Gdy "Ród smoka" trafił na ekrany w 2022 roku, fani twórczości George'a R.R. Martina z entuzjazmem zasiedli przed telewizorami. Po kontrowersyjnym zakończeniu "Gry o tron" widzowie potrzebowali nowej historii, która ponownie wciągnie ich bez reszty, dostarczając odpowiednią dawkę politycznych intryg oraz brutalnych starć. Serial, będący adaptacją powieści "Ogień i krew", przenosi nas 200 lat przed wydarzenia znane z oryginalnej produkcji.
Fani na całym świecie z niecierpliwością wyczekiwali premiery nowego sezonu - i wreszcie nadszedł ten dzień! 22 czerwca 2026 roku na ekrany trafił pierwszy odcinek trzeciej odsłony serialu. Miałam okazję obejrzeć przedpremierowo także trzy kolejne epizody. Sprawdźmy zatem, co dzieje się w Westeros i kto ostatecznie zasiądzie na tronie.
"Ród smoka": w końcu dzieje się!
W trzecim sezonie akcja wyraźnie przyspiesza. Wreszcie doczekaliśmy się bitwy, na którą widzowie czekali przez dwa poprzednie sezony. Rhaenyra jest zdeterminowana, by sięgnąć po koronę i raz na zawsze uciąć wszelkie wątpliwości dotyczące sukcesji. Najnowsza odsłona dostarcza fanom tego, na co czekali: krew płynie strumieniami, zapadają wiążące decyzje, a ekran wypełnia dynamika, której momentami brakowało wcześniej.
Sezon zaczyna się z ogromnym przytupem - twórcy zaserwowali nam sceny, które pierwotnie miały być zwieńczeniem drugiej serii. Jak zauważyła Olivia Cooke:
"Pierwsze dwa odcinki miały być w zasadzie naszym finałem. Można więc sobie wyobrazić, jak to jest wejść w sezon z taką energią. Jest on większy i bardziej zaciekły niż kiedykolwiek wcześniej".
Trudno się z tym nie zgodzić - tempo nie zwalnia, a nawet pozornie spokojniejsze sekwencje dialogowe są prowadzone z wyczuciem, przykuwając uwagę widza.
Pierwszy odcinek serwuje emocjonującą bitwę morską, w której życie bohaterów wisi na włosku. W trzecim sezonie coraz uważniej przyglądamy się ewolucji postaci - od Rhaenyry, która osuwa się w paranoję, po Aegona II, tułacza incognito przemierzającego kraj. Co istotne, cztery pierwsze odcinki wyraźnie pokazują, że w tym konflikcie nie ma podziału na "dobrych" i "złych". Zarówno "Czarni", jak i "Zieloni" mają swoje za uszami, przez co coraz trudniej jest opowiedzieć się po którejkolwiek ze stron.
Sezon trzeci wprowadza również plejadę nowych postaci. Na wyróżnienie zasługuje James Norton w roli Ormunda Hightowera, który postrzega smoki jako szkodniki, wymagające wytępienia. Same smoki stają się w tej odsłonie symbolem niebezpiecznych ambicji i zachłanności - dowodem na złudne przekonanie o możliwości podporządkowania sobie natury.
Trudno polemizować z innymi recenzentami: ten sezon ma szansę stać się jednym z najlepszych w historii uniwersum. Jest mrocznie, intrygująco i przede wszystkim emocjonująco. Na każdym kroku czujemy wysoką stawkę toczącej się gry. Miejmy nadzieję, że druga połowa sezonu utrzyma ten poziom i sprosta poprzeczce, która została zawieszona naprawdę wysoko.
7/10










