Katarzyna Łaniewska po raz pierwszy wyszła za mąż, gdy była jeszcze studentką warszawskiej szkoły teatralnej. U boku aktora Ignacego Gogolewskiego, w którym w drugiej połowie lat 50. ubiegłego wieku kochały się tysiące Polek, szła przez życie niemal dekadę.
Albo ślub, albo wydalenie ze studiów
W jednym z ostatnich wywiadów Katarzyna Łaniewska przyznała, że Gogolewski poprosił ją o rękę, bo... tak mu kazano. Przyłapano ich bowiem w niedwuznacznej sytuacji, a że rzecz miała miejsce w gmachu uczelni, w której oboje uczyli się, postawiono im ultimatum - albo ślub, albo wydalenie ze studiów. Ignacy Gogolewski bez wahania poprosił Katarzynę o rękę, bo kochał ją całym sercem, a ona zgodziła się zostać jego żoną, bo też była w nim po uszy zakochana.
"Adoratora zazdrościły mi wszystkie koleżanki" - wspominała po latach, dodając, że z Ignacym przeżyła kilka cudownych lat.
Zobacz też: Maria Dębska: Dzięki metamorfozie została seksbombą

Odszedł do sąsiadki
"Dopóki nie zainteresowała się nim nasza sąsiadka" - powiedziała.
Sąsiadką, która odbiła Katarzynie Łaniewskiej męża, była wielka gwiazda Telewizji Polskiej Irena Dziedzic. To właśnie ona zagięła parol na przystojnego aktora uważanego wówczas, a był początek lat 60. XX wieku, za nadzieję rodzimego kina.
"Odszedł w 1962 roku. Do rozwódki mieszkającej cztery piętra niżej" - opowiadała aktorka po latach.
Ignacy Gogolewski przeprowadził się od Katarzyny do Ireny, ale niemal codziennie widywał zdradzoną żonę na klatce schodowej w bloku na ulicy Hożej, w którym mieszkali. Cała Warszawa plotkowała o dziwnym "trójkącie" i potępiała dziennikarkę za zabranie ojca czteroletniej córce. Aktor jednak regularnie odwiedzał Agnieszkę, która była jego oczkiem w głowie.
Zobacz też: Jan Frycz: Dwukrotnie porzucił rodzinę!

Żal do końca życia
Irena Dziedzic - nie dość, że odbiła męża sąsiadce - to w dodatku bardzo krytycznie wyrażała się o aktorstwie Katarzyny Łaniewskiej. Raz publicznie nazwała ją nawet pogardliwie "aktoreczką". Nie wiadomo, jak potoczyłoby się jej życie z Ignacym, gdyby nie musiała wyjechać na kilka tygodni do Ameryki. Gdy wróciła, dowiedziała się, że jej kochanek spotyka się z... żoną (jeszcze wtedy Gogolewski i Łaniewska nie mieli rozwodu). Okazało się, że - mimo rozstania - aktorska para pozostała dla dobra córki w przyjacielskich stosunkach. Katarzyna i Ignacy chodzili razem na spacery, do kawiarni... Dopiero dwa lata po tym, jak Ignacy Gogolewski odszedł do Ireny Dziedzic, zdecydowali się oficjalnie zakończyć swe małżeństwo.
Irena Dziedzic po powrocie ze Stanów została na lodzie, bo Ignacy nie był zainteresowany kontynuowaniem romansu z nią. Miał dość plotek, wrogich spojrzeń i insynuacji, że wybrał Irenę, bo myślał, że ta - dzięki swym wpływom - pomoże mu w karierze. Dziennikarka ponoć błagała go, żeby dał ich związkowi jeszcze jedną szansę, próbowała nakłonić go do powrotu, ale bez skutku. Była przekonana, że to "sprawka" Łaniewskiej.
"Zazwyczaj mężowie odchodzą do młodszych. Gogolewski odszedł do starszej. Ona była ode mnie starsza o osiem lat" - kpiła Katarzyna Łaniewska w wywiadzie, wspominając dziennikarkę, która "ukradła" jej męża.
Odtwórczyni roli babci Józi w "Plebanii" do końca życia przyjaźniła się z Ignacym Gogolewskim. I do końca życia nienawidziła Ireny Dziedzic. Nigdy nie wybaczyła jej tego, że rozbiła jej rodzinę.

Zobacz więcej:








