Arystokratka polskich ekranów
Anna Nehrebecka należy do grona wybitnych polskich aktorek. Mając niespełna 30 lat zdążyła już zabłysnąć w roli Anki w "Ziemi obiecanej", Podborskiej w "Doktorze Judymie", Celiny w "Nocach i dniach". Nie mogła narzekać na brak ciekawych i zróżnicowanych propozycji. Piękna aktorka z burzą blond włosów i niebieskimi oczami oczarowała nie tylko widzów, ale również wielu kolegów z branży.
Aktorka ma szlacheckie pochodzenie i często wcielała się w postacie z wyższych sfer. Gdy pod koniec lat 90. w TVP powstał pomysł stworzenia serialu o Złotopolskich, zaproponowano jej rolę Barbary, żony senatora Marka Złotopolskiego. Widzowie szybko pokochali jej bohaterkę. Niestety, po trzech latach musieli się z nią pożegnać.
"Złotopolscy": Co dzisiaj robi Anna Nehrebecka?
Pożegnanie ze Złotopolicami

Stało się tak, ponieważ aktorka wybrała miłość. Gdy jej mąż objął stanowisko przedstawiciela RP przy Unii Europejskiej, aktorka zdecydowała się wyjechać razem z nim do Brukseli. Małżonkowie wychowywali dwie nastoletnie córki i Nehrebecka nie chciała rozdzielać rodziny. "Uważałam, że powinniśmy być razem. Jako aktorka... poniosłam tego konsekwencje" - przyznała w jednym z wywiadów. Po latach wyszło na jaw, że jej pożegnanie z aktorstwem nie odbyło się w pozytywnej atmosferze. Początkowo mówiła, że żałuje jedynie formy, z jaką musiała się rozstać ze Złotopolicami.
Jej serialowa bohaterka zachorowała na raka, wyjechała za granice na leczenie i już nie wróciła do kraju. Została uśmiercona poza ekranem, a jej prochy rozsypano w rodzinnych stronach. Aktorka opowiedziała teraz o kulisach odejścia z serialu. "Nigdy o tym nie mówiłam, ale było to dla mnie przykre przeżycie. O tym, że produkcja zamierza zrezygnować z mojego wątku, dowiedziałam się tuż przed zdjęciami, od jednej z pań garderobianych" - wyznała w rozmowie z "Tele Tygodniem".
O losach swojej bohaterki dowiedziała się przez przypadek. "Moje zdumienie było tym większe, że kilka dni wcześniej zaproponowano mi kolejną serię i toczyliśmy dyskusje o perypetiach mojej bohaterki. Zależało mi, aby była wiarygodna, a sytuacje, które ją spotykają, układały się w logiczną całość. Najwidoczniej nie spodobało się to tym, którzy decydowali o losach serialowych bohaterów. Tego dnia na planie była jedynie asystentka asystentki, od której dowiedziałam się, że Basia wkrótce umrze, a jej prochy zostaną rozsypane na cztery wiatry" - dodała nie kryjąc rozgoryczenia.
Krzywdzące plotki i złe traktowanie
Co więcej dowiedziała się o krążących o niej krzywdzących plotkach. Anna Nehrebecka miała awanturować się z produkcją o większe pieniądze. Skonfrontowała się z osobami decyzyjnymi, co tylko pogorszyło sytuację. "Napisałam do szefostwa, że czuję się urażona, a od ludzi kultury oczekiwałabym odpowiedniego zachowania. Tydzień później dostałam bukiet kwiatów ze swoim nazwiskiem napisanym przez ‘ch’, a po mieście zaczęły krążyć jakieś legendy na temat mojej domniemanej chciwości. Doprawdy! Gaża nie jest najważniejszą rzeczą, jaką biorę pod uwagę w rozmowach zawodowych. To oczywiste! - podsumowała aktorka.

Gdy Barbara Złotopolska zniknęła z ekranów, widzowie nie kryli swojego rozczarowania. Aktorka zaczęła nowe życie w Brukseli. Jej córki ukończyły tam studia: starsza Agata - dziennikarstwo i nauki polityczne, Magda - wydział grafiki na Akademii Sztuk Pięknych w Brukseli. Anna Nehrebecka przez sześć lat wspierała męża w jego obowiązkach. Jako żona ambasadora była bezimienna - na zaproszeniach dla niej widniał napis "Madame Iwo Byczewski". Urządzała przyjęcia dla najważniejszych gości. Czasem ktoś zdradzał, że pani ambasadorowa jest w Polsce znaną aktorką, grała m.in. u Wajdy, Zanussiego.
"Złotopolscy": Ich romans śledziła cała Polska
Powrót do kraju
Po powrocie do kraju nikt nie czekał na nią z otwartymi ramionami. Propozycje nowych ról nie spływały już tak jak kiedyś. Aktorce trudno było się odnaleźć w nowej rzeczywistości. "Nie przypuszczałam, że te sześć lat nieobecności to taki kawał życia i historii" - mówiła. Pojawiała się w mniejszych rolach, ale nie żałowała swojej wcześniejszej decyzji. "Umieć odejść z aktorstwa świadomie jest rzeczą wspaniałą. Umieć odejść w odpowiednim momencie - nie wtedy, kiedy cię odrzucają, ale wtedy, kiedy cię wszyscy chcą i zostajesz w pamięci - jest wielką sztuką. Jeśli zaistniejesz naprawdę w sercach publiczności - mówiąc górnolotnie - to będziesz zawsze miał w nich swoje miejsce. Lepiej jest odejść i usłyszeć pytanie: Kiedy pani wróci? Tęsknimy, niż: O matko, znowu ona, dałaby spokój!" - przyznała w jednym z wywiadów.
Zamieniła aktorstwo na politykę

Częściej niż na deskach teatrów można ją było zobaczyć na scenie politycznej. "Mam charakter aktywistki" - mówi o sobie i dodaje, że z domu rodzinnego wyniosła potrzebę dbania o innych i o przestrzeń wokół siebie, więc gdy w 2010 roku zaproponowano jej, by kandydowała do rady Warszawy z ramienia Platformy Obywatelskiej, zgodziła się bez wahania. Już podczas swej pierwszej kadencji w roli radnej Anna Nehrebecka przekonała się, że status "ikony kina" wcale jej nie pomaga w walce o sprawy stolicy. "Wylało się na mnie sporo hejtu. Ktoś nawet mi nawymyślał, że "ideał sięgnął bruku". Ale jestem silna i mam grubą skórę" - żartowała.
Dlaczego zdecydowała się - zamiast walczyć o role - poświęcić polityce? "Bo nie mogę godzić się na to, co się dzieje! Z przerażeniem patrzę na obecną sytuację..." - twierdzi, ale pytana, czy w przyszłości zamierza ubiegać się o mandat posła czy senatora, zaprzecza, że ma to w planach. "Jestem blisko polityki, ale nie jestem politykiem. Jestem przede wszystkim obywatelem tego kraju. Ale nie mam ambicji, by zostać parlamentarzystką" - deklarowała.

Więcej o aktorkach i aktorach z kultowych seriali przeczytasz TUTAJ.









