Jim Parsons od 2007 do 2019 roku wcielał się w postać Sheldona Coopera w serialu "Teoria wielkiego podrywu". Za kreację bohatera zgarnął wiele statuetek, w tym nagrodę Emmy i Złotego Globa. W 2018 roku Forbes oszacował jego roczną pensję na 26,5 miliona dolarów i nazwał go najlepiej opłacanym aktorem telewizyjnym na świecie.
Parsonsa można było oglądać również w takich produkcjach jak: "Ukryte działania", "Hollywood" czy "Podły, okrutny, zły". W 2022 roku wystąpił w filmie "Spoiler alert".
"Teoria wielkiego podrywu" była dla niego koszmarem
Serial komediowy "Teoria wielkiego podrywu" stał się światowym fenomenem. Historia grupy błyskotliwych naukowców, którzy znacznie lepiej radzili sobie z fizyką niż z relacjami międzyludzkimi, przez 12 sezonów przyciągała przed telewizory miliony widzów. W głównych rolach wystąpili Jim Parsons, Johnny Galecki, Kaley Cuoco, Kunal Nayyar i Simon Helberg.
Sukces produkcji przełożył się na rekordowe gaże. Od ósmego sezonu główni aktorzy otrzymywali po milion dolarów za odcinek. Taką samą stawkę wynegocjowały wcześniej gwiazdy "Przyjaciół", ale dopiero przy realizacji dziesiątego, finałowego sezonu.
Przed rozpoczęciem zdjęć do 12. sezonu Jim Parsons przeżył wyjątkowo trudny okres. Po latach wrócił do tamtych wydarzeń w podcaście "All Out with Jon Dean", przyznając, że ogromny sukces serialu miał swoją cenę.
Aktor wyznał, że wcielanie się w uwielbianego przez fanów Sheldona było dla niego znacznie większym obciążeniem, niż mogło się wydawać.
"Patrzę na to dziś z perspektywy i zdaję sobie sprawę, że nawet w niektórych z najlepszych momentów mojego życia byłem nieszczęśliwy. Nie byłem szczęśliwy. Byłem zestresowany" - powiedział.
"Sam doprowadziłem się do takiego stanu". Jim Parsons szczerze o sławie
Parsons przyznał, że ogromna popularność serialu i związana z nią presja miały na niego zły wpływ. Był przekonany, że sukces jest możliwy wyłącznie dzięki nieustannej pracy i całkowitemu podporządkowaniu jej swojego życia.
"Miałem poczucie, że muszę jednocześnie utrzymywać w powietrzu mnóstwo talerzy i że wszystko, co dobrego mnie spotyka, jest możliwe tylko dlatego, że pracuję ponad siły. Być może częściowo tak było, ale nie potrafię tego ocenić. Wtedy po prostu tak funkcjonowałem" - wyznał.
"Nie zrobiłbym tego ponownie za żadne pieniądze. To było stresujące i chwilami naprawdę przygnębiające. Sam doprowadziłem się do takiego stanu" - przyznał.
Zapytany, czy był to po prostu efekt etyki pracy, aktor odpowiedział, że problem sięgał znacznie głębiej.
"To było w gruncie rzeczy zachowanie obsesyjne. Owszem, byłem zdyscyplinowany i miałem dobrą etykę pracy, ale w dużej mierze wynikało to z czegoś, co miało wręcz charakter zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych" - wyjaśnił.
Jim Parsons powrócił później do roli Sheldona w spin-offie "Young Sheldon", gdzie pełnił funkcję narratora i pojawił się także na ekranie w finałowym odcinku wyemitowanym w 2024 roku.










