Stephen King poleca "Życie na Marsie"
Rekomendacje Stephena Kinga często działają jak dobry znak jakości. Autor, który sam od dekad buduje napięcie w literaturze, zwykle docenia historie z pomysłem, klimatem i mocnym bohaterem.
Właśnie dlatego jego sympatia do "Życie na Marsie" nie dziwi. To serial, który trudno zamknąć w jednej szufladce. Zaczyna się jak opowieść kryminalna, ale szybko okazuje się czymś bardziej niejednoznacznym.
King określił produkcję jako jeden ze swoich ulubionych seriali wszech czasów. Dla wielu widzów to wystarczający powód, by po latach sprawdzić, dlaczego ten tytuł wciąż wraca w zestawieniach najlepszych brytyjskich produkcji.
O czym jest serial "Życie na Marsie"?
Głównym bohaterem jest Sam Tyler, policjant z Manchesteru. Pewnego dnia budzi się w zupełnie innej rzeczywistości. Z roku 2006 trafia do 1973 roku i musi odnaleźć się w świecie, który rządzi się innymi zasadami.
To prosty punkt wyjścia, ale serial szybko pokazuje, że nie chodzi wyłącznie o podróż w czasie. Widz do końca nie ma pełnej pewności, czy Sam naprawdę znalazł się w przeszłości, czy może dzieje się z nim coś znacznie bardziej skomplikowanego.
Tylko 16 odcinków, a emocji starcza na długo
Dziś wiele seriali ma po kilka sezonów i dziesiątki odcinków, ale "Życie na Marsie" działa inaczej. Brytyjska produkcja zamyka się w 16 epizodach, więc można nadrobić ją bez poczucia, że trzeba poświęcić na to wiele tygodni.
To jeden z jej największych atutów. Historia nie jest rozwleczona, nie kręci się w miejscu i nie próbuje na siłę przedłużać zainteresowania widza. Każdy odcinek dokłada coś do klimatu oraz tajemnicy głównego bohatera.





