Jolanta Majewska-Machaj: Co tam nowego u Jaśka w "Klanie"?
Paweł Grządziel: - Na razie trwa letnia przerwa w zdjęciach, ale wcześniej nakręciliśmy już odcinki, które będą emitowane po wakacjach i zapowiada się ciekawie. Jasiek wróci z Hiszpanii, gdzie wypoczywał z rodzicami i z Roksi (Weronika Wierzbowska). Wyjazd był udany, ale nie przyniósł przełomu w relacji między nią z Jaśkiem, o czym od dawna marzy Beata (Magdalena Wójcik), mama Jaśka, która niemalże "wpycha" go w jej ramiona. Problem w tym, że oboje wciąż zmagają się z bagażem przeszłości.
- Roksi cały czas czuje coś do Norberta (Jakub Świderski) i - mimo że ten już ułożył sobie życie - wciąż chyba na niego czeka. Z kolei Jasiek będzie się musiał zmierzyć z powrotem byłej narzeczonej Jagody (Basia Lamprecht), która kiedyś rzuciła go, wyjechała do Australii, a teraz znów się pojawi. Mam przeczucie, że i tak już skomplikowana sytuacja stanie się jeszcze bardziej zagmatwana.
Jasiek ma jakoś w życiu "pod górkę"...
- W sprawach sercowych na pewno. Ale za to zawodowo szykuje się fajna perspektywa. Jako farmaceuta, niejako namaszczony do przejęcia rodzinnej schedy - apteki "Pod Modrzewiem", założonej przed laty przez seniorkę rodu, prababcię Marią Lubicz (Halina Dobrowolska), potem prowadzonej przez babcię Elżbietę (Barbara Bursztynowicz) i mamę Beatę, postanowi rozszerzyć działalność o ofertę internetową. Już po wakacjach zobaczymy, że ostro weźmie się do pracy i będzie się mocno angażował w to przedsięwzięcie, idąc z duchem czasu i nowych możliwości, które mogą znacznie zmienić oblicze rodzinnego biznesu. Jasiek nazwie tę internetową odnogę apteki swoim "dzieckiem", co Beata skomentuje ironicznie - "wreszcie zostanę babcią" - nawiązując do nieuporządkowanego życia osobistego syna.
Trudno się dziwić, matka zawsze chce dla swojego dziecka jak najlepiej.
- To jasne, ale ona zdecydowanie przesadza. Wciąż ciosa mu kołki na głowie, chce układać jego życie według swoich pomysłów, nie bierze pod uwagę, że Jasiek jest już dorosłym człowiekiem i ma prawo żyć tak jak chce i z kim chce.
- Co ciekawe, Magda Wójcik, która ją gra, jest prywatnie fajną osobą, bardzo się lubimy i, szczerze mówiąc, podziwiam jej kunszt, że potrafi tak przekonująco zmieniać się w heterę na ekranie, podczas gdy poza nim jest zupełnie normalna. Potwierdza to także jej syn, którego poznałem, mówi, że mama "na życie" jest całkiem spoko i nie ma nic wspólnego ze swą serialową postacią. Tak że pozostaje tylko współczuć Jaśkowi, że trafiła mu się taka nadopiekuńcza mamuśka i musi to jakoś znosić.
Z ojcem, czyli serialowym Piotrem Rafalskim (Jacek Borkowski) nie ma większych problemów?
- Nie ma i nigdy nie było. Relacja Jaśka z ojcem, tak jak i moja z Jackiem Borkowskim, ma już długą historię, wiele razem przeszliśmy, łączą nas wspomnienia, anegdoty z planu i ... powiedzenia. Jedno z nich dotyczy pizzy - a wzięło się z czasów, kiedy Jasiek był mały i nie mieszkał jeszcze z ojcem, a ten, przychodząc w odwiedziny, zabierał go właśnie najczęściej na pizzę. Ten rytuał wciąż funkcjonuje w naszej pamięci i kiedy np. Jacek z uśmiechem rzuca hasło: "Idziemy na pizzę!" - to wiem, że w naszym wewnętrznym języku oznacza to: "przybij piątkę", "głowa do góry", "jestem z tobą!". Fajnie jest mieć taki swój własny kod i wsparcie. Zresztą na Jacka zawsze można było liczyć. Kiedyś, gdy byłem jeszcze dzieckiem, zdarzyło się, że mój tata nie mógł po mnie przyjechać na plan i poprosił nieśmiało Jacka, żeby mnie odwiózł do domu. - Z przyjemnością - zgodził się Jacek bez namysłu. - Co jeszcze mogę zrobić dla naszego syna? - dodał uprzejmie. Trafił mi się naprawdę super serialowy tata...
Miałeś sześć lat, gdy trafiłeś do "Klanu"...
- Tak. To był absolutny przypadek, a właściwie seria przypadków. Najpierw do mojego przedszkola na warszawskim Mokotowie przyjechała ekipa z Woronicza, bo szukali dzieci do programu "Jedyneczka". Dostałem się tam, kiedy już trochę powystępowałem, przyszła kolejna propozycja, tym razem do roli Jaśka w "Klanie". Rodzice, sami wielcy miłośnicy tego serialu, nie oponowali, wychodząc z założenia, że to fajna przygoda, która da mi radość i otworzy mnie na świat. Nikt nie mógł wówczas przypuszczać, że przygoda ta przeciągnie się na lata - bo trwa nieprzerwanie od tamtego czasu, a ja spędziłem na planie "Klanu" pięć szóstych swojego życia!
"Jasiek bez nerki" - pod taką ksywką funkcjonuje twój bohater na forach facebookowej "Beki z Klanu" - to postać, z której internauci sobie trochę żartują. Nie przeszkadza ci to?
- Absolutnie. To, że bez nerki wynika z jego zdrowotnych przejść z czasów, gdy był jeszcze maluchem. A potem przyszły inne perypetie. Podchodzę z dystansem do tego, co mówią i piszą o Jaśku, miło mi, że jest zauważalny w popkulturze, dostarcza humoru, powodów do dyskusji - bo to o to w tym wszystkim chodzi. Dopóki nikogo to nie dotyka, nie obraża, dopóki dobrze się przy tym bawimy, to jest w porządku.
Mimo że grasz w serialu od najmłodszych lat, nie zdecydowałeś się zawodowo na aktorstwo.
- Postawiłem na prawo - skończyłem ten kierunek na SWPS i objąłem stanowisko asystenta w sądzie, nie przerywając nigdy pracy na serialowym planie. Ciągle szukam swej drogi w zawodzie prawnika, mam jeszcze czas, by zdecydować, którą aplikację wybrać. Wiem jedno, że z tym obszarem właśnie chcę związać swą przyszłość, a nie z aktorstwem, które znam od podszewki i które jest zajęciem pięknym, acz dość niestabilnym i obciążającym.
- Dzięki pracy w serialu poznałem wielu wspaniałych aktorów i jestem za to wdzięczny losowi. "Klan" dał mi mnóstwo dobrego - cenne przyjaźnie, doświadczenie, zaplecze finansowe na start i pewność siebie. Nauczył mnie zwalczać nieśmiałość, nawiązywać relacje, obcować z różnymi ludźmi. Tu się w dużej mierze wychowywałem, kształtowałem samodyscyplinę, łącząc najpierw plan zdjęciowy ze szkołą, potem studiami i pracą prawnika. Chciałbym, żeby ten stan rzeczy się utrzymał, żebym mógł realizować się zawodowo poza aktorstwem, a jednocześnie grać w "Klanie" jak najdłużej. I tylko w "Klanie" - nie szukam wyzwań aktorskich poza nim.
A jednak niedawno zagrałeś w innym tytule - w filmie fabularnym "Polowanie" z 2023 roku...
- Była to kolejna fantastyczna przygoda, związana zresztą z "Klanem", bo reżyserem filmu jest Paweł Chmielewski, z którym się znamy od lat właśnie z serialu. To on reżyserował mój pierwszy dzień na planie - kiedy pojawiłem się tam jako mały brzdąc, podszedł do mnie, powiedział: "Cześć, ja też jestem Paweł, więc witaj mój imienniku". Jest świetnym facetem, znakomitym reżyserem, człowiekiem, którego bardzo szanuję i do dziś zwracam się do niego - panie Pawle, bo po imieniu nie chce mi przejść przez gardło. Trudno się więc dziwić, że kiedy zaproponował mi rolę w swoim nowym projekcie, przystałem z ochotą. Właściwie nawet nie rolę, tylko epizod, powiedziałbym kurtuazyjny. Ale zawsze to coś, zwłaszcza, że "Polowanie" okazało się filmem udanym, który osiągnął dobre wyniki na Netfliksie i cieszę się, że mogłem mieć w tym swój udział. Tym bardziej, że od zawsze interesuję się kinematografią.
Jakie masz jeszcze inne hobby?
- Z uwagą śledzę Formułę 1 i Formułę 2. Pasjonuję się piłką nożną, zwłaszcza ligą hiszpańską - jestem kibicem Realu Madryt - a wszystkie mecze oglądam w oryginale, po hiszpańsku, szkoląc przy okazji język. Uczę się go od jakiegoś czasu, na tyle skutecznie, że większość komentarzy rozumiem, co cieszy. (uśmiech)
Jakoś nam się często Hiszpania tu przewija - a to w kontekście sportowo-edukacyjnym, a to wcześniej o Jaśku, który był tam na wakacjach. Ty też wybierasz się może tego lata w tym kierunku?
- Nie, spędzam lato w Warszawie i zbieram pieniądze na wyjazd do Korei, który zaplanowałem na jesień tego roku. Lubię jedzenie koreańskie, ciekawi mnie tamtejsza kultura, obyczaje, chcę zobaczyć, jak się żyje w tym kraju i na kontynencie azjatyckim, ponieważ nigdy dotąd tam nie byłem.
Wybierasz się sam czy z jakąś bliską osobą?
- Wolałbym nie opowiadać o sobie, o tym, z kim spędzam czas, z kim wyjeżdżam i jak żyję na co dzień. Nie należę do osób, które relacjonują swoje życie na Instagramie, nie prowadzę fanpage'a, na Facebooku mam konto prywatne. Za to opowiadam chętnie o Jaśku, kiedy tylko zdarzy się taka okazja, bo uważam, że to tak naprawdę interesuje ludzi. Ostatnio byłem poza miastem, kiedy szedłem przez wieś, zza ogrodzenia wyszedł gospodarz i powitał mnie radośnie jak dobrego znajomego. Zawołał żonę, oboje byli zachwyceni, że mają przed sobą kogoś, kogo goszczą od lat w swoich domach na ekranie telewizora. Staram się zawsze, z szacunku dla widza, znaleźć na takie rozmowy czas, zrobić sobie zdjęcie z kimś, kto o to prosi, bo tak też się zdarza - i tu stawiam granicę pomiędzy życiem publicznym a prywatnym, które zdecydowanie chciałbym zostawić dla siebie... (uśmiech)








