Produkcja, która zadebiutowała na Netfliksie w grudniu 2023 roku, odnotowała ponad 10 milionów obejrzeń na całym świecie i stała się jednym z najpopularniejszych polskich tytułów platformy. Liczby nie tłumaczą jednak wszystkiego. Sukces "1670" pojawił się w szczególnym momencie, równolegle do trwającego od kilku lat "zwrotu ludowego" w polskiej literaturze i historiografii. Zainteresowanie historią opowiadaną z perspektywy chłopów, relacjami klasowymi i codziennością zwykłych ludzi znalazło odbicie także w kulturze popularnej.
Absurd, cringe i dyskomfort
Scenarzysta Jakub Rużyłło wielokrotnie podkreślał, że ważną inspiracją była dla niego książka Jana Sowy "Fantomowe ciało króla", która pozwoliła spojrzeć na polską historię poza szkolnymi schematami i narodowymi mitami. Twórcy znaleźli język, którym można opowiadać o historii bez pomnikowego tonu i postawili nie na poważny wykład historyczny, lecz na humor - połączenie estetyki mockumentu, absurdu i komedii dyskomfortu. To właśnie dzięki temu XVII-wieczna wieś stała się zaskakująco współczesna.
W Adamczysze łatwo rozpoznać świat, który doskonale znamy: hierarchie, ambicje, lokalne konflikty, potrzebę prestiżu i przekonanie, że "jakoś to będzie". Jan Paweł, marzący o wielkości właściciel "mniejszej połowy" wsi, jest jednocześnie postacią historyczną i bardzo współczesną. Być może właśnie dlatego serial okazał się tak uniwersalny, bo opowiada nie tyle o XVII wieku, ile o mechanizmach, które w Polsce trwają od stuleci.
"1670" sprowokował także szeroką dyskusję nad polską tożsamością. Eksperci podkreślali, że stał się lustrem, w którym odbija się światło współczesnej wrażliwości. Choć niektórzy krytycy zarzucali produkcji uprawianie "pedagogiki wstydu", historycy chwalili producentów za dobre przestudiowanie realiów folwarku i przełamanie martyrologicznego patosu. Tym samym Adamczycha stała się metaforą Polski, miejsca, gdzie ambicje ścierają się z prowincjonalnością, a marzenia o wielkości często kończą się w błocie. W tym sensie "1670" nie opowiada tylko o przeszłości, ale jest też doskonałym lustrem dla współczesności.
Najlepiej widać to po tym, jak szybko "1670" przeniknęło do codzienności. Cytaty takie jak "Hop, hop, hop", "Jesteś swój chłop... to znaczy mój chłop" czy serialowe "szponcić", które wybrano młodzieżowym słowem roku 2025, szybko zaczęły funkcjonować poza ekranem. Memy, rolki, internetowe przeróbki i komentarze sprawiły, że bohaterowie zaczęli żyć własnym życiem.
Kwadrans na sukces
- Gdy studiowałem na Akademii Teatralnej w Krakowie, nikt z nas nie wierzył, że powstanie jeszcze taki film albo serial, który będzie tak cytowany jak komedie Barei czy "Dzień świra" - mówi Michał Sikorski, serialowy ojciec Jakub, jedna z najbardziej charakterystycznych postaci "1670", na spotkaniu z mediami we Wrocławiu. Aktor trafił na casting i został poproszony, by został jeszcze na kwadrans. - Najważniejsze 15 minut mojego życia - śmieje się dziś Sikorski.
- Pamiętam te 15 minut, bo byłem na tym castingu i rzeczywiście Michał wszedł, kiedy byliśmy już po kilku miesiącach castingu. Mieliśmy jakąś taką dwójkę aktorów w finale, ale to cały czas nie było to, co czuliśmy z każdą inną postacią. No i Michał wszedł i to rzeczywiście kompletnie rozwalił - wspomina producent serialu Jan Kwieciński.
Nie tylko internet zapełnił się memami, przeróbkami i krótkimi filmami wykorzystującymi dialogi bohaterów. Jak grzyby po deszczu powstały fanowskie grafiki, opowiadania osadzone w świecie serialu, a nawet tatuaże z podobiznami postaci i ich kultowymi powiedzeniami. W Zamościu odsłonięto mural przedstawiający Jana Pawła granego przez Bartłomieja Topę, a fani witają Michała Sikorskiego słowami: "Szczęść Boże", utożsamiając go z rolą ojca Jakuba
Podczas aukcji WOŚP "ziemniaczany posiłek" z Bartłomiejem Topą i "kremówka w Wadowicach" z Michałem Sikorskim osiągnęły kwoty przekraczające 35 tysięcy złotych. Piosenka "Bez Andrzeja", promująca drugi sezon serialu, stała się przebojem mediów społecznościowych i dotarła na szczyt Listy Piosenek Radia 357. Można to już chyba nazwać "efektem 1670" - momentem, w którym produkcja przestaje być wyłącznie rozrywką, a staje się punktem odniesienia dla popkultury, języka i włączania fikcji w codzienne życie.
Nie tylko popkultura
"1670" wpłynęło także wymiernie na rzeczywistość poza kulturą popularną. Skansen w Kolbuszowej, gdzie realizowano zdjęcia, zanotował rekordową frekwencję, a popularność serialowej Adamczychy przełożyła się na większe zainteresowanie regionem. Wystawę "Wszyscy jesteśmy z Adamczychy" w Muzeum Historii Polski obejrzało 7 tysięcy osób, a z okazji premiery trzeciego sezonu we wrocławskiej Hali Stulecia powstała "Panorama 1670", monumentalne dzieło dłuższe od słynnej Panoramy Racławickiej o dokładnie 1670 milimetrów. Do jej stworzenia zużyto 700 metrów kwadratowych płótna, 120 pędzli i 300 litrów farby, w projekt angażując 12 malarzy, którzy poświęcili na pracę 3000 godzin. Szacuje się, że "Panoramę 1670" zobaczą osoby z co najmniej 400 polskich miejscowości i 30 krajów.
Twórcy produkcji podkreślają, że na początku nie wszyscy wierzyli w sukces projektu. Słyszeli, że młodzi widzowie nie będą zainteresowani historią, a niektórzy zarzucali serialowi "szkalowanie Polski". Tymczasem historycy zwracali uwagę na trafne odtworzenie realiów folwarku i przełamanie martyrologicznego sposobu opowiadania o przeszłości.
Być może największym osiągnięciem "1670" nie są jednak rekordy oglądalności, nagrody czy kolejne sezony. Jest nim stworzenie wspólnego języka. W świecie rozproszonych ekranów i niekończącego się strumienia treści niewiele produkcji potrafi stać się punktem odniesienia dla milionów ludzi. "1670" udało się coś jeszcze - pokazało, że Polacy potrafią śmiać się z własnej historii, a jednocześnie rozpoznawać w niej samych siebie.
Premiera trzeciego sezonu na Netfliksie już 5 sierpnia. Tym razem Jan Paweł zmierzy się z kryzysem tożsamości i utratą wpływów, a jego ambicje zaprowadzą go aż na królewski dwór. Niezależnie jednak od tego, dokąd poprowadzą bohaterów nowe odcinki, jedno wydaje się pewne: mentalne błoto z Adamczychy nadal nosimy na butach. Bez względu na to, czy naszym folwarkiem jest pole pszenicy, czy open space w korporacji.













