Pamiętacie Elle Woods z "Legalnej blondynki"? Film z 2001 roku z Reese Witherspoon w roli głównej na lata zyskał status kultowego. Fabuła opowiadała o Elle, która postanawia odzyskać utraconą miłość, udowadniając byłemu chłopakowi, że jest równie błyskotliwa, co ambitna. W tym celu rozpoczyna studia prawnicze na Harvardzie.
Zanim jednak Elle stała się najbardziej stylową prawniczką w różowym garniturze, była zwyczajną uczennicą szkoły średniej. Właśnie na tym etapie jej życia skupia się najnowszy serial Prime Video, który zadebiutował 1 lipca.
"Elle": Odwaga w różowym kostiumie
Muszę przyznać szczerze: nigdy nie byłam wielką fanką "Legalnej blondynki". Choć produkcja bywała zabawna, nigdy szczególnie mnie nie pociągała - ot, kolejna komedia ogrywająca utarte stereotypy. Jednak najnowszy, ośmioodcinkowy serial ma w sobie coś, co sprawiło, że nie mogłam oderwać wzroku od ekranu ani na chwilę.
W głównej roli oglądamy Lexi Minetree, która doskonale radzi sobie z wykreowaniem postaci niezwykle optymistycznej i entuzjastycznej. Choć na pierwszy rzut oka Elle wydaje się nieco rozpieszczona i "odklejona" od rzeczywistości, pod tą powierzchnią kryje się dziewczyna o ogromnym, złotym sercu.
Zmiana otoczenia nie jest dla niej łatwa. Zmuszona do przeprowadzki, zostaje oderwana od wszystkiego, co znała - a Seattle niewiele ma wspólnego z jej ukochanym, słonecznym Los Angeles. Krok po kroku zjednuje sobie jednak przyjaciół, którzy - podobnie jak widzowie - dostrzegają, że pod różowym kostiumem kryje się niezwykle odważna i oddana młoda kobieta, gotowa zrobić wszystko dla swoich bliskich.
Z przyjemnością obserwujemy, jak Elle zaskarbia sobie sympatię otoczenia. Choć po drodze nie brakuje zgrzytów i dram, typowych dla czasów licealnych, bohaterka z każdym odcinkiem zyskuje coraz większą głębię. Jej relacje z rówieśnikami są pełne wyzwań, a rodzice, choć bardzo wspierający, nie zawsze nadążają za jej szalonymi pomysłami. Trzeba jednak przyznać, że od dawna w telewizji nie widziałam tak kochającej się rodziny.
Seattle w serialu jest pełne tajemnic i nierozwiązanych sporów, a nasza bohaterka szybko udowadnia, że jest inteligentna i bystra - nawet jeśli jej umysł czasem błądzi po bardzo zaskakujących ścieżkach. Nie zmienia to jednak faktu, że ostatecznie udaje jej się wyjść z każdej opresji, by po chwili... znów wpakować się w kolejne kłopoty. Nie mam jednak wątpliwości, że Elle potrafi wyjść obronną ręką z każdej sytuacji, nawet tej, którą widzimy w finale pierwszego sezonu.
Estetyka lat 90. w pełnej krasie
Serial osadzony jest w połowie lat 90. i muszę przyznać, że dopracowanie otoczenia jest niezwykle satysfakcjonujące. Po latach musiałam przypomnieć sobie o istnieniu telefonów stacjonarnych, pagerów i świecie, w którym informacje nie przepływały przez social media. Muzyka oraz różnorodność różowych stylizacji idealnie zgrywają się ze zmieniającym się charakterem naszej bohaterki.
Twórcy dali świetny popis kreatywności i dbałości o detale. Twórczynią serialu jest Laura Kittrell, która pełni również funkcję współshowrunnerki i producentki wykonawczej razem z Caroline Dries. Wśród producentów wykonawczych znaleźli się także Reese Witherspoon, Lauren Neustadter, Marc Platt oraz Amanda Brown.
Warto dodać, że serial "Elle" jest ostatnią okazją, by zobaczyć na ekranie niedawno zmarłego Jamesa Van Der Beeka - rola kandydata na burmistrza była ostatnią w życiu 48-letniego aktora.

Czy warto oglądać?
Zdecydowanie tak! "Elle" to wspaniała, piękna ciepła opowieść. Domyślam się, że nie każdemu przypadnie do gustu główna bohaterka, ale warto dać jej szansę. Minusem, który mogłabym wskazać jest delikatny brak spójności z filmem z 2001 roku, jednak warto przymknąć nieco oko, by cieszyć się spotkaniem z angażującą historią.
8/10











