"Wiedźmin": Praca w czasie pandemii nie była łatwa
Lauren Hissrich, showrunnerka produkcji, w niedawnym wywiadzie wyznała, że prace na planie "Wiedźmina" znacznie się przedłużyły. Było to spowodowane przez kolejne lockdowny.
Zamknęliśmy plan z powodu COVID-a po jakichś trzech tygodniach. Tak więc dopiero co zaczynaliśmy [kręcić] ten sezon. Trzy tygodnie akurat wystarczą, żeby złapać rytm – wszyscy dopiero uczą się siebie nawzajem, aktorzy znów przyzwyczajają się do pracy ze sobą nawzajem. Dopiero zaczęliśmy się rozkręcać, kiedy zamknęliśmy plan. Ta przerwa trwała ponad pięć miesięcy
Ostatecznie udało się zakończyć prace nad kontynuacją "Wiedźmina" i - jak zapewnia Hissrich - nie widać po niej, że była kręcona w tak niestabilnych czasach.
Nie jestem w stanie powiedzieć, co było najtrudniejsze. Wszystko było dość dużym wyzwaniem. Ale teraz, kiedy patrzę na ten sezon telewizji, nie widzę tam COVID-owego sezonu. Widzę, że skala wciąż jest wielka, wciąż jest tam dużo ludzi. Z naszej perspektywy chodziło o to, żeby serial wciąż miał taki rozmach, jakiego chcieliśmy – i potrzebowaliśmy – przy jednoczesnym zachowaniu bezpieczeństwa i przestrzeganiu środków ostrożności
Hissrich zdradziła też, że drugi sezon "Wiedźmina" był kręcony wyłącznie w Wielkiej Brytanii. Dla porównania, zdjęcia do pierwszego sezonu produkcji były kręcone w aż pięciu krajach.
To jedna z największych zmian – wyrzuciliśmy do kosza cały nasz harmonogram miejscówek i kręciliśmy wyłącznie w brytyjskich lokacjach
Zobacz też: Serialowe premiery tygodnia. Te seriale obejrzymy jeszcze przed świętami
"Wiedźmin": Co wydarzy się w 2. sezonie?
Przekonany, że Yennefer zginęła w bitwie o Wzgórze Sodden, Geralt z Rivii zabiera księżniczkę Cirillę w najbezpieczniejsze miejsce, jakie zna — dom jego dzieciństwa w Kaer Morhen.
Zobacz również:
Podczas gdy za jego murami królowie, elfy, ludzie i demony walczą o panowanie na Kontynencie, Geralt musi chronić dziewczynę przed czymś o wiele groźniejszym: tajemniczą mocą, jaką skrywa w sobie księżniczka.






