"Polska komedia przeżywa dziś bardzo dobry moment. Jeszcze kilkanaście lat temu granie w komedii bywało traktowane jak coś mniej ambitnego. Dzisiaj jest zupełnie inaczej - powstaje coraz więcej świetnych produkcji i nikt nie uważa już komedii za gatunek gorszej kategorii, a wręcz przeciwnie, wszyscy chcą w nich grać" - mówił Michał Sikorski, gdy rozmawiałam z nim przy okazji premiery czwartej edycji programu komediowego "LOL: Kto się śmieje ostatni" na Prime Video.
W tych słowach jest sporo prawdy. Kolejne pokolenia Polaków wychowują się na filmach i serialach Barei, ale w ostatnich dwudziestu latach trudno wskazać twórcę, który mógłby ubiegać się o tytuł jego następcy i choć w niewielkim stopniu stworzyłby komedie bawiące cały naród, a jednocześnie z niego żartujące. Bo przecież my, Polacy, najbardziej lubimy śmiać się z samych siebie, a właściwie z trudów codziennego życia. Ten rodzaj poczucia humoru jest ponadczasowy, a produkcje Barei są tego najlepszym dowodem.
Na szczęście w ostatnich latach możemy liczyć na świetne seriale komediowe. To właściwie połączenie dwóch elementów, z których aktorzy kiedyś nie zawsze byli dumni. Przecież lepiej było zagrać w pełnometrażowym filmie, a najlepiej w dramacie, by poruszyć serca publiczności. Tyle że czasami chcemy się po prostu pośmiać, oderwać od rzeczywistości, zamiast kolejny raz rozdrapywać rany. "The Office PL", "1670" czy "Emigracja XD" to tylko kilka seriali komediowych, które w ostatnich latach rozbawiły nas do łez. "LOL: Kto się śmieje ostatni" jest ich świetnym uzupełnieniem. Zwłaszcza czwarta odsłona, w której wziął udział między innymi wspomniany Michał Sikorski, czyli serialowy ksiądz Jakub z "1670".
Na Prime Video można już oglądać wszystkie odcinki. Poniżej - bez spoilerów - kilka moich wrażeń.
"LOL: Kto się śmieje ostatnim": cringe czy świetna rozrywka? A może obydwa?
Gospodarz programu "LOL: Kto się śmieje ostatni", Cezary Pazura, zaprasza dziesięć gwiazd komedii i osobowości ze świata rozrywki do udziału w wyjątkowym eksperymencie. Przez sześć godzin nie można się zaśmiać, jednocześnie próbując rozśmieszyć pozostałych uczestników. Ten, kto dotrwa do końca, wygrywa 100 tys. zł na wybrany cel charytatywny.
W czwartym sezonie "LOLa" do komediowego pojedynku stanęli: Tomasz Kot, Tomasz Karolak, Ewa Kasprzyk, Katarzyna Bujakiewicz, Klaudia Halejcio, Michał Sikorski, Vanessa Aleksander, Kacper Ruciński, Mariusz Kałamaga oraz Jano.
Z poprzednich edycji zapamiętałam kilka skeczy, które idealnie trafiły w moje poczucie humoru. Kolokwializm "rozbawiły mnie do łez" wcale nie byłby tutaj przesadzony. Epickie występy Michała Meyera - najpierw jako ekscentrycznego profesora, a później wychowawcy kolonijnego w zbyt ciasnych spodenkach. Albo parodię "Sprawy dla reportera" w wykonaniu Igora Kwiatkowskiego. W czwartym sezonie również nie brakuje takich "smaczków".
Trzeba przyznać, że uczestnicy zostali dobrani znakomicie. Szczególnie udane skecze przygotowali Tomasz Kot, Michał Sikorski i Jano. Najbardziej bawiły jednak momenty pomiędzy występami, kiedy uczestnicy wymyślali coraz bardziej absurdalne sposoby na rozśmieszenie pozostałych. Wspomnę tylko o trio: Sikorski, Kałamaga i... stopa. Nic więcej nie zdradzę, ale ten moment dosłownie rozłożył mnie na łopatki.
Czwarta edycja to także udane występy gościnne. Zwłaszcza ponowna parodia "Sprawy dla reportera", tym razem z samą Elżbietą Jaworowicz w roli głównej. Tak, tą prawdziwą!
Do programu "LOL: Kto się śmieje ostatni" po prostu trzeba się przekonać. Wiele osób może odnieść mylne wrażenie, że jest on zbyt podobny do kabaretów czy stand-upu. Jasne, niektóre elementy się pokrywają, ale największą siłą tego formatu są uczestnicy, których oglądamy w zupełnie niecodziennych, bardziej ludzkich sytuacjach. A nawet w takich, kiedy przekraczają swoje wszelkie granice. Muszę też zgodzić się z opiniami, że program bywa cringowy i momentami żenujący. Tyle że właśnie to jest jego największą zaletą. Uwielbiam absurd, kocham śmianie się z nas, Polaków. Tutaj nawet aktorzy śmieją się sami z siebie i ze swoich ról - jak choćby Tomasz Kot, parodiujący swoją kreację w "Bogach".









