Marcel Szytenchelm zanim trafił do "Zmienników"
Zanim widzowie poznali go jako Mariana Koniuszkę, Marcel Szytenchelm był przede wszystkim aktorem teatralnym. Związany z Łodzią, działał w tamtejszym środowisku artystycznym i występował na scenie, która była jego naturalnym miejscem.
Telewizja nie była wtedy oczywistym kierunkiem jego kariery. Szytenchelm nie należał do aktorów, którzy za wszelką cenę zabiegali o ekranową popularność. Miał swój teatr, własny język sceniczny i wyobraźnię, która zwróciła uwagę jednego z najważniejszych polskich reżyserów komediowych.
Nocny spektakl, po którym przyszedł Bareja
Do pierwszego spotkania Marcela Szytenchelma ze Stanisławem Bareją doszło niemal przypadkiem. Aktor ze swoim Studiem Teatralnym "Słup" jeździł po Polsce. Jako laureat Łódzkich Spotkań Teatralnych trafił także na warszawskie sceny.
Zainteresowanie przedstawieniem było tak duże, że poproszono go o dodatkowy, nocny spektakl. Właśnie na nim pojawił się Bareja. Po wszystkim przyszedł do garderoby i poprosił o rozmowę. Miał być pod wrażeniem oryginalności widowiska, wyobraźni i poczucia humoru aktora.
Szytenchelm po latach wspominał, że reżyser zostawił mu wizytówkę z numerem telefonu i zachęcił do kontaktu. Odpowiedź aktora była szczera i bardzo wymowna.
"Jako aktor nie marzyłem o zagraniu Hamleta, ale o zagraniu u Barei" - mówił w rozmowie z "Polską Dziennikiem Łódzkim".
Rozmowy, naleśniki i rola Mariana Koniuszki
Po pierwszym spotkaniu kontakt rzeczywiście się rozwinął. Szytenchelm zadzwonił do Barei, a kilka dni później znów spotkali się w Warszawie. Aktor wspominał ich wielogodzinne rozmowy, dyskusje pełne humoru i domową atmosferę, która szybko skróciła dystans.
To nie była relacja oparta wyłącznie na zawodowej propozycji. Bareja zobaczył w Szytenchelmie kogoś, kto miał naturalność, wyczucie groteski i własny rytm. Właśnie takie osoby potrafił wybierać do swoich filmów i seriali. Nie szukał tylko znanych nazwisk, ale ludzi, którzy mieli w sobie coś prawdziwego.
W pewnym momencie reżyser zaproponował mu jedną z głównych ról w nowym serialu. Tak Marcel Szytenchelm trafił do "Zmienników" jako Marian Koniuszko.
"Zmiennicy" i rola, którą widzowie zapamiętali
"Zmiennicy" okazali się serialem wyjątkowym. Bareja stworzył opowieść pełną satyry, obserwacji i humoru, który nie potrzebował nachalnych puent. W tym świecie Marian Koniuszko idealnie pasował do galerii barwnych postaci.
Szytenchelm nie grał tej roli przesadnie. Jego siłą była naturalność, dzięki której bohater wydawał się znajomy, trochę zabawny, trochę osobny, ale bardzo prawdziwy. To właśnie takie postacie sprawiły, że "Zmiennicy" nie zestarzeli się tak szybko jak wiele innych produkcji z tamtych lat.
Po telewizyjnej kolaudacji Bareja miał pogratulować aktorowi roli i zapowiedzieć, że chciałby obsadzić go także w kolejnych filmach. Tych planów nie udało się już zrealizować. Reżyser zmarł w czerwcu 1987 roku podczas pobytu w Essen.
Wybrał teatr, choć widzowie czekali na więcej
Po sukcesie "Zmienników" można było przypuszczać, że Marcel Szytenchelm częściej będzie pojawiał się w telewizji. Stało się jednak inaczej. Aktor pozostał wierny scenie teatralnej, gdzie czuł się najbardziej u siebie.
Nie zabiegał o kolejne ekranowe role, ale jedna wystarczyła, by zapisał się w pamięci widzów. Marian Koniuszko do dziś wraca razem z powtórkami "Zmienników", a historia spotkania Szytenchelma z Bareją pokazuje, jak wiele w życiu aktora może zmienić jeden wieczór, jeden spektakl i jeden reżyser, który potrafi dostrzec właściwego człowieka.







