Stanisław Mikulski: Hans Kloss nie pozwolił mu zostać nikim innym
Gdy przyszła propozycja zagrania agenta J-23, Stanisław Mikulski był już doświadczonym aktorem z wieloma wspaniałymi rolami na koncie. Wydawało się, że udział w "Stawce większej niż życie" będzie kolejnym wyzwaniem aktorskim. A jednak stało się inaczej. Dla milionów widzów już na zawsze pozostał Hansem Klossem.
Sam aktor miał już dosyć zaszufladkowania. Marzył o rolach czarnych charakterów.
- Zagrać słabego faceta, który się ześwinił. Pijaka, złodzieja, cwaniaczka. Albo agenta obcego wywiadu, którego na końcu łapią. Marzyłem o takich postaciach, ale gdzie tam.. - mówił z goryczą w wywiadach.
Po latach przyznał, że błagał reżyserów, by dali mu taką rolę.
- Dali mi zagrać Pana Samochodzika, czyli kolejną pozytywną postać typu Wujek Dobra Rada - wspominał.
Jolanta Żółkowska: Basia z "Domu" przysłoniła wszystkie pozostałe role
Serial "Dom" był fenomenem w polskiej telewizji. Widzowie pokochali jego bohaterów od pierwszego odcinka. Wydawało się, że przed grającymi w nim aktorami otwiera się świetlana przyszłość. A jednak nie wszystkie marzenia o wielkiej karierze się spełniły. Niedługo po premierze pierwszej części serialu wprowadzono stan wojenny. Wiele produkcji zostało wtedy zawieszonych, trwał aktorski bojkot telewizji. No i życie prywatne też miało swoje wymagania…
W serialu Jolanta Żółkowska grała dziewczynę zakochaną w poecie Łukaszu Zbożnym, w którego wcielał się Krzysztof Kołbasiuk. Ta dwójka naprawdę zakochała się w sobie. W 1983 r. na świat przyszedł ich syn. Jolanta poświęciła się jego wychowaniu. Wkrótce jednak małżonkom zaczęło brakować pieniędzy. Wtedy zdecydowali się na wyjazd do Szwecji, z której wrócili dopiero pod koniec lat 90. Aktorka nadal gra, ale dla szerokiej publiczności jest wciąż Basią z "Domu".
Karolina Rosińska: Nie chciała być gwiazdą
Rola Noemi w komedii "Poranek kojota" wydawała się przepustką do wielkiej kariery dla Karoliny Rosińskiej. Aktorka trafiła na okładki popularnych magazynów, dziennikarze ustawiali się w kolejkach po wywiady z nią. A tymczasem ją to onieśmielało.
- Nigdy nie wybierałam tej kariery. To nie był mój wybór do końca. Jakby życie tak postanowiło - tłumaczyła, dlaczego zamiast walczyć o kolejne role wyjechała do USA, by tam układać sobie życie z dala od błysków fleszy.
Obecnie mieszka w Los Angeles i pracuje w branży nieruchomości.
Mieczysław Kalenik: Zbyszek z Bogdańca otworzył mu drzwi do sławy, ale zamknął wiele innych
Produkcja "Krzyżaków" była gigantycznym wydarzeniem. Jedna z pierwszych polskich superprodukcji, do tego ekranizacja powieści kochanej przez Polaków. Który z młodych aktorów nie chciałby w niej zagrać? Jemu się poszczęściło i dostał główną rolę - Zbyszka z Bogdańca.
Rola przyniosła mu ogromną popularność nie tylko w Polsce, ale nawet w Japonii czy Australii. Po premierze dostawał tysiące listów od fanek, otrzymał nawet kilka propozycji małżeństwa.
Popularność nie szła jednak w parze z rozwojem kariery. Paradoksalnie największy sukces okazał się również największą przeszkodą. Przez lata, gdy zjawiał się na zdjęciach próbnych, słyszał, że potrafi grać tylko Zbyszka. Na szczęście zawodowo mógł realizować się w teatrze.
Józef Skwark: Wszyscy chcieli być jak Adaś Cisowski, tylko nie on
Dla kilku pokoleń był jednym z najsympatyczniejszych bohaterów polskiego kina młodzieżowego. Niestety ta popularność szybko okazała się również przekleństwem.
Zdarzało się, że na zdjęciach próbnych nawet nie pozwalano mu stanąć przed kamerą. - Kogoś ty mi przyprowadził? Adasia Cisowskiego? - raz zdenerwował się na swojego asystenta reżyser i ostentacyjnie odwrócił się od Skwarka.
Do tego aktor, prywatnie uroczy, pogodny, ale też bardzo skromny, nie bardzo potrafił rozpychać się łokciami. Na szczęście miał teatr.
- Spełniłem się w moim zawodzie, jako aktor, jako reżyser, jako dyrektor teatru. Film właściwie mnie ominął. Ale nie żałuję, bo nie byłem i nie jestem człowiekiem zachłannym - mówił pod koniec życia.
Zobacz również:
Włodzimierz Press: Grigorij go uratował, ale namieszał w karierze
Zdjęcia do serialu "Czterej pancerni i pies", a potem jego premiera, zbiegły się z tragicznymi wydarzeniami w naszym kraju. Gdy widzowie śledzili losy dzielnych pancerniaków, tysiące polskich Żydów, zmuszono do opuszczenia rodzinnego kraju. Wśród nich była i matka Włodzimierza Pressa. On sam uniknął nagonki dzięki roli Grigorija Saakaszwilego. Szybko jednak okazało się, że nagła popularność ma i złe strony. Za bardzo kojarzył się rolą sympatycznego Gruzina.
W karierze nie pomógł też wyjazd z kraju pod koniec lat 70. Wyjechał z rodziną (żoną i dwójką dzieci) do Francji, gdzie zamieszkała jego matka. Wrócił do Polski, dopiero gdy dzieci pokończyły szkoły.
- Dużo winy, że więcej nie osiągnąłem, leży we mnie. Ale to nie efekt braku zdolności, lecz braku wiary w samego siebie. Nie lubię się narzucać, nie walczę o siebie. Jeżeli jestem czymś w życiu rozczarowany, to samym sobą... - podsumował w jednym z wywiadów swoją karierę.
Jedna rola potrafi być największym sukcesem... i największym ciężarem
Paradoks aktorskiego zawodu polega na tym, że marzeniem niemal każdego jest stworzenie roli, która przejdzie do historii. Kiedy jednak taka rola rzeczywiście się pojawia, potrafi na długie lata przysłonić wszystkie pozostałe osiągnięcia. Dla widzów Hans Kloss, Zbyszek z Bogdańca czy Adaś Cisowski pozostaną legendami. Dla samych aktorów były to role, od których nie sposób było uciec.















