Debiutował rok temu i już wystąpił u boku ikony kina. Jak trafił na plan?
Jeszcze niedawno był "zagubiony w życiu”, dziś włada lasem Sherwood. Jack Patten opowiada nam o błyskawicznej drodze na szczyt, kaskaderskich wyzwaniach i planach na przyszłość, które mogą zaskoczyć fanów Hollywood. Czy nowy Robin Hood na stałe zagości w pierwszej lidze światowego kina?
Jack Patten nie ma za sobą ogromnej filmowej biografii ani rodzinnej historii, która sięgałaby trzy pokolenia wstecz. To młody aktor z Australii, który postanowił zaryzykować, podążyć za radą kolegi i stanąć przed kamerą, choć początkowo jego życiowe plany wyglądały zupełnie inaczej. Rok 2026 przyniósł przełom w jego karierze - najpierw mogliśmy oglądać go w "Maszynie do zabijania", ale to serial "Robin Hood" postawił go w samym centrum zainteresowania światowej opinii publicznej.
Wcielając się w postać banity z Sherwood, Jack otrzymał ogromną szansę od losu. Jak ją wykorzysta? O tym przekonamy się w kolejnych latach, ale już teraz redakcja Interii mogła porozmawiać z tą wschodzącą gwiazdą o trudach przygotowań w Serbii, pracy na planie oraz marzeniach, które wykraczają daleko poza Hollywood.
Po inwazji Normanów na Anglię w 1186 roku, syn saksońskiego leśnika Rob i córka normańskiego lorda Marian zakochują się w sobie i rozpoczynają wspólną walkę o wolność i sprawiedliwość. Gdy Rob zostaje przywódcą bandy zbuntowanych banitów działających w lesie Sherwood, Marian zaczyna szpiegować na normandzkim dworze. Rozwijają współpracę, aby pokrzyżować podłe plany rodziny królewskiej i zaprowadzić pokój w Anglii - ale działanie utrudnia im bezwzględny szeryf z Nottingham. W obsadzie znaleźli się min. Jack Patten, Lauren MacQueen, Sean Bean i Connie Nielsen. Serial obecnie dostępny jest na Epic Drama.
Patrycja Otfinowska, Interia: Twoja kariera rozwija się bardzo szybko. Czy od zawsze wiedziałeś, że aktorstwo jest twoim przeznaczeniem, czy był jakiś konkretny moment, który o tym zdecydował?
Jack Patten: - Nie, gdy byłem młodszy, to nie było to, co chciałem robić. Zacząłem grać, mając około 21-22 lat. Przyjaciel z mojej ówczesnej pracy zachęcił mnie, bym spróbował sił w aktorstwie. Byłem wtedy trochę zagubiony w życiu, a on pomyślał, że mi się to spodoba. Zawsze kochałem filmy i kino, ale nigdy nie sądziłem, że to będzie moja ścieżka zawodowa. Kiedy byłem po dwudziestce, naprawdę zacząłem się starać - poszedłem na studia w tym kierunku i tym podobne rzeczy.
Wygląda na to, że to był świetny ruch. Robin Hood to ikoniczna postać, grana przez największych - od Errola Flynna po Kevina Costnera. Jak to jest mierzyć się z taką legendą?
- To prawdziwy zaszczyt. Jak wspomniałaś, tak wielu kultowych aktorów grało tę rolę, więc chcę stanąć na wysokości zadania. Otrzymanie tej roli było niewiarygodnym uczuciem, choć wiązało się z lekkim zdenerwowaniem. Myślę, że bardzo pomógł mi fakt, że tworzyliśmy inną wersję Robin Hooda - to dodało mi pewności, ale wciąż jestem w szoku. Nie mogę uwierzyć, że zagrałem Robin Hooda. Nigdy nie sądziłem, że wcielę się w tak kultową postać i będę częścią tak niesamowitej produkcji. To było bardzo ekscytujące.
Jak wyglądały Twoje przygotowania do tej roli?
- Udałem się do Serbii tak szybko, jak tylko mogłem. Zacząłem pracować nad akcentem, trenować z zespołem kaskaderów i spędzać długie godziny na nauce strzelania z łuku, jazdy konnej oraz walki wręcz. Chciałem być w świetnej formie fizycznej i zależało mi na tym, by wykonać jak najwięcej akrobacji kaskaderskich samodzielnie, upewnić się, że moje ciało jest gotowe. Akcent też był kluczowy - uważam, że kiedy odnajdziesz głos swojej postaci, to bardzo pomaga. Całe przygotowania trwały przez pełne osiem miesięcy zdjęć. Musiałem cały czas pilnować formy.
Jak wspominasz pracę z Lauren McQueen, która gra Lady Marian?
- Och, to były wspaniałe chwile. Lauren i ja bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Uwielbiam z nią grać, bo jest niezwykle wspaniałomyślną aktorką i osobą. Nie mogę się doczekać drugiego sezonu, ponieważ uważam, że przy niej staję się lepszym aktorem. Praca z nią (i szczerze mówiąc, z całą resztą obsady) to czysta przyjemność. Jest świetną Marian.
Jakie masz plany zawodowe na przyszłość? Czy masz na myśli inne projekty, czy skupiasz się obecnie na rozwoju Robin Hooda i kolejnym sezonie?
- W przyszłym tygodniu zaczynam projekt tutaj, w Australii - to dlatego mam teraz tlenione włosy blond. Na razie nie wybiegam myślami zbyt daleko w przyszłość. Wciąż chcę rozwijać swoje umiejętności przed kamerą; skończyłem szkołę teatralną, więc czuję, że w kwestii gry filmowej wciąż dużo się uczę. Obecnie skupiam się na pracy w Australii i na tym, by drugi sezon Robin Hooda był jeszcze lepszy. Ale chciałbym też wrócić do teatru i zagrać w jakiejś sztuce, miejmy nadzieję, że w przyszłym roku. Należę do zespołu teatralnego tutaj w Australii, więc pora na jakiś spektakl.
Nadal mieszkasz w Australii?
- Tak, w Sydney.
Chciałbyś przeprowadzić się do Ameryki?
- Tak, przeprowadziłbym się gdziekolwiek, gdybym musiał. Mógłbym zamieszkać w Serbii albo w Ameryce. Nie miałbym nic przeciwko. Niewiele w życiu podróżowałem, więc ekscytuje mnie perspektywa wyjazdu dokądkolwiek.
Ostatnie pytanie: czego życzysz sobie na kolejne lata?
- Jeśli będę mógł dalej pracować jako aktor, to będzie najlepsza rzecz. Możliwość utrzymania rodziny jest wspaniała, ale bycie częścią historii, na których mi zależy, to prawdziwe błogosławieństwo. To zaszczyt być pracującym aktorem, ale brać udział w opowieściach, które szczerze cię obchodzą - to coś jeszcze większego. Więc będę dalej gonić za historiami, w których odnajduję cel i po prostu dalej być aktorem.