Kino od swoich początków zna prosty sposób na zdobycie sympatii widzów. Nawet jeden z poradników scenopisarstwa autorstwa Blake'a Snydera nosi tytuł "Uratuj kota", bo nic nie działa lepiej niż bohater, który pomaga zwierzęciu. Polscy twórcy odkryli tę zasadę już dawno temu.
Szarik, Cywil, Saba, Karino czy kot Radamenes nie byli jedynie dodatkiem do opowiadanych historii. Często to właśnie te zwierzęta stawały się największymi gwiazdami filmów i seriali, a mali widzowie marzyli, by mieć w domu takiego samego czworonożnego przyjaciela.
Co ciekawe, za sukcesem ekranowych zwierzaków kryją się historie nie mniej fascynujące od fabuł, w których występowały.
Szarik: Milicja go odrzuciła, kino zrobiło z niego legendę
Nie ma chyba bardziej rozpoznawalnego psa w historii polskiej telewizji. Szarik z serialu "Czterej pancerni i pies" do dziś pozostaje symbolem wiernego towarzysza i bohatera dzieciństwa kilku pokoleń Polaków.
Mało kto jednak wie, że pierwszy odtwórca tej roli - owczarek niemiecki Trymer - trafił na plan zupełnym przypadkiem. Początkowo szkolono go do służby w Milicji Obywatelskiej, ale... nie zdał egzaminów. Uzyskał opinię psa zbyt łagodnego i mało agresywnego. W policyjnej służbie to poważny mankament, za to na planie filmowym okazał się ogromnym atutem.
"Został gwiazdą filmową, bo jak na psa milicyjnego był za mało agresywny. Po roku zdjęć tak się oswoił z kamerą, że czasem trudno było go wyprosić z planu" - opowiadał legendarny treser Franciszek Szydełko po latach w magazynie "Mój Pies".
W rzeczywistości serialowych Szarików było trzech. W bardziej niebezpiecznych scenach zastępowały Trymera dwa inne psy. Zaś ciekawostką jest, że kiedy bohater był jeszcze szczeniakiem, przed kamerą grał go... jamnik szorstkowłosy. Jest też wersja, że był to spaniel. To jedna z tych filmowych tajemnic, które utrzymywane były przez lata.
Popularność Szarika była ogromna. Występował w programach dla dzieci, a owczarki niemieckie stały się najmodniejszą rasą psów w Polsce.
Cywil: Psi aktor zachowywał się jak prawdziwa gwiazda
Kilka lat później Telewizja Polska postanowiła powtórzyć sukces Szarika. Tak powstały "Przygody psa Cywila" - serial, który miał ocieplać wizerunek Milicji Obywatelskiej. Przez moment rozważano nawet, czy nowy bohater nie powinien... również nazywać się Szarik. Na szczęście zwyciężył pomysł na własną tożsamość. Cywil nie miał rodowodu, ponieważ urodził się jako siódmy szczeniak w miocie, ale nadrabiał inteligencją i niezwykłym temperamentem. Miał być uśpiony, ale uratował go sierżant Walczak i w kolejnych odcinkach razem tropili przestępców.
Filmowego Cywila "zagrały" dwa psy, w tym Bej, prywatny pies reżysera Krzysztofa Szmagiera. Wystąpił również w jednym z odcinków serialu "07 zgłoś się".
Bej błyskawicznie zrozumiał, że jest najważniejszym aktorem na planie. Gdy padało hasło: "Cisza! Kamera!", natychmiast pojawiał się przy ekipie. Nawet jeśli akurat kręcono sceny bez jego udziału, cierpliwie siadał obok i czekał na swoją kolej.
Największym problemem okazało się nauczenie psa, by oglądał się i patrzył dokładnie w to samo miejsce. Rozwiązanie okazało się proste - wystarczyło szeleścić papierkiem od cukierka. Bej za każdym razem odwracał głowę we właściwym kierunku, a potem... dostawał słodką nagrodę.
Tyle że nie od dziś wiadomo, że słodycze szkodzą. Bej miał chorą wątrobę i z czasem jego stan się pogorszył. Ostatecznie trzeba było go uśpić. Mimo to dla milionów widzów na zawsze pozostał sympatycznym Cywilem.
Saba: W Egipcie brano ją za... młodą lwicę
Filmowa Saba z ekranizacji "W pustyni i w puszczy" również zapisała się w historii polskiego kina. W rolę Saby wcieliły się dwa ogromne dogi angielskie - Apacz i Łoś.
Henryk Sienkiewicz opisał Sabę jako mastifa, ale w latach 60. takich psów praktycznie nie hodowano w Polsce. Franciszek Szydełko postawił więc na dogi, które doskonale poradziły sobie przed kamerą. Prawdziwy sprawdzian czekał je jednak dopiero podczas zdjęć w Afryce.
"W Egipcie wszyscy się ich panicznie bali. Gdy wychodziłem z pieskami na spacer, od razu robiło się wokół mnie sto pięćdziesiąt metrów wolnej przestrzeni" - wspominał treser.
Dlaczego? Egipcjanie brali je za... młode lwice.
Losy obu psów potoczyły się bardzo różnie. Jednego wyprosił dla siebie odtwórca roli Stasia, Tomasz Mędrzak. Drugi został przekazany polskiej ambasadzie w Kairze, gdzie szybko stał się lokalną atrakcją. Później trafił do Bejrutu i zginął podczas ewakuacji polskiej placówki z ogarniętego wojną Libanu.
Karino: Przed każdym ujęciem trzeba było go... malować
Serial "Karino" rozkochał w sobie młodych miłośników koni. Mało kto jednak zdawał sobie sprawę, że tytułowego bohatera grało kilka różnych wierzchowców.
Każdy z nich specjalizował się w czymś innym. Jeden najlepiej pokonywał przeszkody, drugi świetnie wypadał podczas galopu, kolejny sprawdzał się w spokojniejszych scenach.
Poszczególne konie różniły się wyglądem. Dlatego przed niemal każdym ujęciem charakteryzator Roman Kęsikowski wspinał się na stołek i malował im charakterystyczną białą gwiazdkę na czole.
Konie nie przepadały jednak za charakteryzacją. Gdy tylko pan Roman schodził ze stołka, zwierzę potrafiło wytrzeć pysk o kurtkę najbliższej osoby, ścierając całą farbę. Malowanie trzeba było zaczynać od nowa.
Jeszcze ciekawszą historię miał źrebak grający małego Karino. Był sierotą wychowanym przez ludzi, dzięki czemu silniej przywiązywał się do aktorów niż do innych koni. Claudia Rieschel, niemiecka aktorka grająca polską panią weterynarz, po zakończeniu zdjęć jeszcze wielokrotnie odwiedzała swojego ekranowego partnera.
Radamenes: Plotka o jego śmierci żyła przez lata
Najwięcej legend narosło wokół Radamenesa z "Siedmiu życzeń". Czarny kot przemawiający głosem Macieja Zembatego i wypowiadający zaklęcie "Hator, hator, hator" do dziś budzi sentyment widzów.
Wbrew pozorom Radamenesa nie grał jeden kot, lecz aż trzy. Żaden z trzech kotów nie miał najmniejszej ochoty współpracować z filmowcami. Twórców nie było stać na profesjonalnego tresera. Zresztą, czy w ogóle da się wytresować kota?
"Kot nie przychodzi jak pies na zawołanie" - wspominał po latach Daniel Kozakiewicz, grający główną rolę w serialu.
Najtrudniejsze sceny realizowano więc przy pomocy kukiełki animowanej klatka po klatce. Z tego narodziła się plotka, że jednego z kotów uśpiono i wypchano. Historię tę podczas spotkań z fanami podsycał Maciej Zembaty, słynący z wyjątkowo czarnego humoru. Po latach zdementował ją osobiście:
"Nikt żadnego kota nie uśpił. To był tylko żart".
Skądinąd wiadomo, że ów "żart" był swego rodzaju zemstą za wszystkie ślady kocich pazurów pozostawione na członkach ekipy.
Niestety, na planie nie obyło się bez dramatów. Jeden z kotów, akurat przez nikogo nie pilnowany, wyskoczył z okna czternastego piętra. Jak wspominał odtwórca głównej roli, tym razem powiedzenie o dziewięciu kocich życiach niestety się nie sprawdziło.
Alex udowadnia, że zwierzęce gwiazdy wciąż rządzą na ekranie
Minęło kilkadziesiąt lat, ale widzowie nadal uwielbiają zwierzęcych bohaterów. Najlepszym dowodem jest serial "Komisarz Alex", emitowany od ponad dekady i liczący już przeszło 240 odcinków.
W rzeczywistości serialowego Aleksa grało już siedem owczarków niemieckich, z których największą popularność zdobył Rocky. Wszystkie szkolą Agata Kordos i Marek Russ, dziś najbardziej znani trenerzy zwierząt filmowych w Polsce. Psy występujące w serialu potrafią nie tylko obezwładniać przestępców, ale także otwierać drzwi, wpuszczać gości do mieszkania, a nawet... obsługiwać drukarkę.
Minęły dekady, zmieniły się seriale i filmowe technologie, ale jedno pozostało niezmienne. Zwierzęcy bohaterowie wciąż potrafią skraść show największym gwiazdom. I wszystko wskazuje na to, że jeszcze długo nic się w tej kwestii nie zmieni.
Zobacz też:
Kolejna gwiazda w magicznym przeboju HBO Max. Kogo zagra?





