To, że "Lalka" w reżyserii Pawła Maślony będzie budzić skrajne emocje, było całkowicie pewne. Zapowiedzi i materiały promujące serial informowały jasno, że nie mamy do czynienia z tradycyjną, szkolną opowieścią.
Po premierze w sieci natychmiast zawrzało. Jedni uznają produkcję za bezczelną profanację klasyki, drudzy - za odważne i niezwykle potrzebne odświeżenie literackiego dzieła. Serialowa Izabela Łęcka bardzo mocno odbiega swoim zachowaniem od literackiego pierwowzoru, a twórcy dołożyli nowe wątki, zmienili sposób prowadzenia części bohaterów i połączyli dramat kostiumowy z ironią, groteską, tajemnicą oraz melodramatem.
Głos w dyskusji nad tą odważną reinterpretacją zabrał Karol Samsel - literaturoznawca z Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizujący się w literaturze XIX wieku. Jak ocenia najnowszą polską produkcję?
"Lalka": nie tego chcieli widzowie?
Uwagę w serialu od pierwszych minut przykuwa niestandardowa aranżacja opowieści oraz specyficzny język, jakim posługują się bohaterowie. Choć Izabela Łęcka jest tradycyjnie trzymaną pod kloszem arystokratką, nie obawia się rzucać mocnymi słowami. Podobnie zresztą zachowuje się Wokulski, który potrafi jednym dobitnym słowem nakazać bohaterce szybkie oddalenie się.
Profesor Karol Samsel patrzy jednak na te zabiegi z zupełnie innej perspektywy, zwracając uwagę, że mamy tu do czynienia ze świadomą grą konwencją i oczekiwaniami widzów:
"W pełni rozumiem ten chwyt. Traktuję go jako tarantinowski. Ten język staje się pulpowy, czyli mamy do czynienia z czymś na wzór 'Pulp Fiction'. To świadoma gra konwencją - zdradził w rozmowie z "Faktem", podkreślając, że użycie wulgaryzmów to przemyślana strategia, a nie tani skandal pod publiczkę.
"Uważam ten wybieg za bardzo subtelny, żartobliwy. Współczesny widz czuje wręcz dziką satysfakcję. [Przekleństwa] są jednak niebywale smaczne i trafne. Uważam je za dużo ciekawsze niż wiele podobnych zabiegów stosowanych dziś w kinie" - ocenił ekspert.
Nie musimy być grzeczni?
Literaturoznawca mocno akcentuje też, że współczesna adaptacja nie ma absolutnie żadnego obowiązku ślepo kopiować dawnych ekranizacji. Nie musi być ani grzeczna, ani wierna do bólu - bo widzowie w XXI wieku wcale tego nie oczekują.
"Jesteśmy w XXI wieku. Jeśli ktoś uważa, że zadaniem reżysera jest wyłącznie wierne przenoszenie książki na ekran jak w przypadku Wojciecha Hasa czy Ryszarda Beru, czyli wcześniejszych adaptacji 'Lalki', ma do tego prawo. Ale współczesny twórca może zrobić z klasyką coś znacznie ciekawszego" - podsumowuje Samsel.
Serial Netflixa z Tomaszem Schuchardtem i Sandrą Drzymalską w rolach głównych zadebiutował 16 września. A juz 30 września na wielkich ekranach pojawi się z kolei kinowa wersja "Lalki". To sprawia, że dostaniemy coś cennego: dwie skrajnie różne odpowiedzi na fundamentalne pytanie, jak dziś opowiadać historię napisaną blisko 140 lat temu.









