Trzeci sezon "Euforii" od samego początku wywoływał skrajne emocje, choć w opinii wielu krytyków i widzów, w tym także mojej, wybijał się przede wszystkim rozczarowaniem. To już nie jest ten sam serial, który z przyjemnością oglądałam kilka lat temu. Nie jest to kwestią faktu, że bohaterowie dorośli czy musieli zmierzyć się z rzeczywistością pracy - to naturalny etap rozwoju postaci. Problemem jest wrażenie, że reżyser Sam Levinson postawił tym razem wyłącznie na tanie wywoływanie szoku i oburzenia.
W stałej obsadzie powrócili: Zendaya, Hunter Schafer, Jacob Elordi, Sydney Sweeney, Alexa Demie, Maude Apatow, Martha Kelly, Chloe Cherry, Adewale Akinnuoye-Agbaje oraz Toby Wallace. Od dawna zarzucano twórcom serialu romantyzowanie uzależnień i zachowań autodestrukcyjnych, lecz finałowa odsłona zdaje się pogłębiać te kontrowersje.
Cassie i Nate: Niewykorzystany potencjał
Od pierwszego odcinka wiele emocji budziła rola Sydney Sweeney, wcielającej się w Cassie. Jej postać, teoretycznie dążąca do celu - życia u boku Nate'a Jacobsa i przygotowań do wystawnego wesela - zderza się z oporem partnera, który nie chce ponosić wysokich kosztów uroczystości. Z kolei Jacob Elordi wydawał się w tym sezonie zmęczony powrotem do roli. Po sukcesach, takich jak nominacja do Oscara czy rola w "Wichrowych wzgórzach" u boku Margot Robbie, serial zdawał się dla niego przeszkodą w karierze. Fani zgodnie orzekli - ostatni oddech Nate'a Jacobsa w trumnie, był pierwszym oddechem ulgi dla aktora.
Sam Levinson tłumaczył, że spuentowanie losów wszystkich postaci jest wyzwaniem scenariuszowym. Mimo posiadania świetnej obsady i sporego nakładu czasu, finałowy odcinek pozostawia ogromny niedosyt. Wiele wątków zakończono gwałtownie i w sposób niemal cięty nożem. Choć Rue otrzymała swoje zamknięcie, jakie wielu przewidywało, to niektóre postacie, w tym wspomniana Cassie, sprawiały wrażenie jedynie nieistotnych dodatków do opowieści.
"Euforia": finał z fajerwerkami, ale bez emocji
Trzeci sezon sprawia wrażenie, jakby serial zagubił swój prawdziwy charakter. Zamiast intymnej opowieści o zagubionych młodych ludziach poszukujących tożsamości, otrzymaliśmy narrację o handlarzach narkotyków, przemytnikach i sutenerach. Produkcja zmieniła swój profil, wrzucając widza w świat, którego nie oczekiwał od "Euforii".
Choć w finale zdarzały się momenty przywodzące na myśl najlepsze czasy serialu, sprawiały one wrażenie jedynie sentymentalnych dodatków, mających przypomnieć widzowi: "nadal oglądasz 'Euforię'".
Naprawdę byłam fanką drugiego sezonu. Widziałam w nim jakościową tendencję wzrostową, zaczęłam przywiązywać się do bohaterów, a nawet z dystansu kibicować. Trzeci sezon ponownie oddzielił mnie emocjonalnie od postaci i chwilami zastanawiałam się na co tak naprawdę patrzę. Nawet emocjonalne zakończenie wątku Rue nie uratowało oceny serialu, a walka o pamięć i sprawiedliwość dla niej zostawia widza z dziwnym uczuciem nie tyle niedosytu, co poczucia, że coś poszło nie tak.
To mógłby być dobry sezon serialu, który pokazuje jak źle mogą kończyć się kontakty z nieodpowiednimi ludźmi. Jednak nie był to dobry sezon "Euforii". Z żalem obejrzałam finałowy odcinek, jednak cieszę się, że ten sezon już dobiegł końca. To była naprawdę długa i trudna do przełknięcia przeprawa. Zostaje tylko żal za zmarnowanym potencjałem.
Ocena: 5/10







