Moda na autostop przyszła do nas zza oceanu. W 1957 roku świat zachwycił się powieścią "W drodze" Jacka Kerouaca. To opowieść o dwóch kumplach, którzy bez pieniędzy przemierzają Stany Zjednoczone. Powieść stała się manifestem pokolenia bitników, którzy byli zmęczeni przeciętnością i marzyli o tym, by wyrwać się ze świata konwenansów i obowiązków, i po prostu żyć chwilą.
Od dwóch studentów zaczęła się polska historia autostopu
Tuż po tym, jak powieść dotarła do Polski, dwaj studenci krakowskiej AGH - Bogusław Laitl i Tadeusz Sowa - postanowili sprawdzić, czy podobna przygoda jest możliwa także u nas. Nie wiedzieli jeszcze nawet, że samochody zatrzymuje się wyciągniętym kciukiem. Uszyli więc specjalne stroje, przygotowali proporczyk z napisem: "Ten kierowca fajny chłop - co popiera auto-stop". Przezornie zaopatrzyli się też w specjalne pozwolenie z milicji! I ruszyli w drogę.
Przez 25 dni przejechali blisko 2500 kilometrów z 39 kierowcami. Ich wyprawa odbiła się szerokim echem, była relacjonowana w prasie, nic więc dziwnego, że wielu chciało iść w ślady śmiałków. Już rok później powołano Społeczny Komitet Autostopu. Tak narodziła się słynna Akcja Autostop - fenomen na skalę światową.
Akcja Autostop była jedną z najbardziej niezwykłych inicjatyw społecznych w historii PRL. Autostopowicze mieli specjalne książeczki, w których zdobywali kolejne kilometry, a kierowcy zbierali kupony. Do wygrania były aparaty fotograficzne, sprzęt AGD, a nawet... samochód marki Syrena. Pomysł autostopu podchwyciło także polskie kino.
"Nóż w wodzie": Pierwszy polski autostopowicz na ekranie
Pierwszym wielkim filmem, który wykorzystał motyw autostopu, był "Nóż w wodzie" Romana Polańskiego, choć oczywiście nie autostop jest jego tematem.
Cała historia zaczyna się od pozornie niewinnego gestu. Małżeństwo zabiera młodego autostopowicza, a wspólna podróż kończy się rejsem jachtem i psychologiczną grą pełną napięć.
Można jednak powiedzieć, że gdyby nie autostop, jednego z najwybitniejszych polskich filmów po prostu by nie było.
"Podróż za jeden uśmiech": Najpiękniejsza reklama autostopu
Jeżeli istnieje produkcja, która najlepiej oddaje klimat wakacji w PRL, to właśnie "Podróż za jeden uśmiech". Duduś i Poldek po zgubieniu pieniędzy na bilety ruszają z Krakowa na Hel autostopem. Spotykają dziesiątki barwnych postaci, przeżywają przygody i przekonują się, że czasem najważniejsza nie jest droga do celu, ale wszystko to, co wydarzy się po drodze.
Do dziś wielu widzów uważa, że serial zrobił dla popularyzacji autostopu więcej niż niejedna kampania społeczna.
"Droga": To kierowcy ciężarówek byli królami autostopu
Do autostopu potrzebni byli nie tylko autostopowicze, ale i kierowcy, którzy ich zabierali. A wśród kierowców najliczniejszą grupą byli ci z ciężarówek. I trudno się dziwić, gdyż dla nich przygodny pasażer to okazja do rozmowy i skrócenia czasu podróży. Doskonale pokazał to serial "Droga" z Wiesławem Gołasem.
Marian Szyguła przemierza Polskę ciężarówką, spotykając na swojej trasie ludzi z najróżniejszymi historiami. Każdy odcinek jest właściwie opowieścią o przypadkowych spotkaniach, które mogły wydarzyć się tylko na szosie.
"Uciec jak najbliżej": Nie każdy kierowca chciał zabierać autostopowiczów
Inną stronę podróży za jeden uśmiech przedstawia film "Uciec jak najbliżej". Bohaterem jest kierowca ciężarówki, grany brawurowo przez Józefa Nalberczaka. Opowiada on swojemu pasażerowi o tym, że już nie zabiera autostopowiczów, gdyż gdy wiózł "marmeladę", zabrał autostopowiczów, a ci napaskudzili mu w samochodzie.
Od tamtej przygody zamiast zabierać autostopowiczów wozi pasażerów "na łebka", czyli za konkretny banknot, a nie za jeden uśmiech.
"Samochodzik i templariusze": Nawet Pan Samochodzik zabierał autostopowiczów
W serialu "Samochodzik i templariusze" autostop również odgrywa rolę, choć może nie najważniejszą.
Iwona, jedna z bohaterek, przemierza kraj właśnie w ten sposób, nieustannie pakując się w tarapaty. W latach 70. taki widok nikogo nie dziwił. Samotny autostopowicz przy drodze był czymś równie naturalnym jak dziś stacja benzynowa.
Jeszcze w latach 70. i 80. tysiące młodych ludzi przemierzały Polskę z książeczką autostopową w kieszeni. Wystarczyło stanąć przy drodze i cierpliwie czekać.
Dziś autostop niemal zniknął z polskich dróg. Zastąpiły go aplikacje przewozowe, autobusy i tanie loty. Wystarczy jednak wrócić do "Noża w wodzie", "Podróży za jeden uśmiech", "Drogi" czy "Samochodzika i templariuszy", by przypomnieć sobie czasy, gdy największa wakacyjna przygoda zaczynała się od wyciągniętego kciuka i jednego życzliwego kierowcy.











