"Ślub od pierwszego wejrzenia" to jeden z najbardziej poruszających programów w polskiej telewizji. Widzowie śledzą losy trzech par, które zdecydowały się wziąć ślub, nie znając wcześniej swojej drugiej połówki. Nad dopasowaniem uczestników czuwają ekspertki: Julitta Dębska, Zuzanna Butryn i Hanna Kąkol. To zespół specjalistek od relacji, które łączą naukę, doświadczenie i intuicję, by stworzyć pary z największym potencjałem na trwały, szczęśliwy związek.
Jedną z historii, która najbardziej przyciągała widzów, była relacja Oliwii Ciesiółki, która obecnie niezbyt dobrze wspomina udział w programie.
"Nie chcę robić sensacji ani nikogo oskarżać. Mogę mówić tylko o sobie i o tym, jak udział w 'Ślubie od pierwszego wejrzenia' wpłynął na moje życie. Weszłam w to z nadzieją na miłość, a wyszłam z dużą lekcją o sobie, relacjach i granicach. Właśnie dlatego napisałam e-booka, żeby pokazać tę historię spokojnie, uczciwie i z pełnym kontekstem, a nie w formie jednego wyrwanego cytatu" - wyznała w rozmowie z "Faktem".
"Ślub od pierwszego wejrzenia": trudna decyzja
Związek Oliwii i Łukasza od samego początku był pełen emocji - od zauroczenia po otwarte konflikty. Po latach Oliwia patrzy na show z dużym dystansem i rozumie, że decyzja o udziale w programie była szukaniem pomocy w niewłaściwym miejscu.
"Na własne życzenie weszliśmy przed kamery, nie mając zielonego pojęcia, co to z nami zrobi. Byliśmy dwojgiem dzieciaków poturbowanych dzieciństwem, którym wydawało się, że telewizyjny eksperyment uleczy ich braki".
Książka Oliwii "Bez cięć" jest już dostępna - opisuje w niej szczegóły castingu oraz swoje osobiste doświadczenia. Jak przyznaje, najtrudniejszym momentem nie było otwieranie serca, lecz założenie sukni ślubnej i poślubienie obcego człowieka przed kamerami. Momentem weryfikacji ich związku okazały się narodziny syna. Oliwia zaczęła nawet żałować udziału w programie.
"Przez pierwszy rok po programie, gdyby ktoś dał mi taki guzik, wcisnęłabym go bez wahania i wymazała ten dzień z pamięci. Dzisiaj patrzę na to inaczej" - przyznaje i zaznacza, że nie chce obwiniać producentów za swój los.
"Nie udawajmy, że telewizja jest prywatną poradnią małżeńską. Program musi mieć emocje i przyciągać widza. (...) W e-booku 'Bez cięć' opisuję, że dla mnie największym wyzwaniem była różnica między tym, co można zadeklarować w rozmowach czy testach, a tym, co dzieje się później, kiedy człowiek naprawdę znajduje się w środku tak intensywnego eksperymentu" - powiedziała "Faktowi" Oliwia Ciesiółka.










