W świecie "Gry o tron" nie było informacji, której wcześniej nie usłyszałby lord Varys. Dzięki swojej siatce szpiegowskiej wiedział o wszystkim, co dzieje się w Westeros. Nie ocaliło mu to jednak życia - w przedostatnim odcinku "Gry o tron" został spalony przez smoka. Wcielający się w tę postać aktor nie kryje, że był rozczarowany tym pomysłem twórców.
Conleth Hill rozczarowany finałem "Gry o tron"
"Myślałem, że zrobiłem coś nie tak. Nie miałem żadnych zastrzeżeń do tego, co zdarzyło się w pierwszych sześciu sezonach. Frustrację poczułem dopiero przy dwóch ostatnich, bo Varys różnił się w nich od postaci, jaką był wcześniej. Myślę, że scenarzyści chcieli to zakończyć w jeden sposób, a studio w inny. Czułem, że ostatni sezon zrobiony był pospiesznie. Byłem niezadowolony" - wyznał Conleth Hill w rozmowie z "The Times". I dodał, że teraz jest już pogodzony z tym, jak skończyła się jego przygoda z "Grą o tron".
Z Hillem zgadza się wielu fanów, którzy uważają, że ostatni sezon ich ukochanej produkcji został przygotowany po łebkach i w pośpiechu. Zamiast dziesięciu odcinków, jak w poprzednich seriach, w ósmym sezonie było ich tylko sześć (choć dłuższych). Z tego powodu wiele wątków zostało poprowadzonych tak, że fani nie rozumieli tego, co się wydarzyło. Jak przypomina portal "Variety", najbardziej jaskrawym przykładem był wątek Daenerys, która zamieniła się w czarny charakter, ale zabrakło czasu na wiarygodne uzasadnienie tej metamorfozy.









