Najpopularniejszy satyryk kraju
Drozda urodził się 3 kwietnia 1949 roku w Brzegu. Choć ukończył Politechnikę Wrocławską i z wykształcenia jest inżynierem elektrykiem, swoją przyszłość postanowił związać ze sceną i telewizją.
Zobacz również:
Debiutował w stworzonym przez siebie i Jana Kaczmarka wrocławskim kabarecie Elita. W latach 70. XX w. rozpoczął współpracę z Telewizją Polską. Po latach jego kariera nabrała rozpędu i stał się jednym z najbardziej rozchwytywanych konferansjerów w kraju. Był twórcą i prezenterem programu "Dyżurny Satyryk Kraju" w Polsacie, prowadził również program "Śmiechu Warte" w TVP1 oraz talk-show "Herbatka u Tadka" emitowany w TVP2 i TV Polonia.
Wszystkie te występy przyniosły mu ogromną rozpoznawalność i sympatię widzów. Jego programy w latach 90. i na początku XXI wieku biły rekordy popularności, tworząc z niego ikonę telewizji. Dobra passa jednak przeminęła...

Tadeusz Drozda zniknął z telewizji
Po latach świetności przyszedł schyłek kariery Tadeusza Drozdy. Satyryk i konferansjer przeszedł na zasłużoną emeryturę i pożegnał się z telewizją. Jedną z przyczyn takiego obrotu sprawy były również względy polityczne. Tak o tej sytuacji wspominał po latach:
W 2005 r. przyszedł PiS do telewizji i zdjął program. Nikt do mnie nie zadzwonił, tylko sekretarka zadzwoniła. Zarzut był taki, że ze wszystkimi gośćmi rozmawiałem podobnie. Przecież do mnie Kurski śpiewał po rusku Okudżawę - mówił twórcom Podcastexu.
Drozda skarżył się również, że po latach ciężkiej pracy jego trud nie został należycie doceniony i telewizja wręcz o nim zapomniała, wykluczając go z kolejnych projektów m.in. ze względu na jego wiek.
Co by nie mówić, jestem coraz starszy, a u nas wiek nie działa na korzyść. W żadnym normalnym kraju taki facet jak Drozda po tylu sukcesach nie zniknąłby ot tak z mediów. Żadna inna telewizja nie pozwoliłaby mi odejść. Trzymaliby mnie, za co tylko się da, bylebym tylko dla nich pracował - wyznał Plejadzie.

"Bardzo mizerna" emerytura
Tadeusz Drozda obecnie jest na emeryturze. Przyznaje jednak, że żyje głównie dzięki oszczędnościom i inwestycjom. Satyryk nie może bowiem liczyć na wysoką emeryturę.
Jak się osiągnie wiek emerytalny, trzeba dokumenty przesłać w odpowiednie miejsce, a ja mały bałagan w tym miałem, mało przesłałem, w związku z tym emerytura jest bardzo mizerna. Ale gdzieś inwestowałem, miałem oszczędności, obligacje i z tego da się żyć, gdy się osiągnie wiek emerytalny - zdradził w jednym z wywiadów.
Na emeryturze Drozda poświęcił się swoim pasjom: pływaniu oraz grze w golfa. Lubi też zagraniczne podróże. Przyznaje jednak, że tęskni za telewizją i żałuje, że telefon przestał dzwonić.










