W perspektywie jest remont budynku, a recital stwarza okazję do podreperowania parafialnego budżetu. Niestety, muzyczna próba przeradza się w pełen hałasu i nonszalancji popis. W ostudzeniu zapędów muzyków pomaga Mateuszowi Pączek, który wkracza do kościoła by wyłączyć korki. Słuchać już tylko śpiew Marcina Brandta a capella. Głos muzyka przeradza się w złowróżbny krzyk i wkrótce zostaje on znaleziony martwy na kościelnej posadzce. Oględziny zwłok wskazują na morderstwo tępym narzędziem. W kręgu podejrzanych nagle znajduje się sam Pączek. Ale to nie koniec jego problemów. Do Sandomierza przybywa przyjaciółka Pączka z czasów, kiedy w przestępczym światku nosił wiele mówiącą ksywę "Amok".






