Nigdy się nie poddawał
Eugeniusz Priwieziencew studia aktorskie ukończył w 1971 roku. Na ekranie zadebiutował już kilka lat wcześniej. Jak większość aktorów zaczynał od niewielkich epizodów. Pojawił się m.in. w "Stawce większej niż życie" oraz filmie telewizyjnym "Człowiek, który zdemoralizował Hadleyburg" na podstawie noweli Marka Twaina.
Z czasem zaczął grać większe role w popularnych produkcjach. Widzowie pokochali go za rolę Antoniego Pereszczaki, grabarza ze Złotopolic. Osoby z planu serialu wspominały go w samych superlatywach. Mówili, że aktor oddał swojej postaci całego siebie.
Często przerywaliśmy ujęcie, bo pękaliśmy ze śmiechu. To była genialna zabawa. Myślę, że wymiar mojej postaci zawdzięczam właśnie jemu
Jerzy Turek: Na ekranie bawił, w życiu prywatnym przeżywał dramat
Problemy na planie serialu

Priwieziencew nie mógł narzekać na brak pracy. Uwielbiał aktorstwo i nawet gdy choroba utrudniała mu funkcjonowanie, nie chciał zrezygnować z grania. Doprowadziło to do kilku przykrych incydentów. Kilka lat przed śmiercią na planie "Złotopolskich" aktora ugryzł kleszcz. Z czasem zaczął się coraz gorzej czuć. Okazało się, że ma boreliozę. Ciężka odmiana choroby może skutkować poważnymi zaburzeniami neurologicznymi. Tak się stało właśnie w przypadku aktora, który zaczął mieć problemy z poruszaniem się.
Przychodził na plan zataczając się. Niektórzy byli przekonani, że jest pijany. Sam nigdy nie ukrywał, że lubi wypić kilka kieliszków, ale zawsze wiedział kiedy przestać.
Wszyscy myślą, że ciągle jestem na bańce, bo plączą mi się nogi i chwieję się jak typowy pijaczyna. A ja cierpię...
"Złotopolscy": Dlaczego Anna Nehrebecka odeszła z serialu?
Śmierć przyszła niespodziewanie

Aktor początkowo nie mówił za dużo o swojej chorobie. W końcu zaczął opowiadać o niej w wywiadach. Był jedną z pierwszych publicznych osób, która przyznała się do cierpienia z powodu boreliozy. Na kilka miesięcy przed śmiercią przyznał, że nie przejmował się za bardzo pierwszymi objawami. Gdy w końcu poznał diagnozę, nie lekceważył już choroby. Regularnie stawiał się na badania i miał nadzieję, że uda mu się złagodzić jej objawy. Śmiał się nawet, że w życiu udało mu się wszystko, "a nawet to, że po zaliczenia syberyjskiego kleszcza nadal żyję". Jego słowa przypomniała we wspomnieniu o aktorze Grażyna Korzeniowska.
Jego śmierć przyszła nagle. Jeszcze kilka dni wcześniej zarażał przyjaciół dobrym humorem. Na początku lipca zaczął się źle czuć. Aktor stracił przytomność i został przewieziony do szpitala w Otwocku. Eugeniusz Priwieziencew zmarł 8 lipca 2005 roku.
Nikt się tego nie spodziewał. Umarł niespodziewanie. Jeszcze 1,5 tygodnia przed śmiercią na VI Festiwalu Dobrego Humoru dostał nagrodę. Przyjechał do Gdańska w dosyć dobrej formie. Mnie jest tak ciężko i przykro, że on umarł, bo takich ludzi już nie ma
ZOBACZ TEŻ: Joanna Opozda jest w ciąży!? "To już trzeci miesiąc". Ukochana Królikowskiego komentuje!






