Lucky wygląda to jednak zupełnie inaczej.
Nigdy nie doświadczyła klasycznego okresu dojrzewania. Nie chodziła do szkoły, nie przeżyła pierwszych nastoletnich miłości ani nie miała okazji zbudować zwyczajnych relacji z rówieśnikami. To wszystko ukształtowało ją jako dorosłą kobietę. Niepokój towarzyszy jej każdego dnia. Trudno jej pogodzić się z tym, że po latach przekrętów ma więcej wrogów niż przyjaciół. Wszystko wskazuje też na to, że jej najbliższa osoba, mąż, już nigdy nie wróci. Co gorsza, mogła paść ofiarą jego zdrady i zostać przez niego wykorzystana.
Mimo wszystko Lucky pozostaje bezgranicznie oddana ojcu. Liczy się z jego zdaniem i bez większej refleksji bierze jego słowa za pewnik. A przecież na co dzień nawet nie ma go przy sobie. Siedzi w więzieniu, a kontaktują się jedynie sporadycznie przez telefon. Mimo to traumy sprzed lat wciąż unoszą się nad ich relacją.
Twórcy z dużym wyczuciem rysują przeszłość Lucky, subtelnie wplatając retrospekcje w główną oś fabuły. Dzięki temu jesteśmy w stanie lepiej zrozumieć bohaterkę, kibicować jej, a momentami nawet jej współczuć. To właśnie warstwa emocjonalna najbardziej wyróżnia serial na tle innych produkcji z gatunku.
Drugim istotnym elementem są relacje rodzinne. W tym miejscu uprzedzam, że opis może zabrzmieć bardziej jak telenowela niż rasowe kino akcji. Mąż Lucky, Cary (Drew Starkey), pochodzi z mafijnej rodziny. Jego matką jest bezwzględna Priscilla (Annette Bening), a z czasem poznajemy również rolę Whittakera (William Fichtner) w tej rodzinnej układance. Ten wątek staje się pretekstem do refleksji nad rodzicami, którzy przedkładają interesy i władzę nad wychowanie własnych dzieci. Nie jest tak rozbudowany jak historia Lucky i Johna, ale bardzo dobrze ją uzupełnia.

Znakomite trio na pierwszym planie
W przypadku "Lucky" trzeba też wspomnieć o doskonałym aktorstwie. Trio Anya Taylor-Joy, Timothy Olyphant i Annette Bening zalicza fenomenalne występy. Idealnie się uzupełniają, nikt nie próbuje nikogo przyćmić, a każda z tych postaci jest pełnowymiarowym bohaterem napędzanym własnymi motywacjami. Szczególnie zachwyca Annette Bening, którą oglądaliśmy już w tylu znakomitych kreacjach. Jako bezwzględna szefowa mafii po raz kolejny udowadnia, że potrafi stworzyć postać jednocześnie budzącą strach i skrywającą głęboko demony przeszłości.
Miłym smaczkiem dla widzów jest pojawienie się prywatnie męża Anyi Taylor-Joy, Malcolma McRae. To zaledwie epizod, ale dla fanów aktorki będzie to sympatyczna niespodzianka.
Trochę za mało oglądaliśmy Drew Starkeya w roli Cary'ego. Mam wrażenie, że wątek jego małżeństwa z Lucky został potraktowany po macoszemu, a w efekcie przez większą część seansu zapominałam, że tych dwoje w ogóle było małżeństwem.
Warto było przekonać się do "Lucky". Rzadko zdarza się, by serial po tak słabym starcie potrafił zaskoczyć na plus, a w tym przypadku właśnie tak się stało. Ta historia zadowoli zarówno fanów kina akcji, jak i widzów, którzy cenią opowieści o skomplikowanych relacjach rodzinnych.









