Wakacje w czasach PRL rządziły się własnymi prawami. Telefonów komórkowych nie było, o internecie nikt nie słyszał, a największą przygodą było po prostu wyjście z domu. Nic dziwnego, że twórcy seriali dla młodzieży tak chętnie wykorzystywali ten klimat. Dzieci miały poczucie ogromnej swobody, ale niemal zawsze czuwał nad nimi życzliwy dorosły.
"Podróż za jeden uśmiech": Zgubili pieniądze i ruszyli autostopem przez Polskę
To chyba najbardziej kultowa wakacyjna podróż w historii polskiej telewizji. Duduś i Poldek mieli spokojnie dojechać pociągiem z Krakowa na Hel, ale ich plany pokrzyżowało zgubienie pieniędzy na bilety.
Zamiast przyznać się do tego dorosłym, chłopcy ruszyli autostopem przez całą Polskę. Dziś podobny pomysł przyprawiłby większość rodziców o zawał serca, ale w latach 70. taka wyprawa była symbolem wolności, wakacyjnej przygody, ale i nauką samodzielności. Rodzice Dudusia i Poldka postanowili udawać, że o niczym nie mają pojęcia, ale na wszelki wypadek wysłali za synami osobę, która miała czuwać nad ich bezpieczeństwem.
Była nią niby przypadkowo spotkana ciocia Ula, królowa autostopu.
Dla młodych aktorów praca przy serialu była tym, czym podróż dla ich bohaterów.
"Bawiliśmy się, w trakcie kręcenia i po filmie. Byliśmy skumplowani i razem rozrabialiśmy" - wspominał po latach Henryk Gołębiewski, serialowy Poldek.
"Szaleństwo Majki Skowron": Uciekła z domu i rozpoczęła największą wakacyjną przygodę
Koniec roku szkolnego oznaczał też początek sezonu ucieczek. W "Podróży za jeden uśmiech" Poldek i Duduś spotkali chłopca "na gigancie". Cała akcja "Szaleństwa Majki Skowron" rozgrywa się zaś wokół ucieczki z domu rozpieszczonej nastolatki, której nie spodobała się pewna decyzja jej ojca. W przetrwaniu z dala od domu pomaga jej przypadkowo spotkany chłopak - Ariel, syn miejscowego policjanta, który ma za złe swojemu ojcu, że ten usiłuje ułożyć sobie życie z miejscową lekarką.
W tym serialu również twórcy tylko pozornie zostawiają młodych samym sobie. W końcu okazuje się bowiem, że Majkę z pewnej odległości obserwuje miejscowy, który o wszystkim informuje jej ojca.
Problemy Majki i Ariela poruszały ówczesnych nastolatków, a młodzi aktorzy szybko zdobyli popularność. Dość wspomnieć, że grający Ariela Marek Sikora po emisji serialu dostał kilka tysięcy listów od zakochanych w nim dziewcząt!
"Wakacje z duchami": Wystarczył stary zamek i legenda
Dziś dzieci szukają atrakcji w parkach rozrywki. Bohaterom "Wakacji z duchami" wystarczył stary zamek i plotka o nawiedzających go duchach.
Trójka chłopców spędzających lato u ciotki w leśniczówce szybko odkrywa, że tajemnice są znacznie ciekawsze niż zwykłe leniuchowanie. Do tego dochodzi Jola, czyli słynna "Dziewiątka", podejrzani nieznajomi i zagadka, którą bohaterowie próbują rozwikłać niemal na własną rękę.
To kolejny serial pokazujący charakterystyczny dla tamtych czasów model wychowania - dzieci miały ogromną samodzielność. Warto jednak zauważyć, że takie seriale jak ten dostarczały nie tylko rozrywki, ale i wychowywały - uczyły szacunku do władzy (milicjant był oczywiście pozytywną postacią) czy wspólnego dobra (w tym wypadku była to walka o zachowanie zabytku).
Serial, jak wiele innych, powstał na podstawie powieści Adama Bahdaja. Pisarz jak mało który potrafił oddać to, co dzieciakom w duszy grało.
"Mnie zaś nie zależało ani na wygodnym tapczanie, ani na solidnym obiedzie. Suche bułki i szklanka mleka smakują równie dobrze jak najznakomitsza cielęcina, ba, może lepiej. Zwłaszcza gdy ma się przed sobą perspektywę podróży w stylu Jacka Londona albo Hucka" - pisał w jednej z powieści. I dokładnie o tym były tworzone przez niego historie.
"Dziewczyna i chłopak": Zamienili się rolami na całe wakacje
Czy dziś rodzeństwo mogłoby przez całe wakacje udawać siebie nawzajem? Trudno to sobie wyobrazić. Tymczasem bliźniaki Tomek i Tosia, które mają inne wakacyjne plany, tuż przed wyjazdem zamieniają się rolami, co powoduje, że przez całe lato będą musiały siebie udawać. Chłopiec trafia na wieś jako... Tosia, a jego siostra udaje Tomka w leśniczówce.
Seria zabawnych nieporozumień pokazuje nie tylko dziecięcą fantazję, ale także zwraca uwagę na ówczesne metody wychowawcze. Bo tak naprawdę dorośli od początku wiedzieli o zamianie, ale postanowili włączyć się do gry i, nie ujawniając niczego, dać nauczkę dzieciom, która przy okazji okazała się świetną zabawą.
I znów jak w przypadku innych podobnych produkcji, dziecięcy aktorzy bawili się jak grane przez nich postacie.
"Najlepiej grało mi się scenę, w której wybijam okno kamieniem. Byłem już wtedy zaprzyjaźniony z całą ekipą i pozwolono mi zrobić aż sześć dubli. Dużo pracy mieli jedynie panowie, którzy musieli te okna za każdym razem wstawiać" - wspominał w jednym z wywiadów serialowy Tomek vel Tosia, czyli Wojciech Sieniawski.
"Stawiam na Tolka Banana": Tak wyglądało lato w mieście
W PRL nie wszystkie dzieci mogły wyjechać na wakacje. Część spędzała lato w mieście. "Stawiam na Tolka Banana" to chyba najbardziej niezwykły serial młodzieżowy PRL. Bohaterowie pochodzą z trudnych środowisk i niewiele brakuje, by zeszli na złą drogę.
"Film pokazywał ówczesną młodzież, którą wychowywały ulica i podwórko. To zostało pokazane bardzo wiernie" - mówił Henryk Gołębiewski, grający "Cegiełkę", który sam część życia spędził na warszawskich podwórkach.
Grupa Karioki była o krok od zejścia na złą drogę, gdy zjawił się tajemniczy chłopak, udający legendarnego Tolka Banana, który podobno pomaga biednym i wymyka się milicji. Daje on dzieciakom cel - mają szukać skarbu.
Dopiero z czasem okazuje się, że za całą historią stoi sprytna mistyfikacja przygotowana przez społeczną kuratorkę. Doskonale rozumiała, że młodym ludziom nie wystarczy mówić, czego nie wolno. Trzeba dać im cel, poczucie wspólnoty i kogoś, kto stanie się autorytetem.
Jednak niewiele brakowało, by emisję serialu wstrzymano.
"Jakiś zatroskany towarzysz sugerował, by przerwać emisję. Argumentował w ten sposób: 'Co wy tam w telewizji pokazujecie? Jakieś gangi młodzieżowe, margines społeczny, bazary... tak jakby nie było przyzwoitych organizacji młodzieżowych w naszym kraju'" - opowiadał w wywiadzie Marek Bahdaj, syn Adama, twórcy powieści i opartego na niej scenariusza.
"Samochodzik i templariusze": Zagadki zamiast telefonu
W czasach PRL zdecydowanie najpopularniejszą rozrywką było… czytanie książek. Autorzy tacy jak już wspomniany Adam Bahdaj czy Hanna Ożogowska, która stworzyła powieściowy pierwowzór serialu "Dziewczyna i chłopak", cieszyli się ogromną popularnością, a po każdą ich nową książkę ustawiały się kolejki.
Rozchwytywany był także Zbigniew Nienacki, który stworzył cykl powieści o Panu Samochodziku. W serialu "Samochodzik i templariusze" Pan Samochodzik z kilkoma zaprzyjaźnionymi harcerzami rusza tropem legendarnego skarbu templariuszy. Pojezierze Suwalskie, Malbork, zamki, podziemia i tajemnicze wskazówki sprawiają, że każdy kolejny odcinek przypomina wielką grę terenową.
To właśnie ten serial najlepiej pokazuje, jak wyglądały marzenia dzieci w PRL. Zamiast zdobywać kolejne poziomy w grze komputerowej, bohaterowie rozwiązywali zagadki historyczne, czytali stare dokumenty i przemierzali lasy w poszukiwaniu skarbów.
Nic dziwnego, że po emisji wielu młodych widzów marzyło o własnym wykrywaczu metali i wakacyjnej wyprawie śladami templariuszy.
A to, co działo się między zdjęciami, to też jedna wielka przygoda.
"Z aktorami chodziło się na ryby, a nawet chodziliśmy na raki na Nogat w Malborku. Na raki to chodziliśmy m.in. z Ewą Szykulską, łowiąc je metodą 'na nogę'. Tzn. wsadzało się nogę, a one same przychodziły z ciekawości i ją otaczały, więc wystarczyło je łapać" - opowiadał Stefan Niemierowski, grający jednego z harcerzy.
Wakacje, których dziś już nie ma
Wszystkie te serialowe przygody łączyło coś więcej niż tylko lato. Bohaterowie byli samodzielni, ale nie samotni. Mogli popełniać błędy, ryzykować i przeżywać przygody, bo zawsze gdzieś w pobliżu znajdował się życzliwy dorosły, który dyskretnie czuwał nad ich bezpieczeństwem. Wakacje były po prostu szkołą życia.
Być może właśnie dlatego do tych seriali wciąż wracają kolejne pokolenia. Przypominają świat, w którym największym luksusem nie były egzotyczne wakacje ani najnowsze gadżety, lecz wolność. Taka, która zaczynała się rano po śniadaniu i kończyła dopiero wtedy, gdy z oddali rozlegało się jedno zdanie: "Wracaj do domu!".















