Polskie kreskówki mają po kilkadziesiąt lat, ale ich bohaterowie ani myślą przechodzić na emeryturę. Bolek i Lolek, Reksio, Miś Uszatek, Koziołek Matołek czy Pomysłowy Dobromir nadal budzą sentyment dorosłych i zdobywają sympatię kolejnych pokoleń dzieci. Nie wszyscy wiedzą jednak, że za ich powstaniem kryją się niezwykłe historie. Czasem wystarczyło obserwować własne dzieci, ukochanego psa albo wieczorem opowiedzieć córce bajkę.
Bolek i Lolek naprawdę istnieli. Twórca podpatrywał własnych synów
Historia najsłynniejszych chłopców polskiej animacji zaczęła się... w domu Władysława Nehrebeckiego. Inspiracją byli jego dwaj synowie - Jan i Roman, których psikusy, przepychanki i zabawy stały się gotowym materiałem na scenariusze.
"Byliśmy bardzo żywotnym rodzeństwem, czasem skonfliktowanym ze sobą, bo różniliśmy się nie tylko wiekiem, ale i charakterem. Tata nas obserwował. Niektóre sytuacje znalazły się na ekranie" - wspominał po latach Roman Nehrebecki.
Co ciekawe, początkowo to Bolek miał być niższy od Lolka. Rada artystyczna Studia Filmów Rysunkowych przegłosowała jednak zmianę i ostatecznie zamieniono ich wygląd. Nawet imiona nie były przypadkowe - pochodziły z przedwojennego filmu "Bolek i Lolek" z Adolfem Dymszą, którego Nehrebecki uwielbiał.
Reksio narodził się z buntu. Jego twórca nie chciał pokazywać dzieci z bronią
Lechosław Marszałek początkowo współtworzył przygody Bolka i Lolka, ale zrezygnował z pracy nad serialem, gdy pojawił się pomysł odcinków o pobycie chłopców na Dzikim Zachodzie.
"Nie chciał tworzyć filmów, w których dzieci bawią się bronią. Wtedy wymyślił pierwszy scenariusz z Reksiem" - wspominała jego żona Halina Filek-Marszałek.
Inspiracji dla bohatera swojej nowej kreskówki Marszałek nie musiał szukać daleko. Pierwowzorem Reksia była jego ukochana suczka Trola - szorstkowłosy foksterier.
Pomysłowy Dobromir miał słynnego "ojca". Był nim Adam Słodowy
Pomysłowy chłopiec, któremu genialne rozwiązania wpadały do głowy w najmniej oczekiwanym momencie, nie był postacią przypadkową.
Scenariusze do dwudziestu odcinków napisał Adam Słodowy, legendarny prowadzący program "Zrób to sam". Dobromir był właściwie jego animowanym odpowiednikiem - udowadniał dzieciom, że odrobina wyobraźni i kilka prostych narzędzi wystarczą do rozwiązania niemal każdego problemu.
Baltazar Gąbka i Smok Wawelski pomagali zasnąć małej dziewczynce
Stanisław Pagaczewski, autor "Porwania Baltazara Gąbki", codziennie wymyślał nową bajkę dla swojej córki Ani, która nie chciała słuchać dwa razy tej samej opowieści.
"Moja młodsza siostra nie chciała usypiać wieczorem i żądała, aby tata opowiadał jej codziennie nową bajkę. Wtedy ojciec wpadł na pomysł, że bohaterem będzie Smok Wawelski" - wspominał Tomasz Pagaczewski.
Po setkach takich opowieści pisarz postanowił wszystko spisać. Tak narodzili się profesor Baltazar Gąbka, Smok Wawelski, Bartłomiej Bartolini i Don Pedro.
Aż trudno uwierzyć, ale książka o przygodach Smoka Wawelskiego i jego kompanów wzbudziła zainteresowanie cenzury PRL. Urzędnikom nie spodobało się nazwisko jednego z bohaterów - Moczarka. Uznali bowiem, że może kojarzyć się z ówczesnym ministrem spraw wewnętrznych, generałem Mieczysławem Moczarem. Autor musiał więc wymyślić inne nazwisko.
Kot Filemon mieszkał na prawdziwej wsi
Twórca fabuły "Przygód kota Filemona", Marek Nejman, nie ukrywał, że niemal wszystko zaczerpnął z własnego dzieciństwa.
"To był mój dom, moje otoczenie. Wieś nazywała się Folwarki, a do miasta jechało się starą drogą. Jak ktoś źle stanął, to buta z błota nie wyciągnął" - opowiadał.
Świat znany z animacji nie był więc jedynie wytworem wyobraźni. Miał swoje korzenie w konkretnym miejscu i wspomnieniach autora.
Miś Colargol narodził się z kołysanki. Nie był polskim pomysłem
Mało kto wie, że sympatyczny śpiewający miś wcale nie narodził się w Polsce.
Francuska pisarka Olga Pouchine, będąc młodą mamą, wymyślała swojemu dziecku opowieści. Chłopcu najbardziej podobały się te o misiu, który chciał śpiewać, choć nie umiał. Zachwycony nimi przyjaciel rodziny Victor Villien postanowił zamienić je w piosenki dla dzieci, a później historia trafiła do telewizji.
To właśnie polskie studio w Łodzi stworzyło później serial animowany, który pokochały dzieci w wielu krajach.
Ferdynand Wspaniały naprawdę istniał. I robił karierę w teatrze
Ludwik Jerzy Kern przez lata powtarzał, że to nie on stworzył Ferdynanda Wspaniałego.
"Napisałem książkę o psie, ale wymyślił ją mój pies. A właściwie suka o imieniu Farsa" - żartował.
Farsa była elegancką bokserką należącą do żony satyryka, aktorki Marty Stebnickiej. Miała nawet własną karierę zawodową - występowała na scenach Starego Teatru i Bagateli, za co otrzymywała honorarium oraz... kotlet mielony.
Pewnego wieczoru Kern obserwował śpiącą suczkę, która przez sen przebierała łapami i najwyraźniej coś śniła.
"Pomyślałem: a może jej się śni, że jest człowiekiem? I książka była gotowa. Pozostał drobiazg - trzeba ją było tylko napisać."
Tak narodził się pomysł na jednego z najbardziej niezwykłych psich bohaterów polskiej literatury, który później trafił także na ekran.
Miś Uszatek zaczynał w prasie. Dopiero później został gwiazdą telewizji
Zanim Miś Uszatek został bohaterem dobranocki, pojawił się na łamach czasopisma dla dzieci "Miś". Początkowo nie miał nawet imienia. Ogłoszono więc konkurs dla najmłodszych czytelników i to właśnie dzieci wymyśliły nazwę Uszatek. Z kolei ilustrator Zbigniew Rychlicki dorysował mu charakterystyczne oklapnięte uszko, które stało się jego znakiem rozpoznawczym.
Bohater zdobył tak wielką popularność, że postanowiono dać mu szansę na telewizyjną karierę. W 1975 roku wystartował serial, który doczekał się 104 odcinków i zdobył popularność w ponad dwudziestu krajach świata.
Koziołek Matołek wyruszył w świat z... warszawskiej kawiarni
Najstarszy w tym gronie jest Koziołek Matołek. Narodził się jeszcze przed II wojną światową podczas spotkania Kornela Makuszyńskiego i Mariana Walentynowicza w warszawskiej kawiarni Ziemiańska.
Przy filiżance kawy - i nie tylko - oraz w oparach papierosowego dymu narodził się pomysł stworzenia nowoczesnej historyjki obrazkowej dla dzieci. Makuszyński wymyślił sympatycznego koziołka, który wyruszy do Pacanowa, ponieważ usłyszał, że właśnie tam kują kozy. Naiwny bohater miał bawić, ale też uczyć odwagi, ciekawości świata i wytrwałości.
Bolek i Lolek, Reksio, Miś Uszatek. Ich sekret okazał się zaskakująco prosty
Bolek i Lolek, Reksio, Koziołek Matołek, Miś Uszatek, Filemon... Dziś trudno wyobrazić sobie historię polskiej animacji bez tych bohaterów. Choć powstali kilkadziesiąt lat temu, nadal oglądają ich kolejne pokolenia.
Być może właśnie w tym tkwi sekret ich długowieczności. Nie narodzili się podczas badań marketingowych ani z kalkulacji, co spodoba się najmłodszym. Ich twórcy czerpali z tego, co mieli najbliżej - własnych dzieci, ukochanych zwierząt, rodzinnych wspomnień i opowieści wymyślanych przed snem. I chyba dlatego po tylu latach Bolek, Lolek, Reksio czy Uszatek wciąż wydają się nam tak znajomi.









