Julia Wróblewska, choć ma dopiero niespełna 20 lat, może się poszczycić sporym dorobkiem aktorskim. Po raz pierwszy stanęła na planie filmowym jako siedmiolatka - brawurowo zagrała wtedy Michalinę w komedii romantycznej "Tylko mnie kochaj" u boku Macieja Zakościelnego, czyli doktora Michała Wolskiego z "Diagnozy".
Od tamtej pory zagrała w kilku serialach (m.in. Zosią w "M jak miłość", Julkę w "Magdzie M." i Julcię w "Determinatorze") oraz filmach (m.in. Tosię w trzech częściach "Listów do M." i dziecko w "Och Karol 2"). Rok temu - tuż po zdaniu matury - postanowiła odpocząć od nauki.
- Roczna przerwa po skończeniu szkoły to bardzo dobry pomysł. Czuję, że potrzebuję trochę odpocząć od nauki i codziennego łączenia wielu obowiązków - wyznała w wywiadzie, a pytana, czy zamierza kiedykolwiek zdawać do szkoły teatralnej, stwierdziła, że wciąż nie jest pewna, czy aktorstwo jest zawodem, który chciałaby wykonywać do końca życia.
- Moim głównym celem jest studiowanie iberystyki - napisała rok temu na swoim blogu, a dziś potwierdza, że to wciąż aktualne...
- Chcę dostać się na iberystykę. To jest mój plan B na życie. Jeśli nie wyjdzie mi z aktorstwem, będę mogła uczyć języka hiszpańskiego - zdradziła w rozmowie z magazynem "Flesz".
- Zdawanie do szkoły teatralnej nie wchodzi w tym roku w grę, bo nie zdążyłabym się przygotować do egzaminów - powiedziała.
Julia Wróblewska wie, że aby grać w serialach i filmach, wcale nie trzeba mieć dyplomu ukończenia studiów aktorskich.
- Żeby być dobrą aktorką, trzeba mieć coś w sobie, nie wszystkiego da się nauczyć. Ukończenie szkoły nie gwarantuje później pracy. Wszystko zależy od konkretnej osoby, jej umiejętności, talentu i... szczęścia - mówi.








