Scena w "Pierwszej miłości" wyglądała jak prawdziwa rozprawa
W 4247. odcinku Kinga i Janek spotykają się w sądzie. Ich relacja od dłuższego czasu przechodzi trudny moment, dlatego scena miała dla historii bohaterów szczególne znaczenie.
Maciej Mikołajczyk zdradził, że już samo wejście na plan pozwoliło mu mocniej poczuć atmosferę sytuacji.
"Scenograficznie wyglądało to tak dobrze, że rzeczywiście stwarzało poczucie, że się jest w sądzie" - mówił w rozmowie z Polsat.pl.
To wystarczyło, by aktor przestał traktować nagranie jak kolejną scenę do odegrania. Realistyczne otoczenie sprawiło, że zaczął zastanawiać się nad tym, co podobne sytuacje oznaczają poza serialem.
Maciej Mikołajczyk przyznał: "Towarzyszyło mi znacznie więcej emocji"
Aktor nie ukrywał, że nagrania poruszyły go bardziej niż zwykle.
"Podczas nagrywania sceny rozwodu towarzyszyło mi znacznie więcej emocji niż zazwyczaj. Mocno uderzyło mnie to, że ludzie dochodzą do tak kryzysowego momentu w życiu, w którym naprawdę stają przed sądem. I co wtedy?" - mówił.
Jak przyznał, zaczął zastanawiać się także nad tym, czy w takim momencie uczucie rzeczywiście wygasa, czy może para znajduje się jedynie w głębokim kryzysie.
To właśnie ten element sprawił, że serialowa scena zaczęła dla niego znaczyć coś więcej niż tylko zapisany w scenariuszu dialog.
Co wydarzy się między Kingą i Jankiem?
Twórcy "Pierwszej miłości" nie zamierzają jednak podawać widzom wszystkiego na tacy. Mikołajczyk zasugerował, że przebieg rozprawy może nie być tak oczywisty, jak mogłoby się wydawać.
"Widzowie mogą być zaskoczeni, więc polecam serdecznie, oglądajcie" - zapowiedział.
Dla fanów Kingi i Janka oznacza to jedno: scena, która tak mocno zadziałała na samego aktora, może okazać się również jednym z ważniejszych momentów ich serialowej historii.










