Sympatyczny trener wąsacz powrócił, choć wielu fanów emocjonalnie zdążyło się już dawno z nim pożegnać. Na Apple TV wylądował czwarty sezon "Teda Lasso". Trzecia odsłona miała być ostatnią, jednak zdecydowano się zaserwować widzom jeszcze jedną historię ze świata piłki nożnej, tym razem z kobiecą drużyną na pierwszym planie.
O czym jest czwarty sezon "Teda Lasso"?
"Ted Lasso" to przykład serialu, do którego trudno przekonać osoby niezaznajomione z fabułą. Ale jak to historia o piłce nożnej? I że jeszcze ciekawa? I wzruszająca? To niemożliwe!
A jednak. Jeśli już ktoś zdecyduje się sięgnąć po pierwszy odcinek, raczej prędzej czy później dochodzi do wniosku, że podjął dobrą decyzję. "Ted Lasso" to jeden z najcieplejszych współczesnych seriali. To historia, w której piłka nożna jest jedynie pretekstem do przedstawienia całego spektrum relacji międzyludzkich. A w samym środku jest główny bohater. Amerykanin Ted z charakterystycznym wąsem. Jego szczery entuzjazm początkowo odbija się od ściany brytyjskiej, chłodnej bezpośredniości, a z czasem staje się siłą każdej relacji i realnie wpływa na zachowania bohaterów. Ze wzajemnością, bo przecież Ted również nauczył się czegoś o samym sobie poprzez relacje z członkami zespołu AFC Richmond.
I tak dotarliśmy do czwartego sezonu. Ted Lasso (Jason Sudeikis) wrócił do Stanów Zjednoczonych. Rzucił piłkę nożną na dobre i podjął się przyziemnej pracy w supermarkecie. Niespodziewanie odwiedzają go starzy znajomi z Londynu: Rebecca (Hannah Waddingham), Keeley (Juno Temple) oraz Leslie (Jeremy Swift). Podczas uroczego obiadu w iście amerykańskim stylu proponują Tedowi powrót do Wielkiej Brytanii i poprowadzenie żeńskiej drużyny AFC Richmond.
Powtórka z rozrywki
Już w pierwszym odcinku twórcy przypominają nam, za co pokochaliśmy serial. Za niesamowity klimat oraz zderzenie nieco naiwnego amerykańskiego optymizmu z osobliwym brytyjskim poczuciem humoru. Nową postacią, która wysuwa się na pierwszy plan, jest trenerka Alice Chilton, grana przez Tanyę Reynolds. Uśmiech to słowo obce w jej słowniku. Postać ta jest raczej powściągliwa w emocjach i trudno zdobyć jej zaufanie. Początkowo chce zrezygnować ze stanowiska, jednak dobrze zapowiadająca się współpraca z nad wyraz pozytywnie nastawionym Tedem przekonuje ją, by zostać.
Drugi i trzeci odcinek utrzymane są w podobnej narracji. Mniej więcej od czwartego epizodu można dostrzec, że na samej nostalgii trudno zbudować angażujący 10-odcinkowy serial. Dość szybko podczas seansu pojawia się uczucie wtórności. Gdzieś już widzieliśmy podobny scenariusz, ale w męskiej szatni.

W drużynie żeńskiej mamy sporo nowych bohaterek, ale żadna nie wysuwa się na pierwszy plan. Niestety, po obejrzeniu pięciu odcinków nie pamiętam nawet ich imion. Większość jest napisana w podobny sposób, ma określone cechy, takie jak ogromny duch walki (i niewiele poza tym), a my nie poznajemy ich od innej strony niż ta na boisku. W jednym z odcinków skupiono się na siostrzeństwie. Dziewczyny stają w swojej obronie podczas quizu w barze, dochodzi do bójki i trafiają do aresztu. Jedna za wszystkich, wszystkie za jedną. To miły obrazek, ale niedopracowany i pozbawiony większej głębi.
Na drugim planie rozgrywają się wątki miłosne. Rozterki Rebeki dotyczące gorącej i intensywnej, lecz prowadzonej na odległość relacji z pilotem. Oraz powrót uczuć między Keeley i Royem (Brett Goldstein). To dobre uzupełnienie głównego wątku i właściwie jestem najbardziej ciekawa rozwinięcia ich historii.

Zabrakło mi w tym wszystkim wątków z życia rodzinnego Teda. Wrócił do Londynu ze swoim synem i byłą żoną, ale w pewnym momencie fabuła o nich zapomina. Poza tym decyzja o ponownej przeprowadzce przyszła im zaskakująco łatwo.
Przyjemny sezon, ale czegoś zabrakło
Niedociągnięcia fabularne nie sprawiają jednak, że porzucę ten sezon na dobre. Z ciekawością obejrzę kolejne odcinki ze względu na bohaterów, z którymi związałam się od pierwszego sezonu. Po cichu liczę, że twórcy bardziej przybliżą nam sylwetki zawodniczek drużyny.











