Po wydarzeniach z trzeciego sezonu Ted Lasso wraca do Richmond by poprowadzić kobiecą drugoligową drużynę piłkarską. Oznacza to, że znajdzie się w zupełnie nowej sytuacji i choć z najlepszymi przyjaciółmi u boku, będzie musiał stawić czoła wyzwaniom, jakich nigdy się nie spodziewał, oraz podwójnym standardom.
Do obsady czwartego sezonu dołączyło sporo nowych nazwisk. Z trzema aktorkami - Faye Marsay, Jude Mack i Abbie Hern - miałam okazję porozmawiać przed premierą serialu podczas konferencji z udziałem dziennikarzy z Kanady, Włoch, Brazylii, Nowej Zelandii, Peru, Polski.
Faye Marsay (Lizzie) zagrała w "Andorze", jednym z najważniejszych seriali ostatniej dekady. Wielbiciele prestiżowych, kultowych brytyjskich seriali mogli oglądać ją w uznanych tytułach na długo przed "Dojrzewaniem" Netfliksa. Marsay już wtedy dała się poznać jako wszechstronna i utalentowana aktorka - w jej filmografii znajdziemy "Białą królową", "Grę o tron", "Doktora Who", "Czarne lustro" (fenomenalny odcinek "Znienawidzeni") czy właśnie fantastyczne "Dojrzewanie".
Jude Mack (Boots) powoli rozwija swoją karierę filmową. Na koncie ma występy m.in. w filmie "Znowu w akcji" z Cameron Diaz i Jamiem Foxxem, epizod w "Mission: Impossible: The Final Reckoning", serialach "Cel numer jeden" i "Obserwowani". Abbie Hern (Gemma) znana jest publiczności z drugiej odsłony przygód Enoli Holmes oraz serialu fantasy "Moja Lady Jane", adaptacji bestsellerowej powieści pod tym samym tytułem.
Poniżej prezentuję zapis konferencji.
W jaki sposób nowy sezon "Teda Lasso" promuje kobiecy sport?
Faye Marsay: "Ted Lasso" jest świetnym serialem, rzucającym światło na problemy kobiecego sportu i tego, jak lepiej pokazać go szerokiej publice. Pozwala zobaczyć, jak dużym zainteresowaniem cieszy się kobieca piłka nożna. Sądzę, że prezentujemy to w subtelny i pełen wdzięku sposób. Nie próbujemy nikomu niczego narzucać na siłę, raczej pokazujemy, z jakimi wyzwaniami mierzą się zawodniczki, jak łączenie macierzyństwa z karierą sportową, czy też problem z równością płac. Poruszamy właściwie wszystkie te tematy.
Abbie Hern: I nie przesadzamy. To są historie oparte na prawdziwym życiu.
Jude Mack: Nie unikamy trudnych tematów, ale robimy to z dużym poczuciem humoru.
Jak kobieca piłka nożna, zaprezentowana w serialu fabularnym, pomoże zdekonstruować stereotypy, jakie przypisuje się do ról kobiecych w Hollywood?
Jude Mack: W dużej mierze w serialu mamy przyzwolenie na bycie naprawdę agresywnymi, aroganckimi, nieokiełznanymi i głośnymi kobietami. Dodatkowo nikt od nas nie wymaga bycia ładną, co w tym kontekście jest dla mnie czymś nowym.
Faye Marsay: Kobiety często przedstawia się jako osoby, które kłócą się ze sobą i wzajemnie sobie szkodzą. A przecież wszyscy wiemy, jak wspaniale jest przebywać w gronie kobiet, gdzie sytuacja wygląda zupełnie inaczej - kiedy wzajemnie się wspieramy i sobie kibicujemy.
Kobiecy punkt widzenia nie tylko rozszerza świat, ale także zmienia punkt widzenia. Co najbardziej zaintrygowało was w opowiedzeniu historii o tym sporcie poprzez wasze bohaterki?
Faye Marsay: Przedstawiamy wiele różnych osobowości i sytuacji. O mojej bohaterce mogę powiedzieć, że jest matką, która próbuje pogodzić macierzyństwo oraz opiekę nad dziećmi z chęcią bycia nieco bardziej egoistyczną. Chce zrealizować marzenie, za którym być może podążyłaby wcześniej, gdyby nie miała dzieci. To pewien rodzaj konfliktu. Kiedy jest właściwy moment? Czy da się być na szczycie, osiągać sukcesy jako sportowiec i jednocześnie być taką matką, jaką chce się być.
Abbie Hern: Obecnie w Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych również, kobieca piłka nożna przeżywa swój wielki moment. Mają szansę, żeby zaistnieć jako gwiazdy i stać się ważnymi postaciami nie tylko w świecie sportu, ale i w szerszym kontekście. Możliwość pokazania tego na ekranie, to dla mnie spełnienie marzeń.
Faye Marsay: Uważam, że istotne jest również to, iż normalizujemy to, co normalne. Kobiety są obecne w sporcie, i to na najwyższym poziomie, w takim samym stopniu jak mężczyźni. Normalizujemy zjawisko, które istniało od zawsze. Trzeba mu tylko dać większą widoczność.

Przy pracy nad serialem zmierzyłyście się z dwoma wyzwaniami - aktorskim i sportowym. Który z nich był trudniejszy i jak przygotowywałyście się do waszych ról?
Faye Marsay: W tej chwili jestem chyba lepszą piłkarką, niż aktorką. Świetnie bawiłam się na planie, ponieważ już jako dziecko grałam w piłkę nożną. W serialu mogłam zrealizować swoje marzenia z dzieciństwa o graniu w półprofesjonalnej drużynie kobiecej. Aktorstwo jest trudne, jestem przerażona za każdym razem, kiedy wchodzę na plan. Grając w piłkę czułam się jak dziesięciolatka biegająca po boisku.
Jude Mack: Jako dzieciak trochę grałam w piłkę, ale nigdy nie stałam na bramce. Nauczenie się, jak przyjąć piłkę lecącą z dużą prędkością bez mrugnięcia okiem i jak rzucać się na ziemię było dla mnie chyba trudniejsze niż rzucenie od czasu do czasu błyskotliwej kwestii.
"Ted Lasso" zawsze inspirował widzów do zastanowienia się nad sytuacją społeczeństwa, a czwarty sezon przygląda się podwójnym standardom w sporcie. Faye, co czujesz, wiedząc, że serial może rozpocząć szerszą dyskusję nad wyzwaniami w kobiecej piłce nożnej.
Faye Marsay: To najwyższa pora. Wydaje mi się, że dyskusje na ten temat toczą się już od dłuższego czasu. Porównując ją do czasu, kiedy grałam, to teraz sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Dyskusje, które prowadzimy są bardzo ważne. W przypadku serialu tej klasy i dzięki jego podejściu, sposób, w jakim przekazujemy ten przekaz jest pełen nadziei oraz współczucia. Pozwoli to widzom podjąć dyskusję, w której czują się jakby narzucano im określoną opinię. Ludzie często się obrażają, kiedy próbuje się im dyktować sposób myślenia.
Jak zintegrowałyście się jako zespół? Na jakie pomysły wpadłyście, aby nawiązać jako obsada dobry kontakt?
Jude Mack: Nie dogadywałyśmy się, nienawidzimy się nawzajem. Nie, no. Nie musiałyśmy się za bardzo starać. Spotkałyśmy się na obozie treningowym i zaiskrzyło między nami już pierwszego dnia, co wydaje mi się rzadkością. Fakt, że wszystkie się dogadałyśmy. Od tego wszystko się zaczęło... potem zorganizowałyśmy wieczory karaoke.
Faye Marsay: Grałyśmy w "Zdrajców", co zainicjowała Abby. Jakoś przez tydzień, podczas zdjęć nocnych to nas pochłonęło i ukazało jasne, ciemne strony. Ludzie płakali, bardzo się denerwowali i zgraliśmy się. Znalazłyśmy sposoby na to, żeby się dobrze bawić.
Abbie Hern: "Zdrajcy" przynieśli mi wiele radości. One oczywiście były zdrajczyniami i zamordowały mnie od razu. Kiedyś się na nich odegram.

Wielokrotnie wspominałyście, m.in. w mediach społecznościowych, że uwielbiacie piłkę nożną. Co ten sport znaczy dla was osobiście?
Faye Marsay: Piłka nożna, to gra, która łączy ludzi, wystarczy spojrzeć na mistrzostwa świata. Podoba mi się sposób, w jaki się w nią gra; jej schematy. Lubię taktykę i obserwowanie zawodników takich jak Messi. Oni mają to we krwi, nie da się tak naprawdę tego wszystkiego nauczyć. To sport, który zawsze towarzyszył mi w rodzinnym gronie; jest dla mnie w pewien sposób osobisty. To czas spędzony na oglądaniu meczów z tatą i bratem.
Abbie Hern: To jakiś sposób ucieczki ale również poczucie wspólnoty z innymi ludźmi. Jest wiele osób, dla których proces socjalizacji jest dość trudny. Ale możesz pojechać gdziekolwiek i każdy wie, czym jest piłka nożna. To uniwersalny język.
Co osoby na waszej pozycji mogą zrobić, aby uświadomić ludziom kwestie dotyczące wzorców do naśladowania, problemów i potrzeb kobiet w sporcie?
Faye Marsay: Sądzę, że musimy zająć się sprawą różnic w wynagrodzeniach, zapewnić równe warunki oraz dostęp do szkoleń. Z drugiej strony zależy nam, by po prostu uznać pewne rzeczy za normę. Sport kobiecy jest równie wartościowy i wspaniały jak męski. Nikomu nie trzeba niczego narzucać na siłę, ale wystarczy pokazać to, co już istnieje i co jest naprawdę niesamowite, a właśnie tak wygląda obecnie kobieca piłka nożna oraz kobiecy sport.
Jude Mack: Serial pięknie ukazuje, że to tak naprawdę nie obowiązek zawodniczek. To praca wszystkich Tedów Lasso i Higginsów, którzy wszystko organizują i mają pieniądze na inwestycje. Zawodniczki powinny skupiać się na sporcie. To trochę szalone, że oprócz tego wymaga się od nich mnóstwa rzeczy, za które nie odpowiadają.
Jak wyglądała współpraca z Jasonem, Hannah i resztą obsady, która zna się już od dobrych paru lat?
Abbie Hern: Był mały stres, ale nowy zespół spotkał się wcześniej, zanim poznałyśmy resztę. Weszłyśmy do serialu razem, więc było nas więcej niż ich. Przyjęli nas naprawdę ciepło.
Jude Mack: To było szalone, trochę dziwne uczucie. Wchodzisz na plan, gdzie wszyscy są już w kostiumach, już grają swoją rolę, więc ten pierwszy dzień jest dziwny, bo czujesz się, jakbyś musiała jako ty rozmawiać z tymi postaciami.

Za co uwielbiacie serial "Ted Lasso?".
Faye Marsay: Uwielbiam w tym serialu to, że opowiada o outsiderach, którzy muszą walczyć o wygraną. Opowiada o nadziei. Możesz oglądać "Teda Lasso" i przez chwilę czuć smutek ze względu na to w jakiej sytuacji znajduje się bohater, aby po chwili znaleźć się w miejscu, gdzie warto się starać oraz mieć nadzieję. Chcę być częścią serialu, który ma takie przesłanie w świecie, który potrafi być pełen zawiłości.
Abbie Hern: "Ted Lasso" pozwala czuć się bezpiecznie, być wrażliwym, mieć chwile słabości i śmiać się w tej samej chwili. Ukazuje, że wszystkie te uczucia są akceptowalne i wszyscy je odczuwamy.
Już trochę o tym rozmawialiśmy, ale Faye właśnie wspomniała o nadziei oraz optymizmie, którego w dzisiejszych czasach jest coraz mniej. Jakie znaczenie ma "Ted Lasso" w tym kontekście?
Faye Marsay: Nadzieja jest wyborem, którego możemy dokonać i ma wymierną korzyść. Cynizm czasami bywa użyteczny, ale nie jest jakąś aktywującą siłą. Niczego nie popchnie do przodu.
Zobacz też: Najciekawszy aktor współczesnego kina. Nie można łgać w imię wyższego dobra










