Robert Górski to jeden z najbardziej znanych i kreatywnych artystów kabaretowych w Polsce. Razem z Robertem Korólczykiem tworzą duet, który po raz kolejny bawi widzów Telewizji Polsat w ramach powracającego na antenę programu "Kabaret na żywo. Młodzi i Moralni". W rozmowie z Interią panowie opowiedzieli o tym, co naprawdę bawi Polaków, czy w dzisiejszych czasach łatwo jeszcze zaskoczyć widza i skąd czerpią inspiracje na kolejne występy.
Trudne początki
Okazja do rozmowy nadarzyła się w dość istotnym momencie - zarówno dla uczniów, jak i ich rodziców - czyli 1 września. Trudno było nie zapytać artystów o to, jak sami wspominają swoje pierwsze kroki w szkolnych ławach oraz jak dzisiaj przeżywają początek roku ze swoimi dziećmi.
"Pamiętam, że szedłem, trzymając mamę za rękę, a przede mną szedł chłopiec ze swoją mamą i on strasznie płakał. Im bardziej on płakał, tym bardziej ja stawałem się odważniejszy: on płacze, a ja nie będę!" - zaczął z uśmiechem Robert Górski.
Z kolei Robert Korólczyk do szkolnych początków podchodzi z nieco większym dystansem:
"Ja w pierwszym dniu przekonałem się, że mam do szkoły bardzo daleko. Nie tyle pod górkę, jak to się mówi, ale naprawdę daleko. Musiałem przez pierwsze cztery lata edukacji pokonywać dosyć długie kilometry pieszo. Pamiętam, że pomyślałem wtedy: 'Jak ja tu będę musiał codziennie chodzić?'!" - wspominał.
Kończąc wątek szkolny, Robert Górski dodał ze śmiechem, że teraz rodzicom pozostało już tylko trzymać kciuki, by nie zostać wybranym do trójki klasowej. Sam zresztą ma na to niezawodną metodę: w dniu zebrania w szkole syna... na szczęście będzie na scenie!
Jak zmieniła się polska publiczność?
Czasy się zmieniają, dzieci dorastają, a rzeczywistość co rusz zaskakuje nas nowymi zjawiskami i technologiami. Widzowie mają dziś zupełnie inne wymagania względem rozrywki niż kilkanaście lat temu. Jak więc ewoluowały potrzeby telewidzów i fanów występów estradowych?
"Dawno nie grałem w takim typowym plenerze, a teraz pojawiła się taka okazja. Miałem złe wspomnienia sprzed lat, a tym razem przede mną byli ludzie bardzo ładnie ubrani, bardzo kulturalni. To czasem widać po paru żartach: czy je łapią, czy nie. Byłem zbudowany tym, co widziałem. Mam wrażenie, że trochę i Polska się poprawiła, i ludzie, którzy w niej mieszkają, też trochę się poprawili" - zauważył Robert Górski.
"Zmieniamy się jako społeczeństwo, przez co zmienia się humor. Dochodzą nowe tematy społeczne, o których kiedyś się w ogóle nie dyskutowało - nie brano pod uwagę innych orientacji, innego, szerszego spojrzenia na świat. Myślę, że jako społeczeństwo staliśmy się bardziej otwarci, a mniej pruderyjni"- uzupełnił Robert Korólczyk.
Artyści zwrócili jednak uwagę na mroczniejszą stronę nowoczesności. Rozwój technologii poszerza granice i daje przyzwolenie na ich przekraczanie, co nierzadko prowadzi do zachowań, które warto głośno potępiać.
"Zaczęły być modne patostreamy, które teraz próbuje się - na szczęście, moim zdaniem - ukrócić, bo te granice zaczęły być przesuwane aż za bardzo. To nie miało nic wspólnego z wolnością słowa. My z tym wszystkim musimy się jako komicy odnajdywać i próbować te rzeczy albo prześmiać, albo czasami zwrócić uwagę: 'Halo, halo, tutaj została przekroczona granica'" - podkreślił Korólczyk.
Gdzie leży granica dobrego smaku?
W tym miejscu musiało paść kluczowe pytanie: gdzie przebiega granica dobrego smaku? Skąd komicy wiedzą, czego nie mówić i jak dobrać żart, który nie obraża publiczności? Odpowiedź okazała się jednoznaczna - kluczem jest przede wszystkim zdroworozsądkowa samokontrola. Warto też rozgraniczyć kabaret od popularnego stand-upu.
"Tam, gdzie przekraczamy granicę, generalnie wkraczamy w krainę stand-upu. Nie krytykuję stand-upu, oni posługują się humorem, który bywa świetny ale i często zbyt okrutny, żeby pokazać go telewizji. Powiedzmy sobie, że to, co jest z grubsza powszechnie akceptowalne, to jest kabaret. Mamy ciągle w głowie to, że oglądają nas ludzie przed ekranami w różnym wieku, z różnych środowisk, często dzieci, więc staramy się im nie niszczyć dzieciństwa" - wyjaśnił Robert Górski.
Internet kontra estrada: Dwa różne światy
Nowe technologie zawładnęły światem, a internet mocno namieszał w tradycyjnych mediach. Jak w tej rzeczywistości radzą sobie twórcy kabaretowi? Okazuje się, że chociaż czerpią z sieci inspiracje, stawiają wyraźną granicę między krótkimi formami internetowymi a profesjonalną pracą na scenie.
"Dla mnie ta twórczość, która jest w internecie, jest bardzo inna od tej, którą my reprezentujemy na estradzie i w programach telewizyjnych. Stworzenie skeczu, programu dwugodzinnego, takiego pełnometrażowego, trochę jak film czy serial, jest czymś zupełnie innym niż stworzenie mema w internecie czy krótkiego filmiku. I broń Boże, żebym komuś chciał coś ująć, ale zderzenie się z widzem, wyjście na estradę 'face to face' to jest coś zupełnie innego" - tłumaczy Robert Korólczyk. "Polecam to każdemu, żeby wiedział, o jakich emocjach tu mowa. Wielu osobom, które tworzą coś do internetu, ciężko byłoby wyjść na estradę, złapać kontakt z widzem i przez godzinę utrzymać jego zainteresowanie. Bo w internecie mówimy o sekundach. Dla mnie to są dwa różne światy. To trochę jak teatr - jest czymś magicznym, spektaklem całościowym."
"Młody widz do nas wraca, bo zna nasz skecz, tylko poznał go w innym świecie. Więc to się już przenika. Internet stał się trochę telewizją, telewizja internetem, to wszystko się miesza i jakoś uzupełnia" - dodał z uśmiechem Robert Górski.
Skąd wziąć pomysł na kolejny skecz?
Pozostawało już tylko jedno pytanie: jak powstają numery, które żyją zarówno w telewizji, jak i w sieci, trafiając do tak szerokiego spektrum odbiorców? Artyści zdradzili, że za każdym programem stoją godziny przygotowań, burze mózgów i nieustanne omawianie pomysłów.
"Śledzimy nie tylko internet i telewizję, ale też życie dookoła siebie, o czym ludzie mówią, jakie tematy powtarzają się w różnych miejscach, żeby wkleić je w akcję jakiegoś cyklu" - wyjaśnił Górski.
"My już jesteśmy tak przez to, co robimy w życiu, zafiksowani, że zawsze doszukujemy się w różnych sytuacjach życiowych żartu i komizmu. I to jest fajne, bo to jest nasz świat" - wtórował mu Korólczyk.
"To jest fajne, że życie ciągle nas zaskakuje, bo przez to jest ciekawe i ta nasza robota nadal jest pasjonująca. Mój tata ciągle mnie pyta: 'Robert, skąd ty bierzesz nowe pomysły i kiedy one ci się skończą?'. Czasem sam się nad tym zastanawiam, czy w ogóle jest taka możliwość, żeby pomysły się skończyły" - podsumował ze śmiechem lider kabaretu.
Wygląda na to, że najlepszym źródłem komizmu pozostaje uważna obserwacja rzeczywistości i umiejętność opowiedzenia o niej z dystansem. Nowe odcinki programu "Kabaret na żywo. Młodzi i Moralni" to najlepsza okazja, by przekonać się o tym na własne oczy i zobaczyć artystów w absolutnie najlepszej formie!









