Dyskusja wokół nowej "Lalki" nie ustaje, a emocje wokół produkcji sięgają zenitu. To, że serial w reżyserii Pawła Maślony będzie budził skrajne odczucia, było całkowicie pewne - materiały promocyjne jasno zapowiadały, że nie mamy do czynienia z tradycyjną, szkolną lekturą.
Po premierze w sieci natychmiast zawrzało. Jedni uznają produkcję za bezczelną profanację klasyki, drudzy - za odważne i niezwykle potrzebne odświeżenie literackiego dzieła Bolesława Prusa. Serialowa Izabela Łęcka (Sandra Drzymalska) oraz Stanisław Wokulski (Tomasz Schuchardt) mocno odbiegają swoim zachowaniem od pierwowzoru, a twórcy dodali nowe wątki, zmienili dynamikę relacji i połączyli dramat kostiumowy z ironią, groteską, tajemnicą oraz melodramatem.
Internet dosłownie zapłonął. Głos w sprawie zabierali już aktorzy, pisarze, językoznawcy, poloniści, a w końcu także politycy. Aż trudno uwierzyć, że jedna reinterpretacja dzieła kultury mogła tak mocno poruszyć cały kraj - na tyle, że głos zabrał sam premier.
Donald Tusk prosi o rozwagę
Podczas gdy części widzów spodobały się odważne zmiany i pokazanie dobrze znanej historii z zupełnie nowej perspektywy, inni uważają nowe wątki czy wulgaryzmy za zbędne zabiegi.
Do szerokiej dyskusji na temat hitu Netflixa dołączył premier Donald Tusk, który postanowił uciąć skrajne emocje za pomocą wpisu w mediach społecznościowych:
"Kocham 'Lalkę' Prusa, podoba mi się serial, a najbardziej cieszę się, że cały niemal naród dyskutuje o książce i jej adaptacji. Każdy ma prawo do swojej oceny, tylko błagam: nie pozabijajmy się przy tej okazji" - napisał na platformie X.
Agnieszka Holland punktuje polską widownię
Swoje trzy grosze do ogólnokrajowej debaty dorzuciła także Agnieszka Holland. W rozmowie z serwisem Plotek reżyserka wyznała, że ma pełne zaufanie do twórców (Pawła Maślony i Pawła Demirskiego) i wierzy w ich artystyczną wizję. Jej zdaniem prawdziwy problem tkwi jednak gdzie indziej - w nawykach i podejściu samych odbiorców.
"Problem polskiej widowni, nie tylko tych starszych ludzi, co mają sentyment do peerelowskich filmów i seriali, ale w ogóle, jest taki, że ludzie mają mało ciekawości. Że widz lubi słuchać tę piosenkę, którą już wiele razy słyszał. No więc mam nadzieję, że może młodsza widownia i międzynarodowa widownia, bo w końcu Netflix jest platformą globalną, a nie krajową i lokalną, zaciekawi się tym i doceni" - skomentowała reżyserka.









