"Czy mnie słychać?" to trzeci film w reżyserskim dorobku Bradleya Coopera po "Narodzinach gwiazdy" oraz "Maestro". Fabuła jest luźno oparta na losach brytyjskiego komika Johna Bishopa. Film debiutował na Festiwalu Filmowym w Nowym Jorku, gdzie spotkał się z ciepłym przyjęciem widzów i krytyków.
Gdy małżeństwo Alexa (Will Arnett) się rozpada, próbuje on radzić sobie z rozwodem i kryzysem wieku średniego, szukając nowego celu na komediowej scenie Nowego Yorku. Razem z byłą żoną (Laura Dern) musi znaleźć sposób na wspólne wychowywanie dwóch synów i odnalezienie swoich tożsamości.
"Czy mnie słychać?". Bradley Cooper i Will Arnett o emocjonalności
W rozmowie z Behrem dla "halo tu polsat" Cooper, który pojawia się na drugim planie jako najlepszy przyjaciel komika, przyznał, że kręcenie scen z Arnettem przyszło mu naturalnie. Potrzebował na nie jednego lub dwóch dubli. "Kończyliśmy za siebie zdania" – żartował odtwórca roli Alexa.
Obaj przyznali, że otwartość emocjonalna swoich postaci była dla nich bardzo ważna. "Cała fabuła polega na tym, by zobaczyć, jak bohater przechodzi drogę od niemal katatonicznego stanu na początku filmu do momentu, w którym potrafi już pozwolić sobie na wrażliwe, szczere emocje. Obserwowanie tego procesu każdego dnia było niesamowite" – przyznał Cooper.
"Dla mnie dojście do miejsca, w którym mogę mówić tak otwarcie i być wrażliwym, zajęło prawie całe życie. To bardzo wyzwalające. Dlatego możliwość pokazania tego w filmie była dla mnie bardzo ważna. To działo się też trochę podświadomie. Nie mówiliśmy wprost: ‘robimy to w ten sposób’. To raczej odbicie tego, jacy naprawdę jesteśmy" – kontynuował Arnett.
Bradley Cooper chce dać widzom nadzieję
Cooper tłumaczył, że nie chciał nakręcić prostej opowieści z pozytywnym zakończeniem. "Ludzie często uważają, że celem jest szczęście bohatera lub widza, ale to nie jest historia o tym. Jak mówi jedna z postaci, jeśli masz szczęście, życie po prostu się dzieje, a ty musisz odnaleźć w nim dobro. Samo znalezienie kogoś, z kim można iść przez życie, to już ogromna wartość".
"Ludzie zawsze pytają, jaki jest przekaz filmu. Mam nadzieję, że widzowie zobaczą w nim siebie. Że zrozumieją, że życie nie jest idealne i nie wygląda jak reklama. Jest prawdziwe i autentyczne. To zdanie, które mój bohater mówi swojej żonie, jest właśnie takie – prawdziwe" – dodał Arnett.
Cooper stwierdził, że emocje bohatera były punktem odniesienia. Wokół nich obudowano historię i pracę nad filmem. Jego celem było sprawienie, by widzowie zobaczyli siebie w postaciach na ekranie i poczuli nadzieję.







