"Dżentelmeni": Eddie znowu ma kłopoty, a ambicje ogromne
Ostatnio serialowi "Dżentelmeni" nie schodzili z pierwszych stron serwisów internetowych. Nie tylko z powodu dużych oczekiwań wobec debiutującego drugiego sezonu, ale również ewentualnego udziału Meghan Markle w trzeciej części.
Choć okazało się, że księżna nie wystąpi w nowych odcinkach, to dzięki tym plotkom otrzymaliśmy potwierdzenie realizacji trzeciego sezonu jeszcze przed premierą drugiego. A biorąc pod uwagę końcówkę nowej serii, będzie on jak najbardziej potrzebny.
W życiu pewne rzeczy są stałe, a w przypadku Eddiego (Theo James) oznacza to mniej więcej, że znowu ma kłopoty. Minął rok od wydarzeń z finału pierwszej serii, a imperium nie całkiem legalnego biznesu Eddiego i Susie (Kaya Scodelario) rozrasta się w ekspresowym tempie.
Dynamiczny duet rozwinął biznes we Włoszech, co jednak przyniosło nowe problemy. W tym przypadku - nieokrzesanego milionera oraz znawcę win Cico (Michele Morrone), zubożałego lorda Hawthorne'a (w tej roli znany z "Downton Abbey" Hugh Bonneville) oraz grupę dość interesujących graczy, dla których rozrywką są angielskie polowania.
Nieokiełznane ambicje Eddiego, chęć do ryzyka jak i silne poczucie niezależności szybko kładą się cieniem na jego relacje z Susie oraz jej ojcem - szefem całego imperium. Zmuszony do podejmowania coraz to trudniejszych decyzji Eddie powoli traci grunt pod nogami, a kolejne wydarzenia doprowadzają do konsekwencji, które sprawią, że może całkowicie zatracić się w koszmarze, jaki w zasadzie sam sobie stworzył.
Dodając do tego powrót jego brata Freddy'ego (jak zwykle cudowny Daniel Ings), sprawy naprawdę się komplikują. Dobrze, iż (prawie) zawsze może liczyć na Susie i Geoffa (jak zwykle cudowny Vinnie Jones).
Zobacz też: Nie tylko siostrzenica ikony kina. Od lat hipnotyzuje w serialowym arcydziele

"Dżentelmeni": mnie bezczelności, więcej dramatu
Premierowy sezon "Dżentelmenów" z 2024 roku, którego znakiem rozpoznawczym stał się Freddy biegający po trawniku posiadłości w kostiumie kurczaka i wymachujący strzelbą, wywołał różne emocje oraz znalazł dużo zwolenników i przeciwników. Jako że zaliczam się do pierwszej grupy, na drugi sezon czekałam z utęsknieniem. I nie zawiodłam się na nowych odcinkach, choć dzisiejsi "Dżentelmeni" są nieco inni od poprzednich. Z kilku względów.
Jeżeli pierwszy sezon był przeszyty typowym dla Guya Ritchiego humorem, ten jest… poważniejszy, mniej bezczelny, mniej absurdalny, choć celowych absurdów i szalonych scen w nim nie brakuje. Najlepszym tego przykładem jest wątek lorda Hawthorne'a oraz próby podjęte przez Eddiego i Susie, aby przeciągnąć go na swoją stronę. Nie zdradzając szczegółów, bo lista spoilerów jest długa, a przecież nie warto psuć sobie zabawy, nasi bohaterowie potrzebują zubożałego lorda, żeby przepchnąć ważną ustawę, która pozwoli im osiągnąć niebotyczne zyski. Przynajmniej w teorii.
"Dżentelmeni": Eddie w finale przesuwa granice
Najnowszy sezon "Dżentelmenów" to rozszerzenie wątku najważniejszych postaci, a co za tym idzie - przedstawienie co najmniej pięciu różnych historii, które splatają się w drugiej połowie sezonu. Jest bardziej dramatycznie, mroczniej.
Typowe dla Ritchiego przesunięcie granic i cięte dialogi widoczne są właśnie w wątku "politycznym", w innych przeważa powaga oraz próba przeciągnięcia Eddiego przez cały wachlarz emocji i postawienia go w sytuacjach kryzysowych, gdzie każdy wybór jest zły.
Dwa ostatnie odcinki to z kolei jazda bez trzymanki, która wynagrodzi nieco wolniejszy środek sezonu. I choć Ritchie nie przesuwa granic, tak bardzo jak na przykład w poprzednich swoich filmach czy serialach, w finałowych minutach z pewnością robi to Eddie. I to z przytupem.
Zobacz też: Arcydzieło serialowej formy. To najoryginalniejszy tytuł ostatniej dekady









