Krystyna Loska nie kryje, że gdy pracowała w telewizji, ciągle poddawana była próbom mającym na celu przyłapanie jej na rzekomym oszukiwaniu widzów. Jako jedyna nie korzystała bowiem podczas swoich wystąpień na żywo z notatek i wszystko zapowiadała z pamięci, co ludziom wydawało się po prostu niemożliwe.
Cała Polska czekała, aż w końcu się pomyli, więc musiała się bardzo pilnować, by - jak wspomina - nie zaciąć się na wizji.
Wszyscy czekali na jakąś jej wpadkę
Koleżanki i koledzy oraz szefowie spikerki zakładali się o to, komu pierwszemu uda się wyłapać jakąś jej wpadkę.
"Tak było. Moi szefowie wyczekiwali, że zapowiadając program opuszczę coś, ale zawsze się obroniłam, mimo że z czasem tych programów do zapowiadania przybywało. Przyznaję, że prowadziłam z nimi rodzaj gry" - wyznała legendarna spikerka w rozmowie z autorką książki "Prezenterki".
Krystyna Loska dopiero wiele lat po przejściu na emeryturę zdecydowała się opowiedzieć o tym, jak nieprawdopodobne plotki na jej temat krążyły po korytarzach telewizji. Najbardziej absurdalna głosiła, że ma niewidomą matkę, która nauczyła ją alfabetu Braille'a i na wizji czyta palcami w sposób niewidoczny dla widzów.
Według innej niedorzecznej plotki, na każdym dyżurze Krystyny Loski przed spikerką stała osoba niskorosła trzymająca kartkę z wykaligrafowanym tekstem, który ona tylko odczytywała.
"Mówiono też, że w studiu przed kamerą stali górnicy ze ściągami" - wspominała na łamach "Prezenterek".

Była symbolem epoki, która minęła
Krystyna Loska odeszła z TVP na własną prośbę i na własnych warunkach. W jednym z wywiadów stwierdziła, że jest chyba jedyną spikerką ze "starej gwardii", której nie wyrzucono z pracy.
Inna sprawa, że gdy zdecydowała się przejść na emeryturę, nikt nie starał się jej zatrzymać, bo na Woronicza nastała akurat era tzw. "pampersów", dla których była jedynie symbolem minionej bezpowrotnie epoki.
"Nie podobało mi się zarozumialstwo niektórych ludzi, którzy jeszcze świata nie poznali, a już byli tak pewni siebie. Pomyślałam, że szkoda mojego czasu, żeby się z nimi mocować" - wyznała w rozmowie z Aleksandrą Szarłat.
"Pampersi", bo tak nazywano ekipę młodych dziennikarzy, którzy w TVP pojawili się na początku lat 90., chcieli przekształcić telewizję w strefę wolną od ludzi o komunistycznym rodowodzie. Loska, która karierę zaczynała za Gomułki, a szczyt jej popularności przypadł na lata rządów Gierka, nie pasowała "pampersom" do ich wizji publicznych mediów.
Złożyła wypowiedzenie, bo kazano jej używać promptera
Nowi włodarze TVP bali się jednak, że jeśli zwolnią uwielbianą przez miliony Polaków spikerkę, narażą się na gniew telewidzów. Podobno ówczesny dyrektor Programu 1 Maciej Pawlicki otworzył w swoim gabinecie szampana, gdy dowiedział się, że Krystyna Loska po jednej z rozmów z nim złożyła wypowiedzenie.
Krystyna Loska potwierdziła w książce "Prezenterki", że powodem jej rezygnacji z pracy były... telepromptery. Dla niej - spikerki, która przez całe życie uczyła się zapowiedzi na pamięć, a potem recytowała je, patrząc prosto w kamerę - było nie do pomyślenia, że wyróżniająca ją spośród wszystkich prezenterek i prezenterów umiejętność nagle stała się nieprzydatna.
"Poszłam do dyrektora, bo chciałam wiedzieć, jak to będzie dalej wyglądało. To, co powiedział, kompletnie mi nie pasowało, a wręcz stało w sprzeczności z tym, co myślałam i jak widziałam telewizję, więc odeszłam" - wyznała Aleksandrze Szarłat.










