Marek Siudym - poseł Biernacki i węglarz z "Misia"
Siudym urodził się 24 października 1948 roku w Łodzi. Od początku marzył o karierze artystycznej. Tuż po maturze chciał się dostać do Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Łodzi, ale nie został przyjęty ze względu na zbyt słabe wyniki na egzaminie dojrzałości. Po odbyciu zasadniczej służby wojskowej spróbował ponownie - tym razem zdawał jednak do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Egzaminy zdał wzorowo i już w 1974 roku odebrał dyplom.
Potem jego kariera potoczyła się już szybko. Zaczął grać w Teatrze Rozmaitości, spełniał się również w Kabarecie Olgi Lipińskiej. Widzowie z pewnością kojarzyć go mogą z kultowych ról w produkcjach komediowych. Siudym zagrał m.in. węglarza w "Misiu" Stanisława Barei, Władysława Biernackiego w "Złotopolskich", czy Stasia Bogackiego w sitcomach: "Lokatorzy" i "Sąsiedzi".
I choć kariera Marka Siudyma układała się dość harmonijnie, zupełnie inaczej było w jego życiu prywatnym. Liczne związki i burzliwe rozstania sprawiły, że do dziś musi mierzyć się z przykrymi konsekwencjami.
Kobiety puściły go w samych skarpetkach
Aktor w wielu wywiadach przyznawał, że przez całe życie stale był zakochany. Zaczęło się, gdy miał cztery lata i wszedł na gzyms kamienicy, bo podobała mu się koleżanka z piętra. Jako nastolatek zakochiwał się w kolejnych dziewczynach, często przypadkowo wypatrzonych.
Niektóre dziewczyny wypatrywałem z okna domu i potem chodziłem za nimi - opowiadał.
Aktor ma za sobą dwa małżeństwa i kilka nieudanych związków. W jednym z wywiadów zdradził, dlaczego tak trudno było mu się odnaleźć w długoletnich relacjach.
Jestem człowiekiem euforycznym. Zupełnie nie odnajduję się w letnich związkach. Nie chcę kogoś kochać, tylko chcę być w nim zakochany! - tłumaczył.

Pierwszą żonę - Krystynę Babirecką poznał podczas nauki jazdy konnej. Ona była wówczas trenerką pięcioboju nowoczesnego, on dopiero zaczynał przygodę z jeździectwem. W 1975 roku zostali rodzicami Agnieszki, a cztery lata później kupili dom w podwarszawskiej Falenicy, gdzie z powodzeniem prowadzili hodowlę koni i psów. Ich małżeństwo jednak nie przetrwało próby czasu i aktor po latach z jedną walizką opuścił wspaniałą posiadłość.
W 1996 roku Siudym poznał Joannę Sibilską - 20 lat młodszą instruktorkę w szkołach baletowych. Para zapałała do siebie ogromnym uczuciem i już rok później stanęli na ślubnym kobiercu. Krótko po ślubie na świat przyszedł ich syn - Tadeusz.
Marek i Joanna Siudymowie przez lata uchodzili za niezwykle zgodne małżeństwo. Aktor podporządkował się żonie i opanował swój impulsywny charakter. Jednak i ten związek po latach zaczął się rozpadać. Para ostatecznie rozstała się w 2013 roku i aktor po raz kolejny został z niczym.
W wywiadzie dla tygodnika "Świat&Ludzie" opowiedział o swoich małżeństwach, bolesnych rozstaniach i... 45 przeprowadzkach. Okazuje się, że za każdym razem, gdy jego związki z kobietami się rozpadały, to on brał odpowiedzialność za niepowodzenie - pakował się, zabierał tylko jedną walizkę i zostawiał partnerkom cały dobytek.
Ciągle zaczynałem od nowa, bo jak się rozstawałem, to zostawiałem wszystko moim partnerkom, żonom. Wychodziłem z jedną walizką i nie była to walizka z pieniędzmi. Dlatego dziś nie mam własnego mieszkania, a samochód - w leasingu - opowiadał.
Po bolesnych rozstaniach aktor postanowił skupić się na relacjach z synem i wnuczkiem. Niestety los znów mocno go doświadczył...
Marek Siudym stracił wnuka
Aktor często w wywiadach przyznawał, że przez karierę i natłok obowiązków bardzo zaniedbał relację z córką. Po latach, kiedy wpadła w poważne kłopoty, bez wahania zaopiekował się jej synem, a swoim wnuczkiem - Adamem.
Kiedy wydawało się, że nawiązał z chłopakiem silną więź i wszystko zaczęło się układać, wydarzyła się ogromna tragedia. Adam zmarł w wieku 21 lat, a Marek Siudym pogrążył się w rozpaczy. Przez długi czas nie mógł się pozbierać.
Moja córka Agnieszka miała burzliwe przejścia, ale zawsze starałem się jej pomagać, ratować z różnych tarapatów. Niestety, Adaś nie żyje. Miał w sobie radykalny bunt. Wydawało mi się, że wszystko jest dobrze. Zaraziłem go pasją do koni, pracował. Miał 21 lat. Choć minęło ponad pół roku od jego śmierci, trudno mi się z tej tragedii otrząsnąć, byłem z nim blisko. W tych trudnych chwilach bardzo mnie wspierał mój syn Tadeusz - opowiadał kilka lat temu w "Dobrym Tygodniu".
Obecnie Marek Siudym skupia się na umacnianiu relacji z synem. Zapewnia, że dogadują się świetnie i chętnie spędzają razem czas.









