Marieta Żukowska o serialu "Zdrada" i życiu we Włoszech
Aktorstwo to dla niej jedna wielka lekcja empatii. Role wybiera bardzo świadomie, pokazując na ekranie niezwykłą kobiecą siłę. W 2009 roku zachwyciła krytyków występem w "Nieruchomym poruszycielu" i od tamtej pory jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych aktorek w Polsce.
Marieta Żukowska rozwija się jednak nie tylko na tym polu. Jej miłość do Włoch sprawiła, że urządziła sobie tam "drugie życie". Co więcej, zauważona przez włoskich producentów zagrała w filmie "Limoni a Varsavia", a obecnie pracuje nad dwiema kolejnymi produkcjami. W ostatnim czasie wraz z siostrą założyła także markę Beetles, która łączy produkty ze świata mody, designu i biżuterii.
W Polsacie zadebiutował również jej nowy serial "Zdrada", w którym wciela się w postać Elizy. To właśnie z tej okazji łączymy się zdalnie (Marieta z Włoch, ja z Hiszpanii) i rozmawiamy o jej nowych ekscytujących projektach.
Mary Kosiarz, Interia Film: Wierzysz w przeznaczenie?
Marieta Żukowska: W życiu wierzyłam w różne rzeczy. I z czasem życie tę moją wiarę weryfikowało. Niemniej wierzę, że jest w nim pewien pierwiastek magii, na przykład jeśli chodzi o zakochanie. Choćby nawet najwięksi psychologowie przekonywali o tym, czy nasz partner do nas pasuje, ten pierwiastek magii i natury i tak zadziała samoistnie. Tak samo jest z życiem. Wydaje nam się, że mamy wpływ na różne rzeczy, że jesteśmy świadomymi osobami i umiemy zapanować nad swoimi emocjami. Ale później życie stawia przed nami takie wyzwanie, z którym na nowo musimy sobie poradzić i wyciągnąć z niego lekcję. Wróciłam właśnie z Pompejów, które mnie zachwyciły i Monte di Procida niedaleko ich. Mieszkańcy żyją tam w cieniu Wezuwiusza. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że tuż obok znajdują się Pola Flegrejskie, które są tak naprawdę jednym wielkim super wulkanem i w każdej chwili mogą eksplodować, powodując ogromną tragedię. To jest ciekawa przenośnia tego całego przeznaczenia. Przejmujemy się Wezuwiuszem, a to przecież nie on jest teraz najbardziej niebezpiecznym wulkanem. My cały czas balansujemy na cienkiej linii między tym, co jest nam przeznaczone. Trzeba czasem zagrać z tym przeznaczeniem w szachy, nie oddawać mu wszystkiego, bo jest tak wielkie i silne, że nie możemy na nie w żaden sposób zareagować. Całe życie będziemy z nim romansować.
Marieta Żukowska podbija włoskie kino
Wydaje mi się, że ten wulkan przeznaczenia wybuchł także w twoim życiu. Pytam o to, bo jakiś czas temu Krzysztof Zanussi polecił cię włoskiemu reżyserowi i stało się to katalizatorem do twojej przygody z włoskim kinem. Czujesz, że to nowy etap w twojej karierze?
Marieta Żukowska: Od zawsze byłam zakochana we Włoszech. Pytałam Bruno [Colellę - reżysera, red.], skąd się o mnie dowiedział i powiedział mi, że to Pan Krzysztof wspominał o mnie, z którym nigdy nie miałam kontaktu. To ciekawe, prawda? Widział podobno moje debiutanckie filmy, w tym "Nieruchomego poruszyciela". Co więcej, wieloletnia asystentka Andrzeja Wajdy, Kasia Skórska, która wykłada italianistykę w Polsce, była związana z Brunem i ona też pośredniczyła w tej sytuacji.
Włochy to podobno jedna z twoich największych życiowych miłości. Za co je kochasz?
Marieta Żukowska: Moja pierwsza samodzielna wycieczka jak miałam kilkanaście lat, to były właśnie Włochy i one otworzyły moje serce. Pierwszy raz leciałam samolotem do Rzymu, gdy studiowałam w szkole filmowej. Ten kraj jest w moim życiu od zawsze . Kocham Etrurię, kocham Toskanię, kocham Neapol, który jest skrzyżowaniem najdziwniejszych skrajności. Oglądając film "Bogini Partenope" Paolo Sorrentino, ludzie nie zdają sobie sprawy, że Partenope to główna ulica tego miasta i jest to jedna wielka przenośnia tego Neapolu i jego historii oraz mitologii - nimfy, która została odrzucona przez Odyseusza. Kocham Włochów też za ich… dobroduszność. Ot, prozaiczna sprawa: w małych włoskich miasteczkach są miejsca, z których można nabierać przepyszną wodę ze źródła, dla nas najlepszą na świecie. Wczoraj zabrakło mi szczotki do czyszczenia szklanych butelek, więc pojechałam do sklepu i spytałam o nią pana, który ten sklep prowadzi. Odpowiedział mi, że bardzo mnie przeprasza, bo nie ma tej szczotki, ale może od razu pójść do domu i pożyczyć mi swoją własną. Pierwszym odruchem jest wspólnota, pomoc społeczna, przynajmniej tutaj, w Toskanii. Moi sąsiedzi naprawdę mi pomagają i wszystkich nas to wzrusza. Myślę, że kocham ich też za wolność, radość z życia i uśmiech, za równowagę z naturą. Kiedy tu przyjeżdżam z szalonej Warszawy, uspokajam się. Chociaż jednocześnie nie mogę tego powiedzieć, bo moi włoscy przyjaciele filmowcy są też bardzo energetyczni, weseli, radośni. Kocham ich za to, że wcześniej się uśmiechną, niż powiedzą, że są z czegoś niezadowoleni. Nie wszyscy są oczywiście tacy sami: wśród naszych producentów jeden jest wyjątkowym optymistą, a drugi jego absolutnym przeciwieństwem. Natomiast łączą się, aby coś wspólnie osiągnąć. Pomogą, zanim powiedzą, że jest jakiś problem. Kocham ich za pogodę, jestem dzieckiem lata, więc uwielbiam spędzać tu te upalne miesiące. Pasuje mi tutaj wiele rzeczy.
Te wartości Włochów są dla ciebie osobiście najważniejsze w życiu? Co cenisz sobie w ludziach najbardziej?
Marieta Żukowska: Ja jestem raczej niespokojną duszą. Zamykam oczy i już wymyślam kolejny projekt. Na Polsacie właśnie debiutuje serial Zdrada, który sprawił nam wiele radości . Za chwilę zaczynam zdjęcia do kolejnego filmu we Włoszech. W tym momencie do włoskich kin wchodzi film "Limoni a Varsavia". Prowadzę wraz z siostrą Kasią markę Beetles, która była moim wielkim marzeniem, żeby znajdować dla ludzi najpiękniejsze rzeczy. Myślę, że to się zamyka w tym, żeby jako artysta i jako człowiek być dobrym dla innych. To jest dla mnie bardzo ważne. Kocham mój zawód ponad wszystko i uważam, że to najpiękniejszy zawód na świecie. Przydarzyło mi się dzięki niemu tyle wspaniałych przygód, tyle podróży, tyle spotkań z ludźmi, tyle niewiadomej i tyle zmian. Jeśli się coś kocha, to bierze się to z całym dobrodziejstwem inwentarza. Dokładnie ten system wartości staramy się przekazywać w Beetles. Gdy wybieramy jakieś kosmetyki, to są one w 100 proc. sprawdzone przez nas, mają międzynarodowe certyfikaty i są świetne w naszej ocenie. Projektujemy i tworzymy też biżuterię, o czym sama od zawsze marzyłam. Traktujemy naszych klientów z szacunkiem, tak jak sami chcielibyśmy być traktowani. Żeby w tej bylejakości życia, konsumpcjonizmie, znaleźć coś dobrego, sprawdzonego. To są moje wartości, będę się ich trzymać jak harcerka, bo wierzę, że one uratują świat. Wierzę, że sztuka uratuje świat. Wierzę, że bycie fair wobec siebie i wobec innych uratuje świat. Czyli wierzę w to, że jeżeli uśmiechnę się do kogoś, nie czekając na to, aż on pierwszy uśmiechnie się do mnie, to zaczynam w pewien sposób romans z przeznaczeniem. Bo daję mu pierwszą dobrą iskrę.
Zgadzam się z tą potrzebą empatii i dobroci, nie czekając na odzew. Czasem nawet taką dziecięcą naiwnością w świecie, w którym jesteśmy coraz bardziej przebodźcowani napływem różnych, często szkodliwych treści.
Marieta Żukowska: Ale wiesz co, ja wolę być naiwna. Bliskie mi osoby mówią mi właśnie o tej dziecięcej naiwności, ale ja głęboko wierzę, że w tym jest olbrzymia siła uratowania siebie w dzisiejszych czasach. Bo jest tyle złych bodźców, tak dużo możliwości dla młodych ludzi dotarcia do miejsc, które im nie służą. Myślę, że ta dziecięca naiwność jest najprostsza a jednocześnie bardzo silna .
Podsumujmy twoją włoską przygodę. Pracujesz teraz nad dwiema nowymi produkcjami. Możesz nam zdradzić o nich coś więcej?
Marieta Żukowska: Gram dwie skrajnie różne postaci. Jedna jest dla mnie dużą metamorfozą. Jeszcze nigdy nie grałam takiej roli. Pamiętam, że jak zaczynałam próby do spektaklu "Wstyd" w reżyserii Wojtka Malajkata, byłam przekonana, że obsadzi mnie w roli intelektualistki. Dał mi jednak szansę zderzenia się z czymś zupełnie innym, za co później byłam mu niezwykle wdzięczna. Podobnie jest teraz z Pamelą, w którą się wcielam. To jest dla mnie wielkie wyzwanie, bo jest tak bardzo inna niż ja, przykleja ludziom łatki, najpierw myśli co jest dla niej dobre a potem o reszcie świata . Takie role przychodzą po coś. Ja zawsze powtarzam, że aktorstwo to jest jedna wielka lekcja empatii i pokory. Jeżeli dostajesz role, które są skrajnie różne od ciebie, to musisz je pokochać. Nieważne, ile bym ich odegrała, i tak za każdym razem jestem na początku drogi i okazuje się, że to zdobyte wcześniej doświadczenie mogę wyrzucić do kosza. Jestem typem aktorki, która jedzie na maksa, i uważam, że tylko przy odrobinie ryzyka można osiągnąć coś mocnego.
W takim razie z Włoch przejdźmy do Polski, bo jak już wspomniałaś, w Polsacie debiutuje twój nowy serial "Zdrada". Twoja bohaterka Eliza przeżywa bardzo trudne chwile: jej związek przechodzi kryzys, łączą ją również skomplikowane relacje z ojcem. Czym twoim zdaniem ta historia zaskoczy polskich widzów?
Marieta Żukowska: Uważam, że ten serial jest świetnie napisany. Poznajemy bardzo silną rodzinę - jest Eliza, jest jej ojciec, wpływowy milioner, jest jej brat i mąż. Eliza nie chce brać od ojca żadnych pieniędzy, bo wie, że nie pochodzą one z uczciwych interesów, ale jednocześnie bardzo mocno go kocha. Oczywiście jest też kwestia romansu jej męża. To wszystko tworzy niesamowitą mieszankę wybuchową tajemnic ludzkich i zależności. Moja bohaterka jest do szpiku kości wierna sobie i dokonuje heroicznych czynów, biorąc na siebie ich konsekwencje. Ta nasza historia przypomina trochę tragedię grecką i nic tu nie jest czarno-białe. Każdy odcinek odkrywa przed widzami kolejne rodzinne tajemnice. Motywuje nas do zadania sobie pytań: jakie konsekwencje niesie zdrada? Ale jednocześnie: czy można oprzeć się zakochaniu, które spada na ciebie jak piorun? To są pytania, które zadajemy sobie dziś jako społeczeństwo, bo system wartości rodziny dynamicznie się zmienia. Myślę, że możemy się w tym serialu odbijać jak w lustrze. Siebie odnajdzie w nim zarówno osoba zdradzona, jak i osoba, która zdradziła, która widzi, z jak wielkim cierpieniem to się wiąże. To bardzo uniwersalna produkcja, która ma w sobie duży potencjał.
Twoja bohaterka jest matką, żoną, ale czasem zapomina w tym wszystkim o własnych potrzebach i pragnieniach. Z premedytacją wybierasz role, dzięki którym będziesz mogła przekazać coś kobietom?
Marieta Żukowska: Zawsze wybieram takie postaci, w których jestem w stanie odnaleźć takie wartości. Kilkukrotnie podziękowałam za role, które nie dałyby mi żadnego aktorskiego rozwoju. Eliza od razu wydała mi się świetną bohaterką. Ma w sobie dużą potrzebę kontroli, co bierze się oczywiście z deficytu, bo w jej domu nigdy nie było matki, wychowywał ją ojciec. Wymarzyła więc sobie, że stworzy idealną rodzinę. Ten stereotyp stał się jej marzeniem. To pragnienie ideału sprawia, że w jej życiu nie ma miejsca na danie dzieciom czy partnerowi wolności. Dopiero później zda sobie sprawę z tego, że popełniła dużo błędów, że dopadło ją przeznaczenie. Przejdzie pewną przemianę. W jednej ze scen, chyba najtrudniejszych dla mnie do zagrania, Eliza błaga swojego męża na kolanach, żeby do niej wrócił. Przypomniałam sobie scenę z "Pożegnania z Afryką", w której Meryl Streep klęka i prosi o pomoc dla swoich ludzi. Wtedy wydawało mi się to niesamowitym aktem odwagi. W przypadku Elizy był to straszny moment upodlenia, kiedy jej dom na glinianych nogach ulega rozpadowi. Sama nie wiem, czy bym się na to kiedykolwiek zdecydowała. My dziś jako kobiety rośniemy w siłę, dostałyśmy w końcu wiele rzeczy, które sobie wymarzyłyśmy, a ten moment jest aktem totalnej kruchości i nagości emocjonalnej przy pozornej wielkiej sile.
Faktycznie, dziś o kobiecości na ekranie i poza nim rozmawiamy znacznie częściej. Czym ona jest dla ciebie?
Marieta Żukowska: Dla mnie kobiecość to równowaga. To jest dla mnie bardzo ważne. Szacunek wobec samych siebie, jak i wobec mężczyzn. Wrócę tu jeszcze raz do Etrusków: oni zawsze wierzyli w siłę swoich partnerek. Kobiety w Etrurii mogły wyrażać swoje zdanie, a mężczyźni podążali za ich intuicją. Chciałabym, żeby ta równowaga między kobietami i mężczyznami była realna. Jako kobiety wiele już wywalczyłyśmy i walczymy cały czas. Wierzę, znowu trochę jak naiwne dziecko, że zachowamy tę swoją silną energię i pozwolimy mężczyznom zachować swoją.
Wiele razy mówiłaś też o tym, że w budowaniu bliskości z innymi, w tym z granymi przez ciebie postaciami, jest twoja relacja z córką. Myślałaś sobie o tym, czy chciałabyś, żeby ona też wkroczyła w ten aktorski świat?
Marieta Żukowska: Rolą rodzica jest stać za dzieckiem i wspierać go w jego wyborach, jednocześnie umiejętnie przedstawiając wartości, w które się wierzy. Dawać pewnego rodzaju siłę do pokonywania różnych rzeczy w życiu, pokazywać własny pogląd na świat, ale pozostawić tę wolność wyboru dziecku. To jest chyba najtrudniejsze pytanie. Dziecko musi być zaopiekowane. Moim zdaniem granicą dobra jest dobro drugiego człowieka. Jeśli jej nie przekraczamy, zachowujemy zdrowy balans.
Bardzo spodobało mi się zdanie, które kiedyś wypowiedziałaś, że świat pięknie się tobą zaopiekował. Co najpiękniejszego ci dał?
Marieta Żukowska: Moją córeczkę. Moją pracę, moją rodzinę. Naprawdę bardzo się mną zaopiekował. Jestem mu wdzięczna i teraz, jak sobie o tym myślę, to po prostu jestem szczęściarą.
A co dobrego teraz przed tobą artystycznie?
Marieta Żukowska: Dużo fascynujących, pięknych, ciekawych rzeczy. Tak jak wspominałam, kocham ten zawód ponad wszystko i każda kolejna rola powoduje uśmiech na mojej twarzy. Takiego uśmiechu życzę nam wszystkim.
---
Marieta Żukowska - polska aktorka filmowa, telewizyjna i teatralna. Doceniana za swoje wielowymiarowe role. Na swoim koncie ma 11 nagród teatralnych, zarówno na polskich, jak i międzynarodowych festiwalach oraz nominację do Polskiej Nagrody Filmowej Orzeł . Członkini Polskiej Akademii Filmowej. Mama 14-letniej Poli. Ikona stylu magazynu Elle. Właścicielka marki Beetles.










