Czy to możliwe, aby 500-letnia metalowa proteza ręki była działającym automatycznym urządzeniem?
W jednej z gablot w niemieckim zamku Jagsthausen można znaleźć coś naprawdę niezwykłego - przedmiot, który na pierwszy rzut oka wygląda jak metalowa rękawica, ale jest prawdziwym cudem techniki.
Nowoczesne technologie obrazowania pozwoliły naukowcom zobaczyć, że ten 500-letni artefakt jest w rzeczywistości wyrafinowanym automatycznym ramieniem, wewnątrz którego znajduje się skomplikowana mechaniczna konstrukcja z gwoździ i sprężyn. Jego niegdysiejszy właściciel chwalił się, że dzięki niemu może władać mieczem. Ale czy mówił prawdę?
Götz Berlichingen (urodzony w 1480 roku) był średniowiecznym rycerzem, któremu kula armatnia urwała prawą rękę. Protezy w tamtych czasach nie były zbyt rozpowszechnione, a zamiast haka, Götz chciał mieć sprawną, metalową rękę.
Technologia 3D pozwoliła na rekonstrukcję mechanizmu automatycznej kończyny - dzięki umieszczonemu wewnątrz systemowi zapadkowo-zatrzaskowemu palce mechanicznej dłoni zaciskały się jak kajdanki, a chwyt można było zwolnić naciskając przycisk. Götz mówił więc prawdę: posiadał sprawną metalową rękę, której konstrukcja wyprzedzała swoją epokę.

Czy to możliwe, że ważąca prawie pół tony bomba z okresu II wojny światowej była sterowana przez gołębie?
W Narodowym Muzeum Historii Amerykańskiej w Waszyngtonie można znaleźć korpus bomby z czasów II wojny światowej. Z przodu znajdują się malutkie okienka dla malutkich pilotów. Ta bomba była sterowana przez... gołębie. Jak to możliwe? Dzięki technice 3D udało się zrekonstruować również i ten mechanizm.
Tylko jeden procent wszystkich bomb zrzuconych w czasie II wojny światowej trafił w cel. Uznano, że trzeba zwiększyć tę liczbę. Naukowcy zaczęli pracować nad precyzyjnie naprowadzanymi bombami lotniczymi i podczas gdy Niemcy eksperymentowali z rozwiązaniami opartymi na radiu, Amerykanie zaczęli pracować nad czymś znacznie bardziej surrealistycznym - pociskiem kierowanym przez... gołębie.

Wiadomo, że ptaki te posiadają niesamowity instynkt samonaprowadzania, który pomaga im wrócić do domu, a ponadto są łatwe w tresurze. System działał w następujący sposób: ptak znajdujący się z przodu bomby miał przed sobą ekran, na którym widać było cel.
Gołąb był szkolony, by dziobać dokładnie w ten punkt ekranu, do którego chce dolecieć, tak aby system naprowadzania mógł namierzyć cel. Każda bomba miała trzy gołębie, tak dla pewności - nawet dzisiejsze nowoczesne systemy lotnicze stosują tę samą metodę. Tylko teraz nie korzysta się z pomocy ptaków, ale z trzech oddzielnych systemów nawigacyjnych po to, aby w przypadku pojawienia się problemów w jednym z nich, samolot nie był zagrożony.
Czy to możliwe, że na ścianie świątyni sprzed trzech tysięcy lat wyryty jest helikopter? W odległości około 400 kilometrów od Kairu znajdują się ruiny świątyni, która została zbudowana trzy tysiące lat temu. Świątynia wzniesiona była ku czci Ozyrysa, a na jednej z jej ścian wyryty jest wizerunek obiektu, który bez wątpienia przypomina helikopter - z wirnikami, zgrabną sylwetką i ogonem. Co więcej, nie jest to odosobniony przypadek: 90 kilometrów dalej, w świątyni Hathor w Denderze, na ścianie widnieje obraz przypominający żarówkę.
Oba hieroglify podsyciły szalone teorie dotyczące kosmitów i podróży w czasie, ale eksperci są przekonani, że wyjaśnienie jest o wiele bardziej prozaiczne. Starożytni Egipcjanie nie byli bowiem w stanie skonstruować ani helikopterów, ani żarówek, ponieważ brakowało im zarówno potrzebnej wiedzy dotyczącej aerodynamiki, jak i umiejętności dmuchania szkła, nie wspominając już o poważnym braku energii elektrycznej.

Współczesna technika obrazowania przyniosła rozczarowująco banalne rozwiązanie zagadki helikoptera - glify zostały zamówione przez Setiego I, ale tę ścianę kazał ponownie otynkować i pomalować jego syn, Ramzes II. Ta warstwa tynku później odpadła, więc helikopter to tak naprawdę hieroglify umieszczone jeden na drugim. Podobnie wytłumaczono powstanie tajemniczej żarówki - jest ona tylko symbolem religijnym. Jej żarnik ma być wężem, a to, co mogłoby być postrzegane jako szklana bańka, jest tak naprawdę przedstawieniem kopuły nieba.
Nowoczesne technologie potrafią czasem udzielić nam najprostszej odpowiedzi na najbardziej szalone teorie i zawiłe zagadki.
Mierzący około pięć centymetrów sześcian, który miał pomóc wygrać Hitlerowi wojnę, urządzenie meteorologiczne potrafiące przewidzieć pogodę za pomocą pijawek wysysających krew, a może krzycząca mumia? W programie "Najdziwniejsze przedmioty" na kanale Polsat Viasat History wszystko jest możliwe, ale też na wszystkie, nawet najdziwniejsze pytania znajdą się odpowiedzi. Premiera 19 kwietnia o 20:00, emisja kolejnych odcinków od poniedziałku do piątku o 20:00.






