"Elle" to najnowszy serial Prime Video, w którym poznajemy Elle Woods jako nastolatkę, która w trakcie nauki w liceum musi zmierzyć się z wieloma problemami, trudnymi przyjaźniami czy musi zawalczyć o zakazaną miłość. W roli głównej w serialu występuje Lexi Minetree, a na ekranie partnerują jej m.in. znana z "Grace i Frankie" June Diane Raphael, Tom Everett Scott ("Tego lata stałam się piękna", "Rada ojców"), Jacob Moskovitz ("Chicago P.D."), Chandler Kinney ("Zabójcza broń").
Z wcielającym się w rolą ojca Elle Tomem Ecerettem Scottem mogliśmy porozmawiać przed premierą serialu.
Zobacz też: Najgorętsza premiera lipca już za nami? Ten serial to prawdziwe złoto (i róż!)
Jan Tracz, Interia: Kiedy usłyszałem o "Elle", pomyślałem sobie: "Wow, to naprawdę śmiałe przedsięwzięcie". Bierzecie na warsztat kultowy film, który miał swoją premierę 25 lat temu. Dziś młodzi ludzie, którzy wówczas stanowili główną widownię, są już rodzicami. Teraz to ich dzieci będą główną grupą docelową tego serialu. Młodzież może nie mieć żadnej emocjonalnej więzi z "Legalną blondynką". Czy miałeś jakieś wątpliwości odnośnie tego serialu? A jeśli tak, to co się od tamtego czasu zmieniło?
Tom Everett Scott: Nie, nie miałem żadnych obaw. W sumie to całkiem sprytne, prawda? Mamy starsze pokolenie, które oglądało ten film w młodości, i następnie czekamy, aż będą mieli gromadkę dzieci, a wtedy po prostu podwajamy oglądalność. Genialne! Myślę, że wiele osób utożsami się z tym prequelem.
- Główne elementy z filmu wciąż tam są, motyw przewodni nadal się pojawi, i wszystkie te wspaniałe, inspirujące rzeczy dotyczące kobiet i kobiecości również są obecne. My po prostu wprowadzamy nowe postacie, Elle Woods otrzymuje nową lokację, w której musi się odnaleźć, a do tego ona jest też w tym wieku, w którym nie jest jeszcze tak pewna siebie, jak w filmie.
- Mamy możliwość zobaczenia, dlaczego Elle jest, jaka jest. Fani będą zachwyceni młodszą wersją Elle Woods.
Ojciec Elle był - powiedzmy sobie szczerze - postacią dość słabo eksploatowaną w oryginalnym filmie. Poza tym wcielił się w niego inny aktor.
- Tak, to nie byłem ja!
Jak podszedłeś do tej roli? Czy wszystko było zawarte w scenariuszu? Wprowadzałeś jakieś własne zmiany?
- Kiedy dostałem tę pracę i ponownie obejrzałem film "Legalną blondynkę", pomyślałem sobie, "no dobrze, więc ojciec pojawia się tylko w jednej scenie. Syn stoi tuż za nim, ten trzyma kieliszek z martini i wypowiada dosłownie parę kwestii To była świetna rola, a on jest uroczym aktorem, ale dla mnie oznaczało to, że jeśli mamy teraz kręcić ten serial, to muszę tę postać rozbudować.
- Nie próbuję naśladować kogoś, kogo wszyscy znają na wylot - to raczej zadanie Lexi jako Elle, i ona jest w tym genialnia. Ja miałam nieco więcej swobody, a scenarzyści stworzyli dla mnie naprawdę świetną postać, która jest po prostu zabawna, nieco nieporadna i kochająca. Granie jej sprawiało mi ogromną frajdę.

Czy jest jakiś moment, z którego jesteś szczególnie dumny? Myślę choćby o scenie, w której coverujesz "Wonderwall". To urocza chwila.
- Tak: kiedy powiedzieli mi, że muszę nauczyć się grać i śpiewać "Wonderwall", byłem podekscytowany, ale też nieco zestresowany. Od razu zacząłem ćwiczyć i śpiewać pod prysznicem oraz w samochodzie, a potem mogłem po prostu dać czadu przed wszystkimi na planie, co było naprawdę ekscytujące. Takie wyzwania zawsze mnie denerwują, ale w głębi serca pozostaję podekscytowany. W innym życiu byłem gwiazdą rocka.
Jak myślisz, dlaczego postać Elle Woods wciąż jest ważna dla tak wielu osób po tylu latach?
- Można dziś być kobiecą, mądrą i tak naprawdę kimkolwiek się chce. Myślę, że to jest dziś równie ważne, jeśli nie ważniejsze niż kiedyś. Wszystko to, co wiąże się z mediami społecznościowymi, cała ta presja i trudności, przez które przechodzą młode kobiety, a właściwie kobiety w każdym wieku, pojawia się także w naszym serialu. Tak naprawdę nic się nie zmieniło, wszystko jest po staremu. A przecież mówimy o latach 90. To nie było tak dawno temu.
- To wszystko zdecydowanie nadal ma znaczenie. Moja córka, która ma 26 lat, opowiedziała mi, jak inspirująca była dla niej ta postać, kiedy jako nastolatka obejrzała "Legalną blondynkę". Dlatego była naprawdę podekscytowana, że może obejrzeć nasz serial. Towarzyszyła mi na premierze w Nowym Jork. Ona uwielbia ten serial, więc nie wyobrażam sobie lepszego przykładu niż ona. Wierzę, że "Elle" naprawdę spodoba się widzom.
Zobacz też: Cały świat mówi o gorącym hicie Prime Video. Co się działo za kulisami?










