Rudi Schuberth: Człowiek-orkiestra
Schuberth urodził się 30 sierpnia 1953 roku w Gdańsku. Rudi, a właściwie Rudolf, wychowywał się w rodzinie z tradycjami stoczniowymi. Być może właśnie dlatego zdecydował się studiować inżynierię budowy okrętów na Politechnice Gdańskiej.
Szybko jednak pojął, że jego całym życiem jest muzyka i scena. Studia skończył po siedmiu trudnych latach, ale ze swoim wykształceniem technicznym nie wiązał przyszłości.
Jeszcze podczas studiów został współzałożycielem Okolicznościowo-Rozrywkowego Syndykatu "Wały Jagiellońskie". I to właśnie z tym zespołem zdobył wielką popularność. Polacy pokochali lekkie, niezwykle chwytliwe piosenki, których teksty od razu zapadały w pamięć. "Monika dziewczyna ratownika", "Wars wita was", czy "Córka rybaka" z miejsca stały się szlagierami.
Sukces "Wałów Jagiellońskich" sprawił, że Schuberth zaczął otrzymywać kolejne propozycje. Został zaproszony m.in. do legendarnego kabaretu TEY i od tej pory scenę współdzielił z Zenonem Laskowikiem i Bohdanem Smoleniem.
Na widok Laskowika ugięły mi się nogi. Kabaret Tey to był inny pułap. Zenon złożył mi propozycję nie do odrzucenia, a moi koledzy z Wałów zrozumieli, że muszę spróbować kabaretu. W 1979 r. przeniosłem się do Poznania - wspominał w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej".
Gwiazdor telewizji
Po latach występów na scenie, Rudi Schuberth zdecydował, że czas spróbować swoich sił w telewizji. Prowadził takie programy, jak "Zgadula", czy "Rekiny kart". Największą popularność przyniósł mu jednak kultowy program TVP - "Śpiewające fortepiany", który artysta prowadził w latach 2001-2005. Muzyczne starcie drużyn, składających się z gwiazd przydzielonych do białego lub czarnego fortepianu, przez lata bawiło miliony widzów, a Schuberth stał się niewątpliwie jego wizytówką.

Później wokalista i prezenter był jeszcze jurorem w show "Jak oni śpiewają", ale nie ukrywał, że to właśnie w "Śpiewających fortepianach" czuł się najbardziej swobodnie.
Widzowie kojarzyć go mogą również z filmów i seriali. Zagrał m.in. w takich produkcjach, jak: "Filip z konopii", "Smażalnia story", "Radio romans", czy "Klinika Pod Wyrwigroszem".
Ucieczka od show-biznesu i emerytura
W połowie pierwszej dekady XXI w. w 2005 r. Schuberth zdecydował o zakończeniu swojej telewizyjnej kariery. Postanowił przeprowadzić się na wieś i to właśnie tam znalazł swój raj na ziemi.
Długo nie miałem potrzeby życia na wsi, aż do czasu, gdy wybudowaliśmy z żoną dom niedaleko miasta, a naszym oczkiem w głowie stał się ogród. Na nasz raj na ziemi trafiliśmy przypadkiem. Ale wtedy jeszcze nie był rajem - same nieużytki i zapuszczone kartofliska, kiepska ziemia bez ani jednego kamienia. Może ktoś inny przeszedłby obojętnie wobec tych niespecjalnie rokujących realiów, ale mnie intuicja podpowiadała, że warto zainwestować pieniądze. Bo to miejsce miało to coś, co przyprawiało o szybsze bicie serca - opowiadał w magazynie "Franchising".
Postanowił otworzyć własny biznes i od kilkunastu lat prowadzi z żoną i córką gospodarstwo agroturystyczne na Kaszubach. Schuberth uznał to za doskonały pomysł również ze względu na wysokość emerytury, jaka przysługiwała mu po zakończeniu artystycznej kariery. Kilka lat temu żalił się, że stawka jest niemal głodowa. Schuberth otrzymywał wówczas jedynie 1200 zł...
Za taką kwotę nie da się żyć - skarżył się w rozmowie z "Faktem"
Swojemu gospodarstwu poświęcił się więc bez reszty i niemal całkowicie zrezygnował z kontaktu z mediami.
Uciekłem z mediów. Przestały mnie interesować w momencie, kiedy zaczęły ingerować w moją prywatność. Nie lubię kiedy maszyna przypomina mi, że powinienem coś zrobić. Zrezygnowałem całkowicie z mediów społecznościowych. Nie mam już Facebooka i nie będę miał - opowiadał na łamach magazynu Prestiż Trójmiasto.










